#MuzykaMiesiąca — Maj 2017

Najciekawszy i zarazem najcięższy miesiąc mojego życia wreszcie dobiega końca. Chociaż tak naprawdę to wcale się nie cieszę, bo jak człowiek się przyzwyczai do miejsca, w którym bywał prawie codziennie od sześciu lat, to ciężko potem tak po prostu się rozstać. Ale trzeba iść dalej, chyba nie mam innego wyjścia. Więc chodźmy. Kolejna dziesiątka wyjątkowych albumów, które zajęły specjalne miejsce w moim sercu, stając zaraz obok pozostałych arcydzieł.

#10 Vaults Caught In Still Life

screen20shot202016-11-1820at2011-40-43

Pozwól, że będę z Tobą całkowicie szczera — to wcale nie jest muzyka najwyższych lotów, sam zespół zaś nie jest jakoś bardzo znany. Nic nie zmienia jednak faktu, że ma w sobie sporą dozę bardzo hipnotyzującej magii. Wiesz, takiej, która powoduje, że masz ochotę słuchać dalej. A żeby rozjaśnić wszelkie wątpliwości — Vaults to brytyjski band prosto z Londynu. Ich muzykę określa się natomiast niezbyt formalnym i, przede wszystkim, dość kontrowersyjnym terminem electronica. Taka muzyka jest przeznaczona głównie do słuchania, bo zwyczajnie nie nadaje się na klubowy parkiet czy inne miejsce podobnego pokroju. Tworzona jest prawie zawsze wyłącznie przy użyciu instrumentów elektronicznych. Stąd jest to naprawdę ciekawe doświadczenie, a album szczerze polecam  Tobie chociaż raz przesłuchać i przekonać się, czy to rzecz w Twoim stylu, czy nie.

#09 SOHN Rennen

sohn-rennen-cover-40435f6-580x580

SOHN to kolejny brytyjski artysta, którego miesięcznie słucha około 1,400,000 ludzi, a ja uważam, że to trochę za mało w jego przypadku. Bardzo ciekawym przypadku zresztą. Christopher Michael Taylor urodził się w Londynie, aktualnie natomiast znajduje się w Austrii, jeśli ufać cioci Wikipedii. Rennen to jego drugi album studyjny, wypuszczony w tym roku, na początku stycznia. Muzykę artysty określa się głównie jako elektroniczną, która w dużej mierze przypomina równocześnie eksperymentalną. Ciekawe brzmienia i bardzo przyjemny głos artysty dają równie dobre połączenie. Album jest dość spokojny (tylko trzy piosenki są przeciwieństwem terminu spokojny), ale nawet to nie zmienia faktu, że nie da się nim znudzić. Osobiście mocno polecam Ci piosenkę Hard Liquor. Perełka.

#08 Sigur Rós ( )

edec89680f2cd31f09edb25882931967

Islandzki zespół prosto ze stolicy tego kraju, czyli Reykjavíku. Założony został całkiem dawno, bo w 1994. Muzyka Sigur Rós to głównie post—rock, który jest gatunkiem rocka alternatywnego. Z użyciem instrumentów typowych dla muzyki rockowej kontrastuje w tym przypadku zupełnie inny od rockowego rytm i barwa dźwięku. Jak mówi ciocia Wikipedia, zespół znany jest z wyróżniającego się, falsetowego głosu wokalisty oraz gry smyczkiem na gitarze elektrycznej. Album ( ) został wydany w 2002 roku i jest podzielony na dwie części — pierwsze cztery utwory są optymistyczne, a ostatnie cztery raczej melancholijne. Żaden nie ma tytułu w oficjalnej definicji tego słowa, podobnie jak sam album. Ale jest mnóstwo magii. Warto.

#07 Arctic Monkeys Humbug

516p1z932bol

Nie mam pojęcia, dlaczego tak wyszło, ale Arctic Monkeys to kolejny zespół, który pochodzi z jednego z moich ulubionych krajów, czyli po raz kolejny — z Anglii. Tych panów zna pewnie większość z nas, ale wiadomo, że nie wszyscy muszą ich lubić. Ja do tego zespołu mam sentyment, bardzo cenię sobie jego twórczość i słucham całkiem często, zwłaszcza przy kawie. Ich muzyka jest zaliczana w głównej części do indierockowej, ale także do rocka alternatywnego. Humbug jest trzecią płytą brytyjskiego zespołu, którą artyści wydali w sierpniu 2009 roku. Jak każdy album, ten również ma charakterystyczną dla Arctic Monkeys atmosferę, przypominającą trochę jakby trans. Utwory nie należą do najspokojniejszych, ale nie są też jakoś szczególnie agresywne. W sam raz.

#06 NAO For All We Know

9670498e

Znowu Wielka Brytania, ale to chyba nikogo już nie dziwi, prawda? NAO, czyli Neo Jessica Joshua, jest brytyjską piosenkarką, urodzoną w Anglii w 1987 roku, której muzyka jest połączeniem soul z brzmieniami bardziej elektrycznymi, funkowymi oraz R&B. For All We Know jest pierwszym i zarazem jedynym albumem artystki, wydanym w lipcu zeszłego roku. Poza nim, ma jeszcze parę kolaboracji z innymi twórcami, kilka singli oraz trzy minialbumy, czyli tak zwane EPki. Album zawiera aż osiemnaście utworów, z czego moim skromnym zdaniem najlepszy jest Bad Blood. Całość, utrzymana w jednej konkretnej konwencji, dostarcza sporej dawki rozluźnienia dzięki bardzo przyjemnym bitom.

