Przeklęty Benjaminie

Zanim napiszę cokolwiek o tym człowieku, chcę, żebyś poświęcił dokładnie cztery minuty i czterdzieści cztery sekundy swojego życia na obejrzenie poniższego wywiadu. Skorzystałam nawet ze swojej znajomości angielskiego i przygotowałam dla ciebie transkrypcję (z góry przepraszam, jeżeli zawiera błędy, bo zawiera na pewno).

Transkrypcja: 

Większość moich piosenek powstaje spontanicznie, jest związana z tym, czego doświadczyłem. Za każdym razem, gdy gdzieś wychodzę, gdy coś widzę – od razu o tym piszę. Później wracam, przyglądam się temu i piszę o tym nieco więcej. Jest to więc bardzo spontaniczne. Inspiruje mnie wiele pisarzy, więc od czasu do czasu sięgam do ich dzieł po małą pomoc.
Noszę ze sobą notatnik oraz.. magnetofon. Czasami przychodzą mi do głowy pewne dźwięki, które muszę od razu zapamiętać, więc nagrywam je i kiedy wracam do domu, od razu idę do pianina. Najczęściej jednak piszę i to właśnie z tych zdań czy wierszy tworzę swoją muzykę.
Pewne okoliczności spowodowały, że zacząłem śpiewać. Nie brzmiałem tak, jak brzmię teraz, co zajęło mi dość dużo czasu i myślę, że parę okien zdążyło przez to pęknąć.
Kiedy wychodziłem na ulicę i śpiewałem w metrze czy w barach, nie miałem porządnego mikrofonu. Ćwiczyłem tak, jak robią to śpiewacy operowi. Idąc do opery, zobaczysz tam tylko mały mikrofon i nic więcej. Nie robiłem tego umyślnie, to po prostu się działo – chciałem głośno, wyraźnie śpiewać i dotrzeć do wielu ludzi. Myślę, że właśnie w taki sposób odkryłem swój głos.
Jeszcze przed tym – kiedy pisałem, zauważyłem u niektórych Francuskich artystów, że oni śpiewają tak, jak mówią. Po prostu. Zacząłem robić to samo, a odkąd piszę o tym, przez co przechodzę ja oraz ludzie wokół mnie – to wszystko jest szczere, więc jest równocześnie łatwe dla mnie do wyrażenia, ponieważ tego doświadczyłem. Gdyby to jednak była jakaś wymyślona historia, myślę, że byłoby mi trudniej.
Wyjechałem do Paryża nie wiedząc, dlaczego wyjeżdżam do Paryża i dlaczego wybrałem akurat to miasto. Może dlatego, że z Londynu leciało się tylko dwie godziny. Po sześciu miesiącach szukania sposobu na życie, zdecydowałem, że zacznę śpiewać na ulicy. To była jakaś metoda na lepsze jutro. Miałem pisać. Zawsze pisałem, zawsze czytałem książki, więc kiedy zacząłem śpiewać to pomyślałem, czemu by nie śpiewać o tych małych rzeczach, przez które przechodzę. Później spotkałem parę osób i nagrałem płytę. To był mój pierwszy raz jako koproducent, wraz z Jonathanem Combi. Nauczyłem się sporo rzeczy dzięki temu. Cieszę się, że to zrobiliśmy.
Teraz jestem w trasie, daję koncerty i skupiam się głównie na tym. Chcę po prostu śpiewać dla ludzi, grać dla ludzi – to jest dla mnie najważniejszą rzeczą. Czekam na ludzi, takich, jak ty i kiedy Sharon udostępniła moją muzykę, poezję.. Stale myślę o nagraniu drugiego albumu, ale to zajmuje sporo czasu.

Ostatnia dobra książka, jaką przeczytałem.. Oscar Wilde, jakieś parę tygodni temu, a przeczytałem ją tak naprawdę dlatego, że kiedy przyszedłem w odwiedziny do mojej dziewczyny, nie zastałem jej w mieszkaniu. Książkę znalazłem w jej szufladzie, a że nie miałem niczego innego do zrobienia, zacząłem czytać. Jest świetna.

Wprawdzie wywiad nie jest bardzo spójny, ale trochę jednak pomaga zrozumieć, kim właściwie jest Benjamin Clementine, którym tak się zachwycam.

Urodził się w Londynie, aktywny muzycznie jest od 2013 roku, a w 2015 wydał swój pierwszy album: At Least From Now. Wcześniej wypuścił też dwa minialbumy: Cornerstone oraz Glorious You. Jego muzyka zaliczana jest do współczesnej klasyki, art popu i avant-garde, ale o tej ostatniej kategorii nie mam najmniejszego pojęcia, więc się nie wypowiem. Poza muzyką, spełnia się również jako poeta. Niektóre z wierszy Benjamina można przeczytać na jego stronie. Podobnie, jak muzyka – są oryginalne, specyficzne i przekonują do siebie urokiem osobistym.

