Niespodziewane katharsis

Jest coś takiego w muzyce, przez co muszę niejednokrotnie wstać i pochodzić po pokoju, bo nie posiadam się z emocji. Albo wreszcie pozwalam łzom spłynąć po policzkach. Zdarza mi się również uśmiechać szeroko przez długi czas wbrew własnej woli.

Jest coś takiego w muzyce, co sprawiło, że pewnego dnia zdecydowałam się na tatuaż.

Ba, naprawdę go zrobiłam.

Są takie piosenki, do których wracam po raz tysięczny, a które nadal przeżywam tak samo mocno, jak na samym początku. Są takie piosenki, które błyskawicznie potrafią poprawić mi humor, albo równie szybko go zepsuć. Są również takie, dzięki którym nigdy się nie poddałam i dlatego teraz siedzę przy biurku, pisząc ten tekst.

Jest coś takiego w muzyce, co sprawia, że z każdym kolejnym dniem kocham ją i doceniam coraz bardziej. To ona potrafi całkowicie przejąć kontrolę nad moim nastrojem, pokierować nim wedle swojego życzenia, a na koniec zostawić z masą myśli oraz uczuć. Wzruszyć do łez, doprowadzić do białej gorączki, uspokoić.

1103warsaw72-7526

3 listopada 2016 roku był jednym z najlepszych dni w całym moim życiu. Pamiętam go do dzisiaj z najmniejszymi szczegółami — to właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałam na żywo zespół, któremu zawdzięczam znacznie więcej, niż mi się wydawało.

To właśnie wtedy przeżyłam swoje najmniej spodziewane katharsis, a muzyka oczyściła mnie całkowicie i zbudowała na nowo. Uroniłam nawet parę symbolicznych łez podczas przemowy wokalisty oraz piosenki, w której przypadku mój sentyment nie zna absolutnie żadnych granic.

Do tamtego momentu żyłam w dziwnym przeświadczeniu, że koncerty nie są moją rzeczą. A jadąc do Warszawy bałam się, że będę tej decyzji żałować i że poza swoim dyskomfortem, wprawię w niego również swoich znajomych, którzy pojechali wówczas ze mną. Cóż.

Dyskomfort rzeczywiście się pojawił.

Zwłaszcza, gdy znalazłam się niebezpiecznie blisko sceny, bo w trzecim rzędzie. W połowie koncertu tłum przetransportował mnie do drugiego. Wszyscy dotykali się wzajemnie i właściwie nie dało się obrócić tak, żeby nikogo nie szturchnąć przypadkiem ramieniem. Ale potem to wszystko jakoś straciło swoje pierwotne znaczenie.

Gdyby jednak cofnąć się do samego początku tego zdarzenia, czyli momentu, kiedy kurtyna wreszcie opadła, wyglądałam na całkiem szczęśliwego człowieka. I byłam prawie tak bardzo podekscytowana, jak siedmiolatek, który właśnie ujrzał swoich ulubionych bohaterów z ulubionej bajki. I wiesz co?

To porównanie jest cholernie trafne.

cwdfxjbxuae37js

twenty one pilots poznałam jeszcze przed tym, kiedy stali się tak popularni, jak są teraz. To wszystko wydarzyło się w niesamowicie krótkim czasie i, chociaż jestem z chłopaków cholernie dumna, to z nutą smutku wspominam tamte czasy — parę lat temu społeczność pasjonatów ich muzyki była znacznie mniejsza i posiadała zupełnie inną atmosferę.

Koncert jednak utwierdził mnie w przekonaniu, że ta dwójka genialnych ludzi może równie dobrze stać się najpopularniejszym zespołem na świecie — i tak nadal będzie dokładnie tą samą dwójką genialnych ludzi. Ba! Ludzi, którzy czują muzykę w każdy możliwy sposób, którzy posiadają niesamowity talent do tworzenia czegoś wartościowego i którzy 3 listopada 2016 roku sprawili, że zaczęłam oddychać pełną piersią i zrozumiałam, jak cenne jest wszystko to, co mam. Absolutnie wszystko.

To było niesamowite, ale przede wszystkim mocno pouczające doświadczenie.

To były dwie godziny przeżywania tysiąca emocji naraz. Przepełnione zachwytem, nadzieją, poczuciem bezpieczeństwa i wzruszeniem.

Spędzone w otoczeniu ludzi, którzy tak samo, jak ja, przeżywali, uśmiechali się, śpiewali razem z Tylerem, zachwycali się perkusyjnymi zdolnościami Josha i którzy doskonale wiedzieli, że są w miejscu, gdzie mogą być po prostu sobą.

To chyba właśnie jest to, co najpiękniejsze w koncertach.


Tak mnie wzięło na wspomnienia. Czasem trzeba, no nie? A że koniecznie chciałam się nimi podzielić.. Oto efekty. Mam nadzieję, że miło się czytało. Ze spoilerów zdradzę jedynie, że wielkimi krokami zbliża się pewien projekt, który wprawdzie kosztuje mnie sporo stresu, ale mam nadzieję, że będzie tego wart. No i bardzo praktyczne artykuły. Ale to kiedy indziej.

Trzymaj się ciepło i do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s