Ty też kiedyś umrzesz

Tytuł jest dość ponury, jak na Niedzielę Wielkanocną, wiem. Śpieszę z wyjaśnieniami.
Znasz to uczucie, kiedy masz wrażenie, że gorzej już być nie może, a wtedy zaczyna padać deszcz? Albo dzieje się cokolwiek innego, czego bardzo chciałbyś uniknąć? Ale przecież teraz nie masz już jak i musisz sobie z tym poradzić. Nikt ciebie nie pyta, czy jesteś zmęczony, czy coś cię boli, czy coś jest nie tak, a może po prostu masz dość. Nikogo to nie obchodzi. Płaczem też niczego nie ugrasz, bo nikogo to nie wzrusza. Generalnie najlepiej byłoby po prostu wyskoczyć przez okno lub powiesić się na lampie i zostawić to wszystko za sobą, no nie?
No, nie. Na pewno nie.
To jest pierwsza z wielu rzeczy, których nauczył mnie Gary Vaynerchuk. I to właśnie o nim będzie ten post. Poniżej możesz również (a nawet powinieneś!) obejrzeć jeden z jego najważniejszych oraz na pewno najbardziej wartościowych filmów. Ostrzegam: są przekleństwa. Gary przeklina. Dużo i często. Generalnie jest dość ekstrawertycznym człowiekiem i nie ma problemu ze szczerym wyrażaniem swoich emocji.
(PS: Są dostępne polskie napisy w ustawieniach filmu!)

Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens w tym, żebym teraz produkowała się na nie wiadomo ile stron na temat tego, co i kiedy osiągnął Gary, bo jest tego naprawdę zbyt wiele. Żeby jednak nie zostawiać Cię również z pustymi rękoma, powiem w dużym skrócie – z pewnością można go nazwać człowiekiem sukcesu. Dużego, potężnego, spektakularnego sukcesu, który osiągnął tylko i wyłącznie ciężką pracą. Właściwie, to jest chyba jedyny taki człowiek na ziemi, którego znam i który wykorzystuje absolutnie każdą minutę każdej godziny każdego dnia.
Totalnie dosłownie, totalnie na serio. Każdą.
Naprawdę, nie kłamię!

Jako założyciel Vaynermedia, czyli sporej i dobrze prosperującej firmy, ma pod sobą tysiące ludzi, którzy przychodzą do niego niejednokrotnie ze skomplikowanymi problemami. Jest za nie odpowiedzialny, mając całkowitą tego świadomość. Wie, że gdy jego firma nawali, równa się to ze stwierdzeniem, że on nawalił. Zresztą, o tym wszystkim mówi tutaj, więc ja nie będę się produkować, bo zwyczajnie się na tym akurat nie znam. Nie jestem ani szefem, ani menedżerem.

Jestem za to młodym człowiekiem, który nadal szuka tego czegoś. O tym Gary również nagrał film. O, tu. Porównanie próbowania wszystkiego do znalezienia swojego ulubionego dania jest wbrew pozorom cholernie trafne. Jedząc cały czas to samo danie, nie możesz wiedzieć, co jeszcze lubisz, a czego nie. Tak samo jest z pomysłami na życie. Przebrnęło Ci kiedyś przez myśl, że mógłbyś spróbować programowania albo tańca albo czegokolwiek innego, ale boisz się, że nic Ci nie będzie wychodziło. Skąd wiesz? Musisz się przekonać. To bardzo prosty i nieskomplikowany mechanizm.


CIERPLIWOŚĆ

Jasne, że kiedy czegoś próbujesz i orientujesz się nagle, że jesteś w tym beznadziejny, to boli. Oczywiście, że boli. Często znacznie bardziej, niż byś się tego spodziewał. Porażki nie są fajne, ale mogą sprawić, że dowiesz się znacznie więcej o swoich stronach – zarówno tych słabszych, jak i tych mocniejszych.

Swoją drogą, o porażkach napisałam niedawno całkiem ciekawy post, promujący bardzo wartościowy projekt – Tydzień Porażki (możesz zobaczyć ich grupę na fejsie; skupisko mądrych, ambitnych ludzi, którzy podchodzą do sprawy na poważnie). Post natomiast możesz przeczytać tutaj.

