Najwyższy czas

Pomieszczenie jest niewielkie. Przez kilka sekund zastanawiam się, dlaczego niczego nie widzę, a później orientuję się, że nie ma ani jednego okna. Jest ciemno. Wstaję z kolan, prostuję się, podchodzę do najbliższej ściany, przykładam do niej dłoń i zaczynam wędrówkę w poszukiwaniu drzwi. Czegokolwiek, co pomogłoby mi uciec. Niepewnie sunę opuszkami palców po chłodnej powierzchni.

Nic.

Kompletnie nic.

Jest duszno, mam wrażenie, że powoli zaczyna doskwierać mi niedostatek powietrza. Przyśpieszam kroku, drżącą ręką nie przestaję szukać igły w stogu siana, mimo że pewnie obchodzę już pokój po raz kolejny. Z przerażenia coraz szybciej tracę siły, w rezultacie przerzucam cały ciężar ciała na wyciągnięte ramię i podpieram się o ścianę. Idę dalej.Wystarcza zaledwie parę sekund.

Natrafiam dłonią na pustkę, tracę równowagę, przewracam się i uderzam twarzą o ziemię. Ból promieniuje od samego policzka, aż do nadgarstka, który miał zamortyzować upadek. Co gorsza, wcale nie słabnie, wydaje mi się, że wręcz się nasila.

Wtedy przychodzi mi na myśl tylko jedno pytanie – za co?

W końcu przychodzi też moment, w którym uderzam pięścią w stół.

Ponieważ chcę. Chcę pisać, chcę dzielić się swoimi przemyśleniami z resztą świata, chcę mówić o tym, co darzę nieskończonymi pokładami miłości pomieszanej z fascynacją, chcę tego wszystko bardziej, niż kiedykolwiek.

Otwieram moją prywatną szufladę, która ugina się pod ciężarem zawartości, po czym wyciągam z niej absolutnie wszystko. Wyciągam z niej wspomnienia — te, o których od dawna próbuję zapomnieć, a które i tak rozpamiętuję dniami i nocami. Wyciągam również słabości, zwątpienia i każdą rzecz, która nie pozwalała mi dotychczas ruszyć się z miejsca.

A potem wyrzucam wyciągniętą zawartość do kosza. Szuflada pozostaje otwarta.

Biorę głęboki wdech i dosłownie czuję, jak kamień spada mi z serca. Jestem tutaj. W miejscu, o którym marzyłam od lat, w miejscu, które być może wywoła uśmiech na Twojej twarzy albo pomoże ci wstać. W miejscu, w którym mogę pisać i nie tkwić w martwym punkcie.

Wiem, że nożyce się odezwą. Niech to zrobią, śmiało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s