Jak pisze Król?

Ludzie dzielą się na dobrych i złych. Nie wierzę w istnienie takich pośrodku. Tak samo, jak nie wierzę w istnienie neutralnych pisarzy — można pisać genialnie, świetnie, dobrze, albo źle, okropnie i fatalnie. Jasne, można też pisać przeciętnie, ale powiedzmy sobie szczerze, jakie odczucia budzi w nas samo słowo „przeciętność”? To oczywiste, że bardziej polubisz genialnego pisarza, który sprawi, że podczas czytania jego książki zapomnisz, że w ogóle czytasz jakąś książkę, aniżeli tego, którego książkę będziesz chciał jedynie wyrzucić przez okno. Tyle że to złe książki uczą nas o wiele więcej. Zanim jednak Ci o nich opowiem, pozwól, że przedstawię pewnego twórcę, którego prawie na pewno już znasz.

Jeden z największych i najpopularniejszych amerykańskich pisarzy, głównie literatury grozy. W przeszłości wydawał książki pod pseudonimem Richard Bachman, raz jako John Swithen. Jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy i czyni go to niesamowicie poczytnym twórcą. Jest autorem wielu horrorów, które przeszły do klasyki gatunku, jednak nie ogranicza się jednak do jednego gatunku, czego przykładem są chociażby Oczy Smoka, Bastion czy 8-tomowy cykl powieści fantastycznych Mroczna Wieża. Zanim osiągnął spektakularny sukces pisarski, pracował w szkole jako nauczyciel języka angielskiego.

Stephen King, proszę państwa.

Można go albo uwielbiać, albo nienawidzić. Nic jednak nie zmienia faktu, że w każdej sytuacji należałoby tego gościa darzyć całkiem sporą dozą szacunku, bo osiągnął naprawdę spektakularny sukces. Osobiście, mam za sobą lekturę na przykład Pana Mercedesa, który wydał mi się interesującą i wartą uwagi książką. Ale dzisiaj skupimy się na zupełnie innej publikacji, niepodobnej w żaden sposób do pozostałych.

PS: Pamiętaj, że ten artykuł jest poniekąd streszczeniem najważniejszej części tej książki, poświęconej warsztatowi pisarskiemu, więc niektóre zdania mogą Ci się wydać podobne (lub takie same, bo nie jestem tak mądra, jak King) do tych z oryginalnego tekstu. Moim celem jest oszczędzenie Twojego czasu, jeżeli na razie Ci go nie starczy, by sięgnąć po poradnik Kinga i przeczytać dzieło w całości, a chcesz, na przykład, lepiej pisać.

PPS: Ten tekst będzie długi, także ostrzegam. Chyba. Jeszcze nie wiem.

PPPS: Jest długi. Nawet bardzo. Wierzę w Ciebie!


igor-ovsyannykov-219666

Krótko, zwięźle i na temat

Jak pisać. Poradnik rzemieślnika to autobiograficzna książka w formie przewodnika. Zwie się ją również tryptykiem, co oznacza, że składa się tak jakby z części środkowej oraz dwóch bocznych skrzydeł. Pokrótce zdradzę Ci, że część pierwsza przedstawia dzieciństwo Kinga i jego pierwsze próby pisarskie, część druga jest typowym przewodnikiem omawiającym warsztat, natomiast część trzecia, która powstała po wypadku samochodowym Kinga, znów zawiera elementy biografii autora, opowiadając o walce związanej z powrotem do pracy pisarza.

W części pierwszej autor opisał dążenie do opublikowania pierwszych wydań oraz przełom, który przyniosło wydanie Carrie (pierwsza powieść Kinga, o nieśmiałej i odrzuconej przez towarzystwo licealistce posiadającej zdolności telekinetyczne). Książka zapewniła mu spory rozgłos i publiczną opinię autora tworzącego głównie horrory.

Częścią drugą, czyli najważniejszą, zajmiemy się za chwilę.

