Final Fantasy XV, czyli otwarty świat i umysł

Final Fantasy jest znane jako japońska seria filmów, gier oraz mangi z gatunku, jak sama nazwa wskazuje, fantasy. Skupia się jednak głównie na grach i o jednej z nich bardzo chcę Ci opowiedzieć. Ale to zaraz. Najpierw parę (nie)zbędnych informacji, żebyś wiedział w ogóle, o czym mówię. A jeśli wiesz, możesz ominąć kolejny akapit.

Pierwsza (taka pierwsza-pierwsza) gra została wydana w 1987 roku na konsolę NES, czyli słynne Nintendo. To stare-stare Nintendo. Od tego wszystko się zaczęło, firma Square Enix (wtedy jeszcze Square) wzniosła się na wyżyny i była gotowa podbić świat kolejnymi sequelami. Pierwsza część Final Fantasy nadała początek motywom, które przewijają się praktycznie przez wszystkie kolejne części – chociaż akcja każdej gry z serii głównej toczy się w innym świecie i przedstawia zupełnie różne historie, gry mają sporo wspólnych elementów. Mechanika, imiona, niektóre kwestie fabularne i ogólna koncepcja grupy bohaterów, którzy dzielnie stawiają opór złu i ratują ludzkość z opresji. Brzmi tandetnie? Też tak myślałam, serio. Tymczasem seria stała się przeogromnym sukcesem na całym świecie, sprzedając się w milionowych nakładach. Do teraz otrzymuje wysokie noty od recenzentów z każdego zakątka kuli ziemskiej. Siedmiokrotnie pojawiła się też w Księdze Rekordów Guinnessa!

Przyznam się bez bicia, że nie grałam w żadną inną część, głównie z powodu tego, że niewiele jest dostępnych na PlayStation 4, a poza tym to kosztuje, wiadomo. Dlatego zdecydowałam się wybrać tę ostatnią, najnowszą, czyli Final Fantasy XV. Po kupnie, zastanawiałam się chwilę, czy to na pewno dobry pomysł, skoro kompletnie nie wiem, o co chodzi. A potem odpaliłam grę i godziny upływały w zaskakująco szybkim tempie. Jestem na etapie, kiedy mam za sobą 35 pełnych godzin rozgrywki, a to dopiero połowa rozgrywki. I nie mogę się oderwać.


FABUŁA

W przypadku ogromnych gier trudno zachować spójność i ustawić wszystko tak, aby na pewno miało sens. W tej grze ma. A zaczynając od samego początku – akcja rozgrywa się w fikcyjnym świecie, Eos. Naszym głównym bohaterem jest młody książę Noctis Lucis Caelum. Rodzina księcia od wielu pokoleń rządzi niewielkim Lucis, czyli wysoko rozwiniętym technologicznie miastem-państwem. Jako jedyne dysponuje potężnym kryształem, dzięki któremu mieszkańcy są bezpieczni i prowadzą dostatnie życie. Lucis przez długi czas izolowało się od świata, by uniknąć tych, którzy chcieli przejąć kontrolę nad źródłem jego bogactwa. Najgroźniejszym przeciwnikiem państwa jest zmilitaryzowane Imperium Niflheim, które sprawuje kontrolę nad prawie całym kontynentem. Wojnę oraz niechęć pomiędzy państwami zakończyć miał specjalny traktat podpisany przez ojca Noctisa oraz imperatora Niflheim, ale okazał się on zwykłym blefem i w dniu ratyfikacji Lucis najeżdżają siły Niflheimu, niszczą stolicę Insomnię i zabijają zdezorientowanego króla Regisa. Rodzinne miasto Noctisa zostaje więc zrównane z ziemią, co skłania go do wyruszenia do miasta Altissia, w którym ma się spotkać ze swoją przyszłą żoną Lunafreyą Nox Fleuret. U swojego boku ma trzech wiernych towarzyszy, którymi są: Gladiolus Amicitia, będący jego osobistym strażnikiem, Ignis Stupeo Scientia, czyli doradca królewski oraz Prompto Argentum, przyjaciel Noctisa z dzieciństwa. Małżeństwo księcia z Luną ma być przypieczętowaniem traktatu pomiędzy Niflheimem i Lucis. Dowiedziawszy się o losie, jaki spotkał Insomnię, bohaterowie stają przed poważnym dylematem i muszą zdecydować, co zrobić dalej. Przy tym wszystkim ukrywają się przed żołnierzami imperium, którzy nieustannie ich poszukują. My zaś zostajemy wrzuceni na głęboką wodę, a cały świat stoi przed nami otworem. Piękny, ale niebezpieczny.


