Dokonać niemożliwego

Jest taki jeden prawdziwy, mocny i cholernie mądry cytat. Przypisuje się go Albertowi Einsteinowi, ale nie to jest dzisiaj ważne. To właściwie w ogóle nie jest istotne. A przynajmniej nie w tym tekście.

Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi.

Kiedy usłyszałam go po raz pierwszy, zaśmiałam się tylko pod nosem, zrobiłam jakąś idiotyczną minę i wzruszyłam ramionami, wtedy jeszcze nadal wychodząc z założenia, że zrobienie czegoś niemożliwego samo w sobie jest absurdalne. W dużej mierze miałam rację, ale powiem Ci jedno.

Nienawidzę matematyki z prawdziwą pasją, nigdy nie byłam z niej dobra i generalnie nie wierzyłam, że z matury mogę mieć więcej, niż pięćdziesiąt procent.

A potem ją napisałam. Tak po prostu.

Zrobiłam zadania, o których wykonanie przenigdy bym siebie nie podejrzewała i dostałam aż sześćdziesiąt dwa procent.

Da się? No da.

Trzeba po prostu pamiętać, że istnieje kilka ważnych czynników, które to determinują.

PO PIERWSZE

oscar-keys-60730.jpg

Niektórzy nazywają to podejściem, inni nastawieniem, a ja przypominam sobie w takich momentach powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bo wiesz, na pewno nie zajdziesz daleko z przekonaniem, że jesteś największym przegrywem na świecie czy coś w tym rodzaju. Przynajmniej ja nie znam nikogo, kto zaszedłby daleko z negatywnym nastawieniem do absolutnie wszystkiego. Z drugiej strony nie wszędzie można tak łatwo znaleźć pozytywy — nie chcę więc, żebyś mnie źle zrozumiał.

Jak każdy względnie normalny człowiek, miewam gorsze dni. Takie, podczas których mam ochotę zapaść w sen zimowy i przespać co najmniej pół roku. Razem ze wszystkimi moimi problemami, wątpliwościami czy smutkami. Poczucie bezsilności to ludzka rzecz. Próba przezwyciężenia poczucia bezsilności to rzecz boska. Właśnie dlatego jest taka trudna.

Sposobów na walkę z poczuciem bezsilności jest mnóstwo — jedni są raczej zagorzałymi zwolennikami teorii, że trzeba za wszelką cenę próbować, bez końca wstawać, otrzepywać się i zapieprzać dalej. No, można. Inni natomiast ze stoickim spokojem twierdzą, że takie coś najlepiej po prostu przeczekać. Kiedyś należałam do tej pierwszej grupy i, choć wprawdzie nadal stoję tam jedną nogą, tak po pewnym czasie jednak dotarło do mnie, że to trochę przereklamowane. Bo widzisz, jesteśmy ludźmi.

Człowiek jest człowiekiem, bo upada i wstaje. W kółko. To prawda. Po długim pasmie zwycięstw zawsze coś musi się najzwyczajniej w świecie zepsuć. Najlepiej z takim porządnym przytupem, wiesz — takim, żeby cały świat na pewno wiedział, że wylądowaliśmy na samym dnie i że niżej upaść się nie da.

No i świetnie. Poleżmy sobie na tym dnie. Odpocznijmy.

Człowiek jest człowiekiem, bo od czasu do czasu potrzebuje odpoczynku. Nikt nie może bez końca dosłownie zapierdalać za trzech — i tak w którymś momencie zemdleje albo zwyczajnie odpuści, jeszcze przed zemdleniem. Tylko jaki to ma niby, do cholery, związek z mentalnością?

Weź sobie powiedz: nic mi się nie chce, więc pójdę się położyć. No i bardzo dobrze. Idź się połóż. I nie, nie nastawiaj budzika na marną trzydziestominutową drzemkę. Pozwól sobie na całkowite zregenerowanie sił. Prześpij tę godzinę. Świat się nie zawali. Ty natomiast obudzisz się i gwarantuję — będziesz mieć poczucie, że mógłbyś równie dobrze zacząć biegać po ścianach, przenosząc równocześnie góry na jednym ramieniu, a wulkany na drugim. Czy coś w tym stylu.

Po prostu raz na jakiś czas daj sobie trochę luzu. Zarówno psychicznego, jak i fizycznego.