Trzecia część dotyczy wypadku samochodowego Kinga, gdzie mężczyzna opisuje swoje spotkanie ze śmiercią, bolesny powrót do zdrowia, a także wewnętrzną walkę ze samym sobą, związaną z powrotem do pisarstwa.


markus-spiske-187777 (2)

Tę część książki przeczytać powinien każdy człowiek, który chce tworzyć opowieści. Ja postanowiłam Ci ją streścić, chociaż przyznaję, że nie jestem najlepsza w streszczaniu jakichkolwiek tekstów (na egzaminie maturalnym z polskiego zadanie ze streszczeniem było jedynym, którego naprawdę się bałam). Zacznijmy więc od tytułowej skrzynki z narzędziami, która składa się z trzech poziomów.

Poziom pierwszy: SŁOWNICTWO

Pisarze dzielą się na dwie grupy: są tacy, którzy dysponują ogromnym zasobem słownictwa, które jest bardzo ozdobne i niekiedy zupełnie niezrozumiałe, albo zwyczajnie nużące. Jak mówi sam King w poradniku, są to „ludzie, którzy wiedzą, czy naprawdę istnieje coś takiego jak illakrymacyjny dytyramb albo konfabulujący interlokutor, ludzie, którzy od wieków bezbłędnie rozwiązują testy sprawdzające znajomość najdziwniejszych słówek.” Z drugiej strony są też tacy, którzy posługują się znacznie prostszym zasobem słów, a więc również prostszym językiem. Za przykład King użył Ernesta Hemingweya: “Dotarł do rzeki. Rzeka tam była.” („Rzeka dwóch serc”). Można? Można.

Słownictwo umieszczamy na najwyższej półce skrzynki z narzędziami i nie próbujemy go ulepszać na siłę. To bardzo ważne. Najgorsza rzecz, jaką może zrobić pisarz, to idiotyczne próby używania zbyt ozdobnego słownictwa czy nienormalnie długich słów, bo wstydzi się użyć krótkich w obawie przed tym, jak zostanie odebrany. Przecież nie na darmo mówi się, że piękno tkwi w prostocie, prawda? Prostota i bezpośredniość są kwintesencją dobrego warsztatu pisarskiego. Ulepszanie na siłę Stephen porównał do strojenia domowego zwierzątka w wieczorowe ciuchy, w których zwierzak czuje się źle. Właściciel zaś, robiący coś tak infantylnego, powinien czuć się jeszcze gorzej. To chyba wystarczająco trafne porównanie.

King wspomniał również o podstawowej zasadzie w przypadku słownictwa: “użyj pierwszego słowa, które przyjdzie ci do głowy, jeśli tylko jest barwne i stosowne”. Zasada jest bardzo podobna do słynnego twierdzenia, że “pierwsza myśl jest zawsze najlepsza”.

Poziom drugi: GRAMATYKA

Największa szkolna zmora, najbardziej znienawidzona część lekcji języka polskiego, dzieło szatana i nie wiedzieć, co jeszcze. Ja też jej nie lubię, nigdy nie lubiłam i lubić raczej nie będę, ale musisz chyba przyznać, że pisarz bez gramatyki jest w tak samo beznadziejnej sytuacji, jak żołnierz bez karabinu. Więc słuchaj.

Słowa, które używamy w mowie i pisaniu, dzielą się na dziesięć części mowy. Łamanie reguł w tej materii skutkuje w najlepszym wypadku zamętem oraz chaosem, bo zła gramatyka to złe słowa. King posłużył się świetnym przykładem bardzo specyficznego zdania: “Jako matka pięciu dzieci, z szóstym w drodze, w moim domu żelazko jest stale w użyciu”. Brzmi genialnie, nie?

Istnieją dwa niezbędne elementy pisania: rzeczowniki i czasowniki. Bez nich nie da się ułożyć zdania. Nie i koniec. Zdanie, z definicji, to grupa słów zawierająca podmiot, czyli rzeczownik i orzeczenie, czyli czasownik. Zaczyna się od wielkiej litery, kończy kropką oraz łączy z innymi zdaniami, by przekazać jakąś myśl, która zrodziła się w głowie pisarza, czytelnikowi.