W tym całym próbowaniu wszystkiego trzeba jeszcze mieć ogromne pokłady cierpliwości, żeby nie zrezygnować, zanim znajdzie się to, czego tak uparcie się szuka. Cierpliwość to kolejna rzecz, której nauczył mnie Gary, chociaż nadal nad nią pracuję i została mi spora droga do bycia chociaż w jednej setnej tak cierpliwym człowiekiem, jak pan Vaynerchuk. Gary wiele, wiele razy to podkreśla, a w każdym z tych razów zawrze co najmniej jedno przekleństwo, bo zwyczajnie frustruje go podejście młodych ludzi. Ja to rozumiem, przynajmniej po części, ponieważ z drugiej strony sama wiem, jak ciężko jest czekać na coś, czego pragnie się bardziej, niż ustawa przewiduje. Ale! Cierpliwość to klucz. Klucz nie tylko do sukcesu, ale też do osiągnięcia względnego komfortu psychicznego, do lepszego samopoczucia, do szczęścia. Nic nie staje się tak po prostu, w jedną noc czy dzień. Nic.


SZYBKOŚĆ

Perfekcyjność nie istnieje. Nie ważne, jak wolno będziesz przekrawał kartkę papieru na pół – nigdy nie będzie podzielona na dwie identyczne części. Nieważne, jak dokładnie będziesz starał się posklejać kawałki zbitego kubka w całość – nigdy nie będzie taki sam, jak przed upadkiem na podłogę. Nie ma ani rzeczy, które byłyby w stu procentach perfekcyjne, ani ludzi, którzy nie posiadaliby chociaż jednej wady. Nie ma. I tyle.

Dlatego już teraz możesz dać sobie spokój z męczeniem się z czymś tylko po to, żeby po długim czasie zacząć od nowa. Zaoszczędź ten czas. On jest bezcenny. Mija i nie da się go w żaden sposób przywrócić, cofnąć, odzyskać. Te wszystkie dni, które spędziłeś na próbowaniu narysowania idealnej twarzy czy zrobienia czegokolwiek innego, równie nieosiągalnego, już nigdy nie wrócą. Bądźmy ze sobą szczerzy – najzwyczajniej w świecie je straciłeś. Bezpowrotnie.

Pewnie próbujesz teraz zrozumieć, czemu w takim razie jeszcze przed chwilą mówiłam o tym, że warto być nieziemsko cierpliwym, a teraz mówię Ci, żebyś rzucił to, nad czym właśnie tak cierpliwie pracowałeś.

Widzisz, są rzeczy, które da się zrobić, ale są też takie, których zrobić się po prostu nie da. Te drugie tylko zabierają czas, jeśli się ich podejmujesz. Zabierają i nigdy nie oddają, bo mają koncepcję artystyczną, że i tak nie masz nic lepszego do zrobienia. A ja Ci mówię, że masz. Na pewno. Więc staraj się to zmienić – oszczędzaj czas i działaj szybko. Zacznij od próbowania, a potem będzie już tylko z górki. Poświęcaj go na to, na co naprawdę warto go poświęcić. Gary poleca taki sposób działania, także na pewno musi coś w tym być.


POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Nie oszukujmy się – depresja, wszelkiego rodzaju niepokój, niepewność, wszystkie obawy i lęki utrudniają życie. Podstawiają nogę przy każdej nadarzającej się ku temu okazji, nie znając przy tym pojęcia „litości” i nie zwracając uwagi, czy ich ofiara ma już łzy w oczach, czy jeszcze nie. Wszyscy o tym wiemy. A teraz zastanów się – z czym zostaniesz pod koniec okrutnego dnia? Takiego, podczas którego pokłóciłeś się z rodzicami, Twoja druga połówka Cię rzuciła, a w drodze do domu wpadłeś prosto w głęboką kałużę błota, brudząc absolutnie każdą wierzchnią część garderoby. Takiego, kiedy wydaje Ci się, że głowa zaraz Ci eksploduje, a ty masz jutro sprawdzian z matmy z nienormalną wagą, potem jeszcze musisz odkurzyć cały dom i umyć naczynia, a w połowie tego wszystkiego okazuje się, że dostałeś jedynkę z poprzedniego sprawdzianu, który też miał nienormalną wagę. Wiesz już?

Pod koniec każdego dnia zostaniesz z samym sobą.