Dobra. Teraz mogę się wytłumaczyć, dlaczego się powtarzam, bo przecież już się na moim blogu pojawił (o, tutaj) i po co w ogóle piszę o nim osobny post. Musisz wiedzieć, że jest parę dosyć istotnych rzeczy, które szczególnie cenię w artystach. Ty pewnie także.

PO PIERWSZE – ORYGINALNOŚĆ

Lubię oryginalnych artystów. Niektórzy jednak czasem za bardzo starają się zachować oryginalność i efekt jest wprost przeciwny. Benjamin sprawia wrażenie, jakby miał to we krwi. Serio. Ani się specjalnie nie stara, ani nic, a kiedy po raz pierwszy posłuchałam jego utworów, moje uszy nie mogły uwierzyć w to, co słyszą. Jasne, może po prostu nie znam innych artystów jego pokroju, ale to, że ten facet ma w sobie coś hipnotyzującego, raczej nie podlega dyskusji. Nie da się wysłuchać jego albumu i tak po prostu przejść do innego artysty. No nie i koniec. Ja nie umiem.

PO DRUGIE – TALENT

To właściwie powinnam wymienić na samym początku. Rzecz dosyć oczywista, a jednak zdarzają się na współczesnej scenie artyści, którzy niekoniecznie zasługują na to miejsce. Benjamin na pewno do takich nie należy – ba, odkąd go odkryłam, czekam z niecierpliwością na moment, kiedy zdecyduje się ponownie dać koncert w Polsce.

PO TRZECIE – PASJA

W tym momencie najlepiej będzie, jeżeli po prostu to obejrzysz.

Chociaż z zamkniętymi oczami też pewnie zrozumiałbyś, co mam na myśli.
Pasja jest, moim skromnym zdaniem, najważniejszym czynnikiem ze wszystkich trzech, które wymieniłam. Bez niej wszystko jest zwykle bezbarwne, nie zawiera ani krzty charakteru i zwyczajnie w świecie nie powoduje, że chcemy do danej rzeczy wracać. W tym przypadku mam zaś do czynienia z człowiekiem, który robi to, co kocha i czym żyje, więc jest w tym wiele magii, uczuć i swoistego rodzaju czułości.

Wiem jednak, że wielu z was być może Benjamin nie przypadnie do gustu. Ma prawo, jak najbardziej! Nie piszę tego artykułu po to, aby każdy, bez żadnego wyjątku, pokochał tego artystę całym sercem, ale raczej po to, żeby każdy mógł dowiedzieć się, że ktoś taki istnieje, jest sobie, śpiewa, tworzy i być może odkryć, że to w sumie jest jego muzyka.

Na sam początek (jeśli Benjamina nie znasz i nie masz zielonego pojęcia o jego muzyce), polecam chyba najpopularniejszą z jego piosenek: Nemesis.

Wielu ludziom przypomina Ninę Simone i chyba muszę się zgodzić, że coś w tym jest.

W kwestii teledysku, z całego serca polecam I Won’t Complain.

A przesłanie?
Każda piosenka posiada je bez wątpienia, co nie zmienia faktu, że najbardziej przemawia do mnie Gone oraz The People And I. Być może dlatego są tak melancholijne, że nadrabiają za całą resztę, chwytając prosto za serce. Łatwo się też domyślić, że tak naprawdę polecam absolutnie wszystkie, ale jeśli ktoś przyszedł tutaj po muzykę, która w pierwszej kolejności ma wzruszać i zmuszać do refleksji, to teraz może tę potrzebę zaspokoić.

Ty natomiast, jeżeli zdecydujesz się posłuchać chociaż paru utworów Benjamina, koniecznie daj znać w komentarzu, czy Ci się spodobało. Serio, jestem po prostu ciekawa, co sądzą o nim inni.

I trzymaj się ciepło!

newsletter 2.jpg

PS: A, jeszcze jedna sprawa! Na blogu pojawił się newsletter, na który możesz się zapisać, klikając w link. O, tu właśnie. Jest również zakładka na głównej stronie, po prawej. Dopiero zaczynam rozpracowywać ten magiczny system, ale idzie mi całkiem nieźle, więc jeśli masz ochotę być na bieżąco z każdym postem, dostawać w prezencie fajne playlisty na Spotify (i inne, DARMOWE, rzeczy, nad którymi też pracuję!) albo zwyczajnie się ze mną skontaktować, to zapraszam! Proces jest krótki i dziecinnie prosty. Zero spamu. Bardzo dużo miłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s