Czasem trzeba rzucić krzesłem

Trening czyni mistrza. Wszyscy to już słyszeliśmy.

Każdy talent wymaga regularnego szlifowania, każde hobby sprowadza się zawsze do tego, że człowiek, przykładowo pisarz, który najbardziej na świecie pragnie zaistnieć wśród innych twórców, siedzi w komórce pod schodami i pisze po nocach.

Bo mu zależy. Bo chce.

Perkusista, który pragnie być jak Buddy Rich, musi grać dużo i długo. Logiczne. Bardzo dużo i bardzo długo — finalnie wprawdzie i tak nigdy nie dorówna legendarnemu perkusiście, ale przynajmniej będzie daleko z przodu, mogąc z satysfakcją spojrzeć na dawnego siebie, kiedy to nie potrafił zagrać jakiegoś niesamowicie skomplikowanego groove’u, a teraz jest to dla niego bułka z masłem.

Zanim jednak dojdzie do tego momentu, będzie musiał przejść długą i cholernie trudną drogę. Przecież nikt nie siada po prostu przed zestawem perkusyjnym i nie zaczyna tak po prostu grać solówek na miarę legendarnego Johna Bonhama. Też bym tak chciała; zresztą, kto by nie chciał?

Perkusja to w ogóle jest skomplikowana sprawa. Siadasz i w sumie to nie masz pojęcia, w co walnąć najpierw, żeby jakoś brzmiało. Podobnie jest z nauką języka, pisaniem bloga, tańcem czy czymkolwiek innym.

hans-vivek-176134.jpg

A dlaczego w ogóle gadam o perkusji? Otóż, jest taki film o pewnym perkusiście — zwie się Whiplash. Film, nie perkusista. Filmu natomiast nie należy brać totalnie na poważnie. W głównej mierze dlatego, że jest po prostu trochę przesadzony. Nic nie zmienia jednak faktu, że przesłanie jest jasne, ważne i, przede wszystkim, prawdziwe.

Jeżeli chcesz coś robić, to po prostu to rób. Ale nie na odwal czy na przysłowiowych kolanach. Rób to porządnie. Codziennie, najlepiej po parę godzin. A jeżeli twierdzisz, że nie masz na to czasu — w takim razie to wcale nie jest to, a ty nie chcesz tego robić.

Spójrz chociażby na mnie. Zaczęłam pisać bloga w momencie, w którym od matury dzielił mnie niecały marny miesiąc. Długo zastanawiałam się nad podjęciem decyzji, bo nie wiedziałam, czy to dobry moment.

Prawda jest taka, że nie ma dobrego momentu. Nigdy go nie było i nigdy nie będzie.

Podobnie jest z noworocznymi postanowieniami — są bzdurą. Czymś, co sprawdza się raz na milion przypadków, a i tak często nawet ten jeden przypadek w końcu wymięka. Ja nim nie jestem, bo sama wielokrotnie obiecywałam sobie, że od nowego tygodnia to już na pewno zacznę biegać, a od następnego miesiąca będę regularnie chodzić na siłownię. Albo że w nowym roku naprawdę kupię sobie porządny kalendarz i wreszcie się zorganizuję. Bzdura.

htd_o-295711.jpg

W Whiplash’u poznajemy Fletchera — faceta w średnim wieku, który na początku wywołuje w dużej mierze negatywne uczucia. Dopiero potem Ci mądrzejsi zaczynają doceniać jego chore, zbyt wygórowane ambicje.

Film częstuje nas scenami, podczas których główny bohater, czyli Andrew, przechodzi samego siebie. Przekracza wszelkie ustalone granice, próbując zaimponować swojemu nauczycielowi i generalnie staje na rzęsach, by zdobyć miejsce przy zestawie perkusyjnym w zespole Fletchera.

Sam Fletcher zaś okazuje się być wyznawcą motywacji negatywnej, ponieważ nie używa żadnych innych sposobów do przekonania naszego głównego bohatera, że ten naprawdę może pójść o krok dalej. Na jednej z prób Fletcher kilka razy mocno go policzkuje, kiedy biedak nie wie, czy grał za szybko czy za wolno. Na innej rzuca w niego krzesłem. Na jeszcze innej nazywa go bezwartościowym gównem. Dosłownie. A potem, widząc, jak Andrew roni symboliczną łzę, przyrównuje go do dziewięcioletniej dziewczynki, która płacze, bo tatuś odszedł od mamusi. Czy coś w tym stylu.

Nie wdrażając się jednak w szczegóły — ogółem wiadomo, na jakiego rodzaju trenera wykreowano Fletchera. To ten gość, który kopnie leżącego albo zrobi inną, równie okropną i niewybaczalną rzecz, bo dobrze wie, że leżenie jeszcze nic nikomu nie dało. A już na pewno nie pomogło osiągnąć jakiegokolwiek celu.

I to właśnie o to chodzi w tym filmie.

nathan-mcbride-229640.jpg

Nie stworzysz genialnego bloga, który stanie się jednym z najpopularniejszych adresów internetowych w Polsce, jeżeli nie będziesz siedział i pisał, wpadał na kolejne pomysły i je realizował. Nie tylko wrzucał do szuflady.

Nie schudniesz tych przeklętych pięć kilogramów, jeżeli nie ruszysz swoich szanownych czterech liter i nie pójdziesz w końcu na siłownię.

Tak, jak nie staniesz się świetnym perkusistą, jeżeli nie będziesz grał do upadłego.

Wiem, że to wszystko brzmi jak bardzo słaba, oklepana i pozbawiona jakiejkolwiek pasji mowa motywacyjna, ale prawda jest zwykle nieciekawa oraz brutalna. W tym przypadku również.

Co innego efekty. Wprawdzie trzeba najpierw na nie zapracować, ale są tego warte.


Swoją drogą, jeżeli jeszcze nie widziałeś filmu Whiplash, to, pomimo tego całego naciągania i przesady, powinieneś go obejrzeć. Przypomina trochę porządnego kopa w tyłek, kiedy człowiekowi się zwyczajnie nie chce, którego, bądźmy ze sobą szczerzy, czasami każdy z nas potrzebuje.

Do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

2 myśli na temat “Czasem trzeba rzucić krzesłem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s