A na cholerę Ci te wszystkie języki?

Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły (aż mi dziwnie, gdy to piszę, bo opuściłam ją mniej więcej trzy miesiące temu), uwielbiałam uczyć się angielskiego. Znaczy, uwielbiam nadal, ale wtedy to było jeszcze bardziej widoczne — kiedy miałam do wyboru przygotowanie się do kartkówki z matematyki, która naprawdę była zapowiedziana na kolejny dzień, ja wyciągałam z plecaka nie ten podręcznik, co trzeba.

Takie logiczne.

Dopiero później (uważam, że stanowczo zbyt późno) postanowiłam posunąć się spory krok dalej i siegnąć po coś zupełnie nowego. Zaczęło się od szwedzkiego.

Nadal nie wiem do końca, dlaczego właściwie postanowiłam uczyć się tego języka we własnym zakresie, bo większość ludzi i tak uważa go za brzydki, nieciekawy i mało przyszłościowy. A przynajmniej mniej od wielu, wielu innych, za które powinnam się pewnie zabrać w pierwszej kolejności.

Z tym, że mnie to po prostu nie obchodzi. Mało tego, żeby było jeszcze śmieszniej, od niedawna wkręciłam się na poważnie w koreański. Nie w żaden chiński czy japoński. W koreański. Dlaczego?

Otóż, drogi czytelniku, sprawa jest bardzo prostu — bo najzwyczajniej w świecie mogę.

Na całej półkuli ziemskiej używa się około 6—7 tysięcy języków. Dla przykładu — szwedzki jest wykorzystywany przez około 9 milionów ludzi, głównie oczywiście w Szwecji oraz niektórych częściach Finlandii. Jeśli chodzi o koreański, posługuje się nim około 77 milionów ludzi. A teraz porównaj to sobie z chińskim, którym włada więcej, niż miliard osób. Po angielsku mówi tylko 527 milionów.

Gdybym więc miała podejść do nauki języków w sposób bardzo chłodny i patrzeć tylko na to, jak bardzo mi się dany język przyda, powinnam właśnie ślęczeć nad książką od chińskiego. Później doszlifowywać angielski — dopiero po nim ewentualnie sięgać po podręczniki od koreańskiego.

A szwedzki to najlepiej sobie odpuścić i zająć się chociażby hiszpańskim, bo jest jednym z najpopularniejszych języków. Proste.

Ale nie. To nie na tym polega.

nathan-mcbride-229639

Mówi się, że to pierwszy stopień do piekła.

Ja twierdzę natomiast, że to najciekawsza droga do sukcesu i pierwszy stopień do szybszego samorozwoju. Ciekawy człowiek interesuje się wszystkim dookoła, chce wiedzieć więcej (jeśli nie wszystko) czy chociażby ma znacznie bardziej otwarty umysł na nowe rzeczy. Ciekawy człowiek to ktoś, kto nie zna granic. Albo ich zwyczajnie nie uznaje. Bo po co.

Jasne, że we wszystkim należy zachować umiar — w tym przypadku także.

Nie namawiam Cię do wzięcia przykładu z Fausta, który, choć był niesamowicie wyedukowanym mędrcem i wiedział więcej, niż ktokolwiek inny, nadal chciał poznać wszystkie tajemnice świata. Wszystkie. Z tej okazji podpisał pakt z diabłem i generalnie popełnił okropny błąd, którego później gorzko żałował. Ty nie masz być Faustem. Ani w ogóle nikim podobnym. Masz być sobą, ale taką bardziej rozszerzoną wersją.

Świat jest ogromny, a ty masz jedno życie. W dodatku nie masz pojęcia, ile Ci zostało. Wiem, że to nie brzmi jakoś specjalnie pocieszająco, ale wszyscy wiemy, że prawda zawsze jest brutalna.

Chyba, że spojrzysz na to z zupełnie innej perspektywy. Bo tak naprawdę to masz więcej, niż jedno życie. Serio mówię.

A jeżeli mi nie wierzysz, wówczas najlepiej obejrzyj po prostu bardzo ładny film Gonciarza, przez który zaczęłam szanować tego człowieka jeszcze mocniej.

Dlaczego więc uczę się szwedzkiego i koreańskiego jednocześnie? Dlaczego nie uczęszczam na drogie kursy, tylko szperam po Internecie w poszukiwaniu ogólnodostępnych materiałów, które często nic mnie nie kosztują?

Uwaga, kompozycja zamknięta — bo najzwyczajniej w świecie mogę. Z ciekawości.

leio-mclaren-307276.jpg

Ale do tego wszystkiego trzeba jeszcze mieć odwagę. Wiesz, żeby wejść do tego Internetu, wypłynąć na środek ogromnego oceanu możliwości, jakie ten cały Internet oferuje, zanurkować i znaleźć istne perełki. Bo zapewniam Cię, że jest ich naprawdę sporo.

Właściwie nie tylko do tego.

Odwaga to samo podjęcie się nauki nowego języka. Zwłaszcza, gdy nie należy on do tych, których uczą się absolutnie wszyscy — co innego sięgnąć po walijski czy wietnamski, a co innego angielski czy chiński. Bo jasne, że ludzie dookoła będą chwytać się za głowę i zastanawiać się, po co Tobie coś tak nieprzydatnego, jak język, którym włada kilkadziesiąt milionów, a nie nauczyć się chociażby podstaw takiego, w którym mówi ponad miliard osób.

Przypomnę, że w języku szwedzkim mówi marne 9 milionów ludzi. To jest prawie nic. A ja, do jasnej cholery, bezmyślnie tracę czas na jego naukę! No jak tak można? Jak?

Po prostu można. To jest ta wielka tajemnica.

Jeżeli więc jesteś jednym z tych ludzi, którzy, podobnie jak ja, pragną nauczyć się czegoś pokroju szwedzkiego — najzwyczajniej w świecie zacznij. Jutra może nie być, a Ty nadal nie będziesz wiedzieć, jak jest umierać po mongolsku. Po tajsku też nie przeklniesz na łożu śmierci.

Czas płynie. Skynda på! 어서!

(Tu jest miejsce na Twoje własne „no dalej”.) Więc leć się uczyć języka, który zawsze chciałeś opanować. Bo możesz.

Trzymaj się i do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s