Była radość, był szok, łzy też były — podsumowanie E3 2017

Trailer po trailerze, światu ukazują się zupełnie nowe arcydzieła z przemysłu gier komputerowych. Ludzie, którzy siedzą na widowni, bez przerwy klaszczą. Pomieszczenie co chwilę wypełniają okrzyki zadowolenia, czasami szczerego zszokowania, a czasami wzruszenia. Gra po grze, nie wiadomo nawet, na czym skupić uwagę w pierwszej kolejności. Twórcy nowej części Assassin’s Creed radośnie oznajmiają, że gra będzie mieć swoją premierę 27 października tego roku, ja spadam z krzesła, orientując się, że to przecież data moich urodzin. A potem developer Beyond Good And Evil 2 wychodzi na scenę zaraz po trailerze swojego cuda i roni jedną, symboliczną łzę, która wstrząsa całym Internetem, wzruszając miliony.

Uwielbiam ludzi z pasją.

Uwielbiam widzieć w ich oczach czystą radość, kiedy wreszcie mogą powiedzieć innym o tym, nad czym pracowali szmat czasu, zdążyli zarwać parędziesiąt nocy, wypłakać co najmniej połowę wody ze swojego organizmu i zwątpić milion razy, a kiedy wreszcie im się udaje dopiąć swego — też płaczą, tylko z szerokim uśmiechem na ustach. Pasja to przepiękna rzecz.


E3_logoElectronic Entertainment Expo

Największa coroczna wystawa przemysłu gier komputerowych. Do pewnego momentu otwarta była jedynie dla ekspertów branżowych i dziennikarzy, ale od 2009 zdecydowano się na powrót do starej formy targów, które są teraz dostępne dla wszystkich.

Zazwyczaj organizowane w maju lub czerwcu na terenie hali Los Angeles Convention Center. Pierwsze E3 zostało zorganizowane przez Interactive Digital Software Association w 1995 roku, gdzie zaprezentowano m.in. nowe konsole Sony PlayStation czy Sega Saturn.

 

 


Electronic Entertainment Expo 2017

Najpierw, 10 czerwca, na scenę wkracza Electronic Arts z nowymi tytułami, które od razu wpadają bardziej obeznanym graczom w ucho — nowy Need For Speed i kolejna część Star Wars Battlefront. Brzmi nieźle. Sport też musiał się pojawić, bo ogłoszono premierę FIFY 18Madden NFL 18 oraz kolejnej części NBA. Wszyscy się tego spodziewali. Nic, co mogłoby zaprzeć dech w piersiach.

Dzień później nadchodzi kolej na Microsoft, który oznajmia, że stworzył jeszcze lepszego Xboxa — Xbox One X. Później puszczają trailery swoich nowych perełek, między innymi Crackdown 3, kolejną część serii Forza oraz zupełnie nowego Ori’ego, którego większość świata zna jako uroczego białego ducha—strażnika. Po Microsofcie prezentuje się Bethesda, rzucając paroma tytułami gier PC—owych, które pojawią się w wersji na VR (virtual reality). Spory update, jeżeli chodzi o The Elder Scrolls Online, no i przede wszystkim nowa karcianka z tego świata — The Elder Scrolls: Legends. Swoją premierę będzie mieć również Dishonored: Death of the Outsider.

Aż wreszcie, 12 czerwca, konferencja zostaje przekazana w ręce Ubisoftu, który robi spektakularne wejście smoka, szokując świat (tak między nami — mnie zszokował bardziej) zwiastunem nowego Assassin’s Creed. A potem wszyscy, którzy jakiś czas temu uwierzyli, że Beyond Good and Evil 2 nigdy nie powstanie, bo minęło już 15 lat, zobaczyli trailer gry i zaczęli płakać. Zresztą, to samo zrobił developer gry, który wyszedł na scenę po prezentacji, mocno walcząc ze łzami. Serio.

 


Assassin’s Creed Origins, czyli jak spadłam z krzesła

Kiedy tylko doszły mnie słuchy, że mogę wreszcie obejrzeć trailer nowego asasyna, od razu pobiegłam na YouTube i grzecznie poczekałam, aż cały film załaduje mi się w najlepszej dostępnej jakości. Czyli, w tym przypadku, naprawdę sporej. 4K to dużo.

Mamy starożytny Egipt, wszystko trochę śmierdzi Prince Of Persia, ale jest w porządku. Zakon Asasynów dopiero co powstaje, a my wcielamy się w jednego z jego członków o imieniu Bayek.