ROZGRYWKA

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy od razu po odpaleniu gry, to ogromny i totalnie otwarty świat. System walki jest głównie nastawiony na akcję, więc nie spotkamy w grze ani żadnych klasycznych bitew turowych ani rycerskich pojedynków na specjalnie przeznaczonych arenach. W trakcie eksploracji Noctisowi towarzyszy wspomnianych wcześniej trzech przyjaciół, jednakże czasem dołączają gościnnie inni bohaterowie – na potrzeby niektórych misji. Książę dysponuje sporym arsenałem broni: miecze jednoręczne, dwuręczne, sztylety, włócznie, shuriken do ataków na dystans, a nawet tarcza. Wszystkie bronie są przyzywane w dość ciekawy sposób. Sam zobaczysz. Noctis potrafi też teleportować się na niewielkie odległości, co pozwala mu szybko atakować przeciwników i docierać do tych miejsc, które normalnie są niedostępne. Podczas walki możemy korzystać z pomocy naszych towarzyszy, wykonując łączone ataki i przeróżne kombosy.
Eksploracja świata to jeden z najważniejszych elementów rozgrywki. Jest całkowicie swobodna, możemy iść w danej chwili dokładnie tam, gdzie akurat chcemy – no, chyba że jesteśmy w trakcie robienia misji głównej i jest to po prostu niemożliwe. Odbywa się w czasie rzeczywistym, a czasami jedynie Noctis wspomina niektóre chwile z przeszłości, co skutkuje cutscenkami z retrospekcjami. Podróżować możemy pieszo, na uroczych ptakach Chocobo lub w Regalii – luksusowej limuzynie, która wcześniej należała do ojca Noctisa.
Cykl dnia i nocy wiąże się z przymusem rozbijania co jakiś czas obozu w kompletnej dziczy. Tylko w czasie odpoczynku bohaterowie mogą awansować na kolejne poziomy doświadczenia – szczerze mówiąc, wydawało mi się, że okaże się to irytujące, ale w ogóle tak tego nie odebrałam. Regenerację sił umożliwia Ignis, a dokładniej – posiłki, które przygotowuje podczas każdego postoju. W zależności od tego, jakie składniki wykorzysta, niektóre dania mogą zapewnić całej czwórce dodatkowe bonusy do obrony czy ataku.

Poniżej możesz obejrzeć trailer gry.


GRAFIKA

Musiałam to potraktować jako zupełnie osobną kwestię. Po prostu musiałam. To, jak ogromny szok przeżyłam, po raz pierwszy widząc jedzenie w tej grze, jest nie do opisania. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale serio – nie uwierzyłbyś. To znaczy, pewnie byś uwierzył, bo to tak naprawdę nic wielkiego, tyle że mnie po prostu cieszą takie rzeczy. Cieszą, jak jakiegoś małego dzieciaka. Gra jest piękna, klimatyczna, twórcy poświęcili masę uwagi nawet tym najmniejszym detalom – jak włosy podczas jazdy samochodem czy mokry strój na deszczu. Wszystko jest dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Jasne, że zdarzają się typowe glitche czy bugi, ale hey, nic nie jest perfekcyjne, tak?


MUZYKA

Wprawdzie nie podobają mi się wszystkie kawałki, ale znaczna ich większość jest genialna. Przy każdej walce idealnie oddają całe napięcie i sprawiają, że mamy ochotę skopać tyłek całemu światu, dając mega energicznego kopa. Warto też wspomnieć, że na potrzeby Final Fantasy sama Florence Welsh nagrała własną wersję Stand By Me (i nie tylko to!), którego mamy okazję posłuchać na samym początku gry. Dodając do tego przepiękny krajobraz i sfrustrowanych chłopaków, którzy muszą pchać Regalię, bo skończyło im się paliwo, otrzymujemy bezcenny obraz. W dodatku, skoro już jesteśmy przy Regalii – zwiedzając w niej świat, możemy słuchać soundtracków z wszystkich innych części Final Fantasy, które możemy kupić w sklepach. Sam soundtrack piętnastej części skomponował Yoko Shimomura i zdecydowanie warto poświęcić czas na przesłuchanie. Nie będziesz żałował, zapewniam.


PODSUMOWANIE

Z całego serca polecam. Na nudę, na wiosenne, letnie, jesienne i zimowe wieczory, przy kawie czy przy czekoladzie. Na zły humor też, zwłaszcza, kiedy Prompto rzuca od czasu do czasu naprawdę bezcennymi tekstami, a Gladiolus pogania go do pracy czymś w rodzaju: Stop bitching, start killing. Final Fantasy to potężna gra, dobrze rozbudowana i opowiadająca naprawdę wspaniałą i wartościową historię – nie tylko o ratowaniu świata, ale również o prawdziwie silnej przyjaźni.

Przy okazji, zapisałeś się może na newsletter? Jeżeli nie, możesz to zrobić teraz – o, tutaj. Nadal nad tym pracuję, ale powoli zaczynam ogarniać, więc skrzynka na pewno ci nie wybuchnie, a przynajmniej będziesz na bieżąco. I dostaniesz fajne playlisty na Spotify. I dużo miłości. Tak.

A poza tym, to wiesz, trzymaj się ciepło, jak zawsze.

Jedna myśl na temat “Final Fantasy XV, czyli otwarty świat i umysł

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s