Co dwa psy, to nie jeden

Jeżeli z jakiegoś powodu nie przepadasz za zwierzętami albo uważasz, że pająk to świetny kandydat na współlokatora, ten post raczej Ci się nie spodoba. To ten moment, w którym możesz się jeszcze wycofać. (Tak naprawdę to nie — przecież możesz się wycofać za dwa akapity albo nie wycofywać wcale. Ja po prostu chciałam poważnie zabrzmieć. Czy coś.)

Ostatnio zachciało mi się mieć kota. Zawsze chciałam mieć sfinksa, bo sfinksy to najpiękniejsze koty na świecie. Tym razem zachciało mi się tak naprawdę, wiesz, że aż zabolało. A potem moi rodzice powiedzieli mi, że powinnam się cieszyć z posiadania dwóch psów, bo tyle w zupełności wystarczy. I wiesz co ci powiem? W sumie to mają rację. Wystarczy.

Zostałam wychowana w przekonaniu, że zwierzęta czują, kochają i płaczą. Niezależnie od tego, czy dany zwierzak jest psem, kotem czy może orangutanem. Dobra, wyjątkiem są pająki, moja arachnofobia nie pozwala mi traktować ich w sposób ulgowy. Nauczono mnie jednak, że każde z nich potrafi odczuwać emocje. Nie wiem, czy wychowywanie w takim przekonaniu oraz nauka o takich rzeczach to dobry pomysł, bo nie mi to oceniać, ale jestem za to całkowicie pewna czegoś zupełnie innego — właśnie dzięki takim przekonaniom staję się lepszym człowiekiem.

Czasu przeszłego nie użyłam celowo. Bo widzisz, to wcale nie jest tak, że ja już się tym lepszym człowiekiem stałam. Prawda jest taka, że zawsze możesz być jeszcze lepszy. Moja mama ma wprawdzie znacznie większego bzika na punkcie wszelkich czworonogów niż ja, ale na pewno zgadzam się z nią w jednej, konkretnej kwestii. A mianowicie w tym, że:

Miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do zwierząt.

I żeby nie było — nie twierdzę, że zwierzęta są lepsze od ludzi. Nie zamierzam się oszukiwać, bo nigdy nie były. Z tym, że w żadnym wypadku nie są gorsze. Jasne, to my stworzyliśmy wszystko, co obecnie nas otacza, to my wpadamy na nowe pomysły i to my tworzymy leki przeciwko śmiercionośnym chorobom. Robimy całą masę rzeczy, których zwierzęta zrobić zwyczajnie nie potrafią. To prawda.

A teraz powiedz mi, co czujesz, kiedy słyszysz psi skowyt? Albo zastanów się, co byś czuł, gdybyś widział kogoś, kto właśnie kopie z całej siły swojego czworonoga? Raczej nie zaśmiałbyś się i nie uznałbyś tego za coś, obok czego można przejść zupełnie obojętnie, prawda? Prawda.

Właśnie to, że nie przeszedłbyś obok czegoś podobnego obojętnie, jest oznaką jednej z najbardziej ludzkich  oraz najcenniejszych emocji.

Empatii.

Znaczna większość z nas (chociaż ja jestem zdania, że absolutnie wszyscy, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę lub w ogóle chce zdać) posiada umiejętność tak zwanego “wchodzenia w czyjąś skórę”. Dość głupim przykładem mógłby być pewien YouTubowy challenge, który staje się coraz popularniejszy. Chodzi w nim o to, że oglądając daną rzecz, nie możesz się zezłościć. Problem polega na tym, że już w pierwszych sekundach widzisz na przykład młodego chłopaka, który bez powodu podchodzi do dziewczyny i zaczyna ją okładać pięściami, rzucając na prawo i lewo całkiem niecenzuralne, dosadne słowa. Ja w takich momentach nie potrafię nie nazwać tego zacnego delikwenta idiotą. Ba, dopiero po chwili orientuję się, że musiałam wcześniej mocno zacisnąć dłonie w pięści, bo powoli zaczynają mnie boleć palce.

Jasne, obecność czegoś takiego w Internecie, jak Try Not To Get Angry Challenge jest smutna, bo jaki w tym sens? Żaden. Podałam ten przykład dlatego, że moja reakcja, opisana trochę wyżej, również jest oznaką empatii. Dlatego, że oglądając tamtą sytuację, mimowolnie postawiłam się na miejscu ofiary i poczułam jej ból, kiedy spotkała się twarzą z asfaltem. Poczułam też wstyd, kiedy została brutalnie poniżona na oczach swoich rówieśników. I przy tym wszystkim nadal siedziałam przecież przy swoim biurku.

Dlaczego zaczęłam o psach? To właśnie one mnie tego nauczyły. To moje psy nauczyły mnie empatii.

I powiem Ci, że jestem im za to dozgonnie wdzięczna. Ale jest coś jeszcze.

A dog is the only thing on earth that loves you more than he loves himself.

Coś, co zawsze mnie dziwiło — i dziwi do dzisiaj.

Za każdym razem, gdy wracam do domu, czekające na mnie od dawna czworonogi cieszą się tak samo bardzo. Nieważne, czy wyszłam tylko po to, aby wyrzucić śmieci, czy może wróciłam po całym dniu pracy. Za każdym razem drapią w drzwi, jakby to miało im w czymkolwiek pomóc, a potem dosłownie rzucają się na mnie, skacząc, machając ogonami i domagając się uwagi.

Ja natomiast za każdym razem, gdy widzę któregoś z nich w dziwacznej, ale przeuroczej pozycji albo gdy widzę, jak leżą razem, przytuleni do siebie — za każdym razem zachwycam się tym na miarę bardzo podekscytowanego ośmiolatka. A to przecież nic takiego.

Tu pojawia się kolejna rzecz, której nauczyły mnie moje psy. Wreszcie zaczęłam doceniać małe i z pozoru zupełnie nic nieznaczące chwile. W ekstremalnych przypadkach zdarzało się, że potrafiłam ucieszyć się nawet ze zwykłego kubka wypełnionego po brzegi kawą. W końcu kawa to napój bogów i nie każdy ma do niej dostęp, prawda? Tak samo, jak nie każdy ma dach nad głową czy lodówkę, w której nie znajduje jedynie światła.

Tobie też polecam chociaż spróbować zacząć doceniać niewielkie elementy wielkiego świata. Warto. A jeżeli twierdzisz, że za cholerę nie potrafisz tego zrobić — adoptuj psa. Mówię totalnie poważnie. Pies to genialna sprawa. Jasne, to równocześnie ogromna odpowiedzialność, ale błagam, ty miałbyś nie podołać? Kłamstwa i pomówienia.

Trzymaj się ciepło,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s