A potem pojawia się film przedstawiający 20 minut rozgrywki na otwartym świecie.

I powiem tak. Ubisoft nadal nie naprawił błędów, które powinny zniknąć dobrych parę lat temu. Chociażby wspinanie po ścianach — wciąż wiąże się z nieustannym wskakiwaniem na nie to, na co chcemy wskoczyć. System skradania, który mógłby być znacznie lepiej dopracowany. Z drugiej strony mamy ptaka, który jest trochę jak dron z Sniper Ghost Warrior 3 (nawet nie trochę, bo po prostu jest) i możemy nim latać, badając dokładniej pobliskie obszary.

Z trzeciej strony jest motyw sterowania strzałą wystrzeloną z łuku.

Motyw sterowania strzałą wystrzeloną z łuku.

Serio?

Znaczy, żeby nie było — ja się na grach nie znam i nie mam prawa wypowiadać się o nich w sposób profesjonalny, więc po prostu tego nie robię. Ja po prostu widzę odrobinę (no, całkiem sporą) absurdu w tym, co właśnie napisałam. Aż się powtórzę — motyw sterowania strzałą wystrzeloną z łuku. To znaczy, że co — mogę nią robić ósemki w powietrzu, ale na końcu i tak trafi prosto w czoło przeciwnika? Średnio mnie to przekonuje.

Co nie zmienia faktu, że to nadal jest Assassin’s Creed.

To nadal są zakapturzeni wojownicy, wyszkoleni na perfekcyjnych cichych zabójców. To nadal są skoki wiary z wysokich budynków prosto w stogi siana, którymi ekscytuję się mniej więcej tak bardzo, jak wynikami tegorocznej (czyli mojej) matury. To nadal beztroskie śmiganie po dachach zamiast robienia misji tylko dlatego, że to po prostu jest przyjemne. To zawsze będzie ten świetny klimat, który kocham całym moim oddanym tej serii serduszkiem.

Zawsze — niezależnie od tego, który raz Ubisoft postanowi odgrzać te same kotlety.

 


bgae2.jpg

Beyond Good And Evil 2 i symboliczna łza developera

Prawie 15 lat temu miała miejsce premiera Beyond Good And Evil. Wtedy świat znał jeszcze konsole GameCube, roboczo zwane Delfinami (serio), czyli te dziwne japońskie pudełka, do których podłączało się kontrolery. Ja byłam wówczas smarkatym czterolatkiem, a w grach zakochałam się dopiero pięć lat później, więc co ja mogę, do cholery, wiedzieć na ten temat? No, niewiele, dlatego pozwól, że przejdę dalej.

W 2007 roku podczas pewnego wywiadu twórca gry, Michel Ancel, napomknął nagle — przypadkowo lub nie —, że pracuje nad „tajnym” projektem. Dodał też, że to dużo dla niego znaczy. Zaczęły się więc spekulacje, świat zalała fala pogłosek na temat tworzenia Beyond Good And Evil 2. Rok później nawet sam CEO Ubisoftu potwierdził, że to rzeczywiście prawda, a Ancel faktycznie pracował nad kilkoma, wówczas jeszcze niezapowiedzianymi, projektami. Gra miała się znajdować w początkowej fazie produkcji, pokazano zwiastun i słuch o niej zaginął.

Ludzie zdążyli uwierzyć, że Beyond Good And Evil 2 nigdy nie powstanie.

Aż wreszcie, 12 czerwca tego roku, na Electronic Entertainment Expo 2017, Ubisoft, zaraz po pokazaniu nowego, genialnego i pięknego zwiastuna Beyond Good And Evil 2, wpuścił na scenę Michela Ancela, który z ogromnego natłoku emocji uronił tylko jedną, symboliczną łzę ze spełnionym uśmiechem na ustach.

Nareszcie się udało. Nareszcie marzenia stały się rzeczywistością.

 


Ilość gier, które zostały zapowiedziane podczas tej wielkiej konferencji, jest zadziwiająca. I, przede wszystkim, cholernie satysfakcjonująca. Każdy gracz już pewnie, jak ja, zaciera tylko łapki, żeby upolować swoje ulubione tytuły — w moim przypadku na dwieście procent będzie to Assassin’s Creed oraz Beyond Good And Evil 2, ale zastanawiać się pewnie będę nad czymś jeszcze. A potem kolejnym „czymś jeszcze”. I kolejnym.

Trailer po trailerze, mój uśmiech robi się coraz szerszy.

Jeżeli jesteś graczem — mam nadzieję, że Twój też.

Trzymaj się ciepło,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s