Nie oznacza to jednak, że każde zdanie, które napiszesz, musi być zdaniem pełnym. King ostrzega jednak, że lepiej uważać — „jeśli autor nie jest pewien, że postępuje słusznie, powinien raczej trzymać się reguł”. Sam raczej nie poznasz, że coś jest nie tak. Chyba że, no właśnie, znasz chociaż podstawowe podstawy gramatyki. I chociaż z jednej strony używanie zbyt wielu prostych zdań obok siebie jest ryzykowne, tak z drugiej tworzą one ścieżkę, którą pisarz może podążać, gdy zaczyna się gubić w niezliczonych zasadach konstrukcji składniowej. Jeżeli zaczynasz panikować, przypomnij sobie po prostu, że gdy weźmiesz dowolny rzeczownik i połączysz go z dowolnym czasownikiem, to zawsze otrzymasz zdanie. Każde z nich, nawet najbardziej absurdalne, zawiera w sobie głębię poetycką. Także wiesz, wdech i wydech.

Czasowniki występują w dwóch trybach: czynnym i biernym — przy czasowniku czynnym podmiot zdania coś robi, przy biernym natomiast coś spotyka podmiot zdania, a on wyraża na to zgodę. King wyraźnie nalega, aby za wszelką cenę unikać trybu biernego. Bo chociaż tryb bierny jest bezpieczny, ponieważ nie ma w nim miejsca na kłopotliwe działanie, lepiej napisać, że “narada jest o siódmej”, niż “narada zostanie zorganizowana o godzinie siódmej”, prawda? Proza jest wówczas mniej nużąca.

Kolejnym wrogiem pisarza, tyle że w tym przypadku chyba największym, jest przysłówek, czyli słowo określające czasownik, przymiotnik bądź inny przysłówek. Według Kinga autor, używając przysłówka, wyraźnie daje czytelnikowi do zrozumienia, że boi się, iż nie wyraża się jasno i że niedokładnie przekazuje nam to, co tak naprawdę chce przekazać. W dodatku Stephen porównał przysłówki, bardzo trafnie zresztą, do mleczy — jeden żółty kwiatek wygląda całkiem ładnie, ale jeśli się go nie wyrwie, nazajutrz będzie ich pięć, a potem trawnik będzie całkowicie zarośnięty przez mlecze. A wtedy będzie już za późno. Weźmy pod lupę przykład z „głośnym zamknięciem drzwi”. To, że bohater zamknął je głośno, raczej powinno wynikać z poprzedzającej tę czynność prozy. Samo „zamknął drzwi” zwyczajnie brzmi lepiej. Bezwzględną ostrożność w kwestii przysłówków należy również uwzględnić w opisach dialogów — wiecie, za przykład może nam posłużyć praktycznie każda powieść brukowa. Chodzi tu o te wszystkie „krzyknęła groźnie, “błagał żałośnie” albo “rzekł z pogardą”. Czasami pisarze próbują tego uniknąć poprzez wspomniane przez Kinga próby “ładowania swoich czasowników sterydami” typu: „wyrzęziła”„wyrzucił z siebie”. Dlatego najlepsza atrybucja dialogu ogranicza się do zwykłego “powiedział” i “powiedziała”. W większości wypadków u podstaw złego pisania leży strach — dobre pisanie często polega na odrzuceniu lęku oraz afektacji. Pisarz boi się, że nie zostanie zrozumiany, więc zamiast mówiącego bohatera, woli mieć rzężącego bohatera. Jakby to miało w czymś pomóc. Teraz chyba widzisz, że u podstaw języka kryje się ujmująca prostota, którą trudno uchwycić. Gramatyka to nie bezużyteczna bzdura, a poręcz, której chwytamy się po upadku, by ponownie wstać na nogi i na nowo zacząć myśleć. I pamiętaj, żeby słuchać rady Kinga — bowiem “pisanie przysłówków jest rzeczą ludzką, a używanie ‚powiedział/powiedziała’ — boską”.

Poziom trzeci: ELEMENTY STYLU

No dobra. Przetrząsnąłeś całkowicie pierwszy i drugi pojemnik. Wiesz już, że zbyt bogate słownictwo to częściej jednak wada, aniżeli zaleta, a gramatyka w gruncie rzeczy jest bardzo przydatna. Na samym spodzie leżą elementy stylu, na które składają się forma, akapity oraz konstrukcja nadrzędna wobec zdania. I nie tylko to.