PO DRUGIE

bobby-hendry-301757.jpg

Teraz pozostaje kwestia tego, co zrobisz po wstaniu. Jeżeli ja wcale nie mam racji, a ty obudzisz się z jeszcze mniejszą motywacją do życia niż przed zaśnięciem — najpewniej coś jest z Tobą nie tak albo po prostu za mało spałeś.

Ewentualnie załóż słuchawki i włącz coś, co porządnie kopnie Cię w dupę.

Ale tak serio, porządnie. Tak wiesz, siarczyście. Na przykład to.

Coś na zasadzie tego teledysku — życie dało Ci z liścia w jeden policzek? Świetnie! Nadstaw drugi, a potem poczekaj na odpowieni moment, w którym oddasz mu trzy razy mocniej i pokażesz, kto tu może wulkany przenosić.

To brzmiało lepiej w mojej głowie.

Bo nie, nie chcę zabrzmieć, jak bardzo przereklamowany psycholog.

Problem w tym, że na tym wszystko właśnie polega. Serio. Jednego dnia czujesz się jak ktoś, kto może zrobić absolutnie wszystko, a drugiego masz problem z głupim wstaniem z łóżka. Tak się po prostu dzieje. I dziać będzie.

Co nie znaczy, że nie możesz sobie od czasu do czasu pomóc. Uśmiechnij się do siebie w lustrze. Powiedz sobie, że kurczę, w sumie to zajebiście dzisiaj wyglądasz i aż szkoda byłoby być takim smutnym, zrezygnowanym mopsem. Poskacz trochę. Pośpiewaj Believer. Zjedz kawałek czekolady. A potem przenieś wreszcie ten wulkan.

PO TRZECIE

atlas-green-1507.jpg

Przecież nie od razu Rzym zbudowano. Wulkanów też od razu nie przeniesiono. Więc nie myśl sobie, że Ty tak po prostu wstaniesz po tej długiej drzemce i zdobędziesz cały świat za pomocą pstryknięcia małym palcem.

A wiesz dlaczego? Nie da się pstryknąć małym palcem. Jak już to dwoma. I tak, to też brzmiało lepiej w mojej głowie. Ale nawet dobra muzyka nie powstaje tak po prostu, za jednym posiedzeniem. Dobry utwór najczęściej dopieszcza się najpierw parę razy, potem daje mu czas, żeby odsiedział swoje, by znów do niego wrócić i wprowadzić ostateczne poprawki. To samo dzieje się z pisarskimi wypocinami. I z tekstami na bloga.

Chyba, że tak, jak ja, robisz wszystko na ostatnią chwilę. Wtedy to już jest trochę trudniej.

Nic jednak nie zmienia faktu, że niczego nie dostaniesz od razu. Niczego nie osiągniesz od razu. Nawet na pieprzony Mount Everest wchodzi się co najmniej tydzień. Gary Vaynerchuk też nie na darmo macha zamaszyście kończynami za każdym razem, gdy rozmowa idzie w kierunku tematu związanego z cierpliwością.

A teraz uwaga, bo zabrzmię, jak bardzo przereklamowany psycholog.

Cierpliwość to klucz, który otwiera wszystkie drzwi.

Wiem, że brzmi tandetnie. Naprawdę to wiem. Ale taka właśnie jest prawda, proszę ja Ciebie. W swoim życiu dwa razy podchodziłam do stworzenia bloga — ten jest drugim, jak łatwo można się domyślić i.. Przyznam się szczerze, że teraz aż mi wstyd, co ja sobie myślałam za pierwszym. Bo myślałam, że w ciągu paru dni zyskam całkiem sporą liczbę czytelników. Że szybko osiągnę sukces. Że wszystko się uda, a potem już tylko z górki. Gdybym mogła, cofnęłabym się w czasie i przybiła sobie piątkę w twarz krzesłem. A potem dodała, że nikt nie osiągnął szybko sukcesu, że nigdy wszystko się nie udaje i nigdy nie jest z górki. To trochę tak, jakbym chciała przenieść wulkan na małym palcu — nie da się. Po prostu.

Weź to sobie do serca.

Pozwól sobie czasem na odpoczynek, a kiedy już odpoczniesz to wstań, podnieś nogę i powiedz „mogę”. Bo możesz. Uwierz chociaż trochę w siebie, do cholery.

No, a teraz wypad z mojego bloga. Wulkan czeka.

Do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s