I nieważne, jak bardzo byłby beznadziejny. Albo wręcz przeciwnie. Zawsze, absolutnie zawsze będziesz się kładł do łóżka jako ty, a każdego ranka będziesz patrzył w lustro na tę samą konkretną osobę, z którą musisz wytrzymać do końca życia. Nie ma innej opcji.

Dlatego Gary tak często mówi o poczuciu własnej wartości. O byciu swoim największym fanem. Wiadomo, że to jest cholernie trudne do zrealizowania, zwłaszcza, gdy jest wiele rzeczy, nad którymi powinno się popracować, ale jest się zbyt leniwym, albo zwyczajnie brak nam chęci czy motywacji. Ale wiesz, całe życie to chyba sporo czasu, nie? Myślę, że w takim przypadku warto chociaż zacząć próbować. Poczucie własnej wartości powstaje z połączenia dwóch poprzednich punktów i samorealizacji. Musisz nauczyć się cierpliwości do swoich wad i gorszych stron, a skupiać się na tych lepszych, oszczędzając przy tym sporo czasu oraz zdrowia. Musisz działać szybko, bo czas przecież płynie. Tak, jak płynął przed chwilą i będzie płynął dalej.

Nie chodzi tu też zaraz o bycie narcyzem i kochanie siebie ponad wszystko. Ale trochę miłości nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że to ty będziesz spędzał ze sobą każdą następną godzinę, dzień i rok. Aż do znudzenia. Więc nie bądź dla siebie aż tak surowy, co? Małymi kroczkami, bo od razu to też się raczej nie da zacząć siebie uwielbiać. Parę głębokich wdechów. Częstszy uśmiech. Poklep się czasami po ramieniu, jak zrobisz coś dobrze. Albo zjedz czekoladę, gdy uporasz się z całą listą zadań, jakie wcześniej ustaliłeś za priorytety. Śmiało. Należy Ci się. 😉


SAMOŚWIADOMOŚĆ

To jest najważniejsza część. Serio.

Samoświadomość jest niezbędna do osiągnięcia pierwszego, drugiego i trzeciego punktu. Żeby mieć cierpliwość, musisz sobie przecież najpierw uświadomić, że nic dobrego nie przychodzi od razu i tak po prostu. Musisz zrozumieć, że zakładając bloga, nie zdobędziesz popularności w trzy tygodnie. W trzy miesiące też nie. Ani w dziesięć, ani w dwadzieścia. Mój przykład jest dowodem na to, że zły mindset potrafi wszystko zniszczyć – to nie jest moje pierwsze podejście do blogowania. Za pierwszym razem chciałam mieć wszystko. Byłam na siebie zła, że po trzech dniach nikt niczego nie czytał. I wiesz, co teraz o tym sądzę? Nic, bo zwyczajnie śmieję się na samo wspomnienie tego, jak bardzo nie zdawałam sobie sprawy z wszystkiego, o czym teraz mówię.

Kiedy tracisz czas, musisz sobie uświadomić, że go tracisz. Musisz o tym wiedzieć i spróbować przestać go tracić. Wiedzieć, jak bardzo jest cenny.

Musisz sobie uświadomić, że jesteś jedynym człowiekiem, z którym na pewno będziesz miał do czynienia do końca swojego życia.

I ja wiem (i wierzę, Gary zresztą też!), że dasz radę. Może nie dzisiaj. Może nie jutro. Może dopiero po paru latach niewiarygodnie ciężkiej pracy zaczniesz wychodzić na prostą. Ale zaczniesz na pewno, bo będziesz już wiedział. Będziesz miał świadomość.


Wciąż tu jesteś? Jeżeli tak, to podziwiam i doceniam, bo dotrwałeś do końca! Dzięki, że przeczytałeś posta, a jeśli tylko masz ochotę, śmiało zostaw komentarz, gdzie możesz podzielić się ze mną swoją opinią na tematy, które poruszyłam. A teraz śmigaj dalej podbijać świat.
No i trzymaj się ciepło, to obowiązkowo.

PS: Nie zapomnij przypadkiem wpaść na YouTube i ogarnąć świetne rzeczy, które wrzuca tam Gary. Masz, aż Ci podrzucę, żebyś nie tracił czasu.

Do następnego,

M.

2 myśli na temat “Ty też kiedyś umrzesz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s