#05 Kelela Hallucinogen

32de06df

Kelela Mizanekristos urodziła się w Waszyngtonie jako córka Etiopczyków. Co ciekawe, zaczęła od śpiewania utworów jazzowych w kawiarniach. (Brakuje mi jazzu w kawiarniach.) Później powoli zaczęła zajmować się muzyką na poważnie, dołączając do różnych zespołów, by na koniec zacząć tworzyć własne arcydzieła. Hallucinogen to właściwie jedyny minialbum artystki, zaraz obok którego stoi album Cut 4 Me w wersji deluxe, wydany parę miesięcy wcześniej. Jej debiutancki mixtape to również Cut 4 Me, tyle że w tej najzwyklejszej wersji. Chcąc nadać mu brzmienie remix albumu, Kelela połączyła swój wokal z utworami instrumentalnymi nagranymi przez różnych DJ-ów. I nie powiem, że się jej nie udało, bo, cóż, udało.

#04 FKA twigs LP1

48a48155

Dobra, znowu Wielka Brytania. Serio. FKA twigs, a właściwie Tahliah Debrett Barnett to urodzona w 1988 roku wokalistka, producentka, a także tancerka o hiszpańsko-jamajskich korzeniach. LP1 to jej debiutancki album studyjny, który wydała w sierpniu 2014 roku. Poza tym wydała jeszcze trzy minialbumy o bardzo specyficznych nazwach: EP1, EP2 oraz M3LL155X, z których ostatni wyszedł rok po albumie studyjnym. Muzyka FKA twigs to głównie elektroniczne indie i alternatywny R&B. Osobiście polecam Ci przesłuchanie całego albumu dlatego, że.. Jest to po pierwsze dobra muzyka. Po drugie dobra do pracy. Po trzecie jeszcze lepsza do kawy. A po czwarte, jest przecież dobrą muzyką, co zostało powiedziane w punkcie pierwszym. Tyle wystarczy.

#03 Son Lux Lanters

maxresdefault

Chociaż wiem, że to bardzo ryzykowne stwierdzenie, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Son Lux to trójka muzycznych geniuszy. Uwielbiam tych gości. Uwielbiam ich nie tylko za muzykę i jej oryginalność, ale za to, jak cholernie ją czują. Na pewno kiedyś napiszę o nich osobny artykuł. Ich utwory to trochę taki post—rock, trochę alternatywny  hip hop.. Czy to jednak ważne? Album, jak wszystkie pozostałe, jest świetny. Moje największe katharsis to Lost It To Trying. Nie pytaj mnie, dlaczego, bo i tak nie potrafię tego dobrze wytłumaczyć. Son Lux świetnie umieją zahipnotyzować dźwiękami, jeszcze lepiej przyprawiają o gęsią skórkę, a totalnymi mistrzami są w miksowaniu tego wszystkiego w wybuchową mieszankę, która sprawia, że na pewno ich od razu nie wyłączysz. I mają niesamowitego perkusistę.

#02 Banks The Altar

2dbe1603b39899628ecd6fac2632d5f0-1000x1000x1

Trochę mi zajęło, żeby przekonać się do pani, która zwie się Jillian Rose Banks i która na scenie rozpoznawana jest jako… po prostu Banks. Jej utwory to głównie alternatywny R&B, a także electropop. The Altar to drugi album artystki i muszę przyznać, że pierwsze jego przesłuchanie było całkiem niezłym kopem. I wytrzeszczeniem oczu podczas Fuck With Myself, chociaż, pomimo mocno kontrowersyjnego tekstu, bardzo tę piosenkę szanuję. Jeszcze bardziej szanuję jej teledysk, bo to naprawdę jedna z lepszych produkcji, jakie widziały moje oczy. Albo po prostu jest w moim guście, bo w Twoim wcale być nie musi. The Altar generalnie dotyczy dość trudnych tematów, ale nie chcę Ci spoilerować. Sam się przekonaj, bo warto.

#01 Sevdaliza ISON

b9cebc9fd16b6085ccad6ae3627ed9aa-960x960x1

Arcydzieło. Cudo. Geniusz. Nie wiem. Jasna cholera? Naprawdę nie wiem. Sevda Alizadeh urodziła się w Iranie, a potem przeprowadziła z rodziną do Niderlandów i zaczęła wyprawiać muzyczne cuda. Jednym z nich jest właśnie ISON. Album, który wywołał we mnie stanowczo zbyt wiele emocji naraz i sprawił, że zaczęłam silnie kwestionować swoje preferencje odnośnie męskich wokali. Przy słuchaniu piosenek Sevdalizy, mam wrażenie, że nie tylko słucham jej głosu — ja go mogę również dotknąć. Nie wytłumaczę Ci tego przeżycia, bo zwyczajnie musisz go doświadczyć sam. Powiem tylko, że moim faworytem jest i zawsze będzie Human. Teledysk także. Aż się powtórzę — arcydzieło.


No i jak tam? Jesteś tu? Bo ja jestem i niezmiernie się cieszę, ponieważ jest to już trzeci post z serii #MuzykaMiesiąca, którą rozpoczęłam w kwietniu, na samym początku bloga. Dziwię się, że jeszcze nie zrezygnowałam, bo mam skłonności do bycia bardzo leniwym człowiekiem, który przestaje wierzyć w to, że coś się uda, kiedy nie udaje się od razu. Ale jak widzisz, nie poddaję się. To chyba całkiem niezłe osiągnięcie, nie?

PS: Ostatni album naprawdę powinieneś przesłuchać. W całości. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że przepadniesz dokładnie tak, jak ja i zakochasz się do szaleństwa. Polecam, bo to fajne uczucie.

PPS: Łap playlistę ze wszystkimi albumami na Spotify! O, tutaj.

Dzięki, że przeczytałeś ten wpis i trzymaj się ciepło,

2560x1440-white-solid-color-background

3 myśli na temat “#MuzykaMiesiąca — Maj 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s