Warto jednak zwracać uwagę na układ strony — bez znajomości tekstu można stwierdzić, czy daną książkę będzie się czytało łatwo czy ciężko. W łatwych książkach będzie dużo krótkich akapitów i dialogi, długie czasami na słowo lub dwa oraz mnóstwo wolnej przestrzeni. King porównuje je do batoników Milky Way i w sumie ma rację. Trudniejsze dzieła są natomiast napakowane ideami, opisami i narracją, sprawiając wrażenie solidnych oraz znacznie cięższych. W tym przypadku wygląd akapitów jest prawie tak samo ważny, jak ich treść — stanowią mapy zamiarów twórcy.

Idealny akapit wyjaśniający zawiera temat, po którym występują zdania rozwijające i wzmacniające zdanie wstępne. Zdanie główne, połączone z wzmocnieniem i opisem, zmusza autora do zorganizowania swych myśli i zabezpiecza go przed odejściem do tematu — to wszystko jest właśnie kwestią organizacji myślenia. W prozie akapity bardziej nadają rytm, zamiast podawać całą melodię. Najlepiej jednak nie zastanawiać się za bardzo, w którym miejscu zacząć i zakończyć dany akapit, bo cały trik polega na tym, by działo się to w sposób naturalny.

Choć zdanie często jest niedoskonałe w sensie technicznym, tak w większej całości może się jednak sprawdzić. Zwięzłość i telegraficzny styl podkręcają tempo akcji. Czytałeś kiedyś książkę, gdzie akapity składały się tylko z jednego zdania? Taki akapit bardziej przypomina rozmowę niż pisanie — w literaturze chodzi o zwabienie czytelnika, uwiedzenie go swoją opowieścią i sprawienie, by w ogóle zapomniał, że czyta jakąś opowieść. Dlatego zdaniem Kinga to właśnie akapit, a nie zdanie, jest podstawową jednostką pisania — miejscem, gdzie rodzi się spójność, a wyrazy stają się czymś więcej, niż jedynie zwykłymi słowami.

Pozostaje jeszcze kwestia długości. Kiedy weźmiesz do ręki książkę i skrzywisz się z powodu jej ciężaru, to są dwie opcje — albo trzymasz ogromną opowieść epicką, która jest tylko epickimi bzdurami, albo masz przed sobą sześćset stron zapisanych genialnym tekstem. Cytując Kinga, „czasami potwór przestaje być potworem, czasami jest piękny, a my zakochujemy się w opowieści bardziej niż w filmie czy programie telewizyjnym”. Bo chociaż cały czas jest mowa o zwykłych narzędziach, słowach czy stylu, nie należy też zapominać o magii.


thought-catalog-217861 2

Chociaż „nie ma czegoś takiego, jak zły pies”, tak źli pisarze istnieją i jest ich wielu. Według Kinga część z nich bez problemu znajdziesz w lokalnych, gdzie zazwyczaj recenzują sztuki teatralne czy „opiewają lirycznie” miejscowe drużyny. To również Ci, którzy „zarobią na dom w Karaibach, pozostawiając za sobą stosy pulsujących przysłówków, drewnianych postaci i koszmarnych konstrukcji w stronie biernej”. Inni zaś zadowalają się publicznymi występami na otwartych konkursach poetyckich, wygłaszając różnorakie bzdury na temat „moich gniewnych lesbijskich piersi” oraz „stromego przesmyku, w którym krzyczałem imię mej matki”. Przykłady, które przytoczył King, są bardziej niż dosadne.

Pisarze tworzą piramidę. Na samym dole znajdują się właśnie źli pisarze, nad nimi jest nieco mniejsza, lecz wciąż całkiem spora grupa pisarzy fachowców. To są „ludzie, którzy rozumieją, że choć lesbijka może być gniewna, jej piersi pozostaną piersiami”. Cóż. Nad nimi znajduje się następne piętro, znacznie mniejsze — zamieszkują je naprawdę dobrzy pisarze. Jest jeszcze ostatnia grupa, ulokowana na samym szczycie piramidy, do której należą Szekspirowie, Faulknerowie, Yeatsowie, Shawowie i Eudory Welty. To, krótko mówiąc, wąska grupa prawdziwych geniuszy, darów bogów, utalentowanych w takim stopniu, że dla większości jest on nie do pojęcia i całkowicie nieosiągalny.

King stawia dwie tezy. Pierwsza głosi, że „dobre pisanie polega na opanowaniu podstaw — słownictwa, gramatyki oraz elementów stylu, a następnie wypełnieniu trzeciej warstwy skrzynki właściwymi narzędziami”. Druga natomiast ostrzega, że „choć nie da się ze złego pisarza zrobić pisarza fachowca, można, jeśli włoży się w to wiele poświęcenia, ciężkiej pracy i pomocy, podźwignąć fachowca do poziomu dobrego autora”.

W książce wyraźnie zostaje powiedziane, że jeśli chcesz zostać pisarzem, to musisz pamiętać przede wszystkim o dwóch rzeczach: dużo czytać i dużo pisać. Nie ma żadnej innej drogi. Jak już wspomniałam na początku, mimo wszystko najlepszą nauką tego, jak nie należy pisać, jest lektura złej prozy. Dobra literatura uczy natomiast czytelnika stylu, właściwego prowadzenia narracji, poprawnego rozwijania akcji, tworzenia wiarygodnych postaci oraz przekazywania prawdy. Czytamy więc jednej strony po to, aby zetknąć się z przeciętnością i bardzo złym pisaniem, a z drugiej, aby porównać się z dobrymi i największymi i poczuć, co można zdziałać oraz zapoznać się z różnymi stylami. King mówi szczerze, że jeśli nie masz czasu czytać, brak Ci również czasu (i narzędzi), by pisać. Czytanie to twórcza podstawa życia pisarza.

Czytanie jest również pewnego rodzaju przepustką do świata pisarstwa. Trochę tak, jakbyśmy przybyli tam z gotowymi dokumentami czy przepustkami. Dzięki czytaniu cały proces pisania staje się czymś znacznie łatwiejszym i bardziej znajomym. Wiesz wówczas także, co już zostało zrobione, a co nie — co jest więc banalne, a co świeże, co się sprawdza, a co leży i kwiczy na kartce. „Im więcej czytacie, tym mniej prawdopodobne, że zrobicie z siebie durniów za pomocą pióra bądź komputera.”

Pozostaje również kwestia tego, ile pisać. Tu aż pozwolę sobie przytoczyć ulubioną anegdotę Kinga, dotyczącą Jamesa Joyce’a.

Podobno pewnego dnia odwiedził go przyjaciel i zastał wielkiego pisarza z głową na biurku, w pozie najgłębszej rozpaczy.
— James, co się stało? — spytał przyjaciel. — Chodzi o pracę?
Joyce przytaknął, nie podnosząc nawet głowy. Oczywiście, że chodzi o pracę. Czyż nie jest tak zawsze?
— Ile słów dziś wymyśliłeś? — naciskał przyjaciel.
Joyce (wciąż w rozpaczy, wciąż leżąc na biurku):
— Siedem.
— Siedem? Ależ, James, jak na ciebie, to świetnie!
— Owszem — przytaknął Joyce, unosząc głowę. — Chyba tak… ale nie wiem, w jakiej idą kolejności!

Z drugiej strony mamy pisarzy, którzy tworzyli ogromne powieści i wypuszczali je ze zdumiewającą regularnością. Ta pierwsza strona — strona Jamesa Joyce’a — mówi o twórcach takich, jak autorka znakomitej książki „Zabić drozda”, Harper Lee.

Gdy King raz zacznie pracę nad jakimś projektem, nie przerywa go i nie zwalnia, jeśli absolutnie nie musi. Nieregularnym pisaniem łatwo jest spowodować kostnienie postaci, które zamiast prawdziwych ludzi, zaczynają przypominać nieciekawe twory literackie. Wówczas praca naprawdę zaczyna przypominać pracę, co dla większości pisarzy jest pocałunkiem śmierci.

Tak, jak czytać można niemalże wszędzie, tak pisać należałoby w określonych warunkach.  Biblioteki, ławki w parku czy wynajęte mieszkania według Kinga powinny stanowić ostateczną ostateczność. Miejsce pracy pisarza może być tak naprawdę bardzo skromne, bo w istocie potrzebuje tylko jednej rzeczy — drzwi, które pisarz zdecyduje się zamknąć. W ten sposób odetnie się od świata i da mu do zrozumienia, że poważnie podchodzi do sytuacji. Później należałoby wyznaczyć sobie dzienny cel — według Kinga na sam początek najlepiej będzie tysiąc słów dziennie. Najważniejsze, żeby zamknąć te cholerne drzwi i ich nie otwierać, dopóki nie osiągniesz celu.

Jak mówi King, na zajęciach z pisania od lat powtarzano jedną żelazną zasadę: „Piszcie o tym, na czym się znacie.” No bo właśnie, o czym zamierzasz pisać? Teoretycznie możesz przecież o czymkolwiek, wszystkim, na co tylko masz ochotę. Jeśli chodzi o gatunek, śmiało można założyć, że na samym początku raczej będziesz pisać to, co lubisz czytać.

Później autor opowiada o postaciach. Według niego całe zadanie sprowadza się do dwóch rzeczy: uważnego przyglądania się temu, jak zachowują się otaczający nas prawdziwi ludzie, a następnie przekazaniu prawdy o tym, co widzimy. Postaci fikcyjne nie są bezpośrednio przeniesione wprost z życia, przynajmniej w znacznej większości przypadków. To, co dzieje się z postaciami w miarę upływu czasu, zależy wyłącznie od tego, czego można się o nich dowiedzieć — czyli od tego, jak się rozwijają. Poza tym, każda postać, którą tworzy pisarz, ma w sobie cząstkę jego samego. Później dochodzą do tego cechy pozytywne i negatywne, a na koniec jest już czysta fantazja. W ten sposób możesz stworzyć naprawdę obiecującego bohatera.

Jeśli chodzi o redakcję, dla Kinga odpowiedź zawsze była taka sama: dwie wersje i wygładzenie, co ostatecznie staje się trzecią wersją.

Na koniec zastanów się porządnie i odpowiedz sobie szczerze na pytanie, dlaczego właściwie piszesz. Jeżeli dla zysku to, nie oszukujmy się, ale nie będzie w tym za grosz uczuć ani szczerości. A to właśnie te dwie rzeczy są w pisaniu najważniejsze — dwie rzeczy, bez których nie ożywisz swoich bohaterów i nie zabierzesz czytelnika do swojego świata. Nie uwiedziesz go. Jasne, możesz próbować, ale wszyscy wiemy, że jeśli nie włożysz w to serca, to zwyczajnie się nie uda.

Dokładnie tak, jak napisał King — „jeśli możecie to robić dla przyjemności, będziecie to robić zawsze.”


Jesteś tu jeszcze? Jeżeli tak, to jestem pod wrażeniem, bo dobrnąłeś do samego końca. Książkę, o której mówię w tym artykule (przypominam — „Jak pisać. Poradnik rzemieślnika”), możesz kupić między innymi w: EmpikuMerlin albo Taniej Książce. I pewnie w wielu innych miejscach.

Warsztat pisarski to poważna sprawa. Stephen King wie o tym doskonale, dlatego zdecydował się na przekazanie wiedzy o nim swoim czytelnikom w najprostszy sposób — za pomocą książki. Połknęłam ją w całości w bardzo krótkim czasie, a część drugą, czyli najważniejszą ze wszystkich trzech, postanowiłam w pewien sposób streścić Tobie, jeżeli nie masz czasu lub po prostu nie posiadasz jeszcze tej książki. Mam nadzieję, że pomogłam. I pamiętaj — w pasję wkłada się całe swoje serce, a nie pieniądze. Narzędzia z opisywanej parę akapitów wyżej skrzynki mogą Cię nie kosztować nawet złotówki, a zapewnią Ci przecież rozwój. O ile naprawdę będziesz tego chciał.

A teraz śmigaj do pisania i twórz magię,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s