Mój blues mnie boli

[Do puszczenia w tle, jeżeli masz ochotę.]

 

Wstajesz, idziesz do kuchni i robisz sobie upragnioną kawę. Być może dzisiaj już trzecią. Albo czwartą. Kto by to jednak liczył? Nie warto. Liczenie kaw niczego przecież nie zmieni, a ty nadal będziesz się czuć dokładnie tak samo, jak czujesz się właściwie od samego rana.

Czyli źle. Po prostu źle.

Ekspres wreszcie kończy nalewać espresso. Masz wrażenie, że w obecnej sytuacji nawet głupie robienie kawy trwa wieki. A może rzeczywiście trwało?

Wracasz z powrotem do biurka i zamiast napisać do kogoś albo zadzwonić, ogarnąć po prostu jakieś spotkanie — choćby błahe piwo na mieście — byle nie siedzieć bez końca w swoich nieszczęsnych czterech ścianach, ty włączasz playlistę. Taką przygotowaną specjalnie na beznadziejne okazje, kiedy człowiekowi wydaje się, że gorzej już być nie może.

No wiesz. Tę smutną playlistę.

Zakładasz na uszy słuchawki, podkręcasz głośność i zamykasz oczy, opierając się głową o fotel. Może akurat leci Everglow Coldplay? To piękna piosenka, ale zarazem cholernie smutna. Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że z jakiegoś powodu Ci pomaga. Jest trochę tak, jakbyś się w niewielkim stopniu uspokoił. Oddech stał się bardziej miarowy, serce przestało walić jak młotem. Wszystko zwolniło.

Próbujesz zapomnieć o tym, że czujesz się źle. Skupiasz się maksymalnie na słowach piosenki i naprawdę próbujesz zapomnieć.

A potem pojawiają się łzy. Czujesz je pod powiekami, chwilę później spływają już po policzkach. W tle słyszysz Addict With A Pen. Kolejną niewiarygodnie piękną i boleśnie smutną piosenkę. Ona też Cię uspokaja.

Nadal próbujesz zapomnieć, prawda? Oczywiście, że tak. To naturalne, że uciekasz od czegoś, co boli. Przecież nie jesteś masochistą. Ba, właściwie na co dzień jesteś całkiem radosnym człowiekiem. No wiesz, uśmiechasz się, czasem nawet od ucha do ucha, czasem trochę mniej. Ale zwykle jest w porządku, a ty masz wszystko pod kontrolą.

Więc dlaczego, do diabła, nie masz teraz? Co jest nie tak? Gdzie popełniłeś błąd?

Nigdzie.

Jesteś człowiekiem i przeżywasz jedną z najbardziej ludzkich emocji — smutek. Z nim często nie da się tak po prostu powalczyć i wygrać. Czasami lepiej nie chować się po kątach, tylko wyjść na środek pokoju, wyciągnąć w jego stronę ramiona i go przyjąć. Tak po prostu. Uwierz mi, że będzie w ciężkim szoku.

A ty pozwolisz sobie na łzy. Albo na ciche szlochanie. Albo słuchanie smutnej muzyki. Albo na zrezygnowaną drzemkę pod trzema kocami. Nieważne.

Wszystko i tak będzie prowadziło do jednej rzeczy — tej, której raz na jakiś czas potrzebuje każdy. Bez wyjątku.

Oczyszczenia.

Dlatego pamiętaj, że płacz nie jest dla słabych. Płacz jest dla tych, którzy chcą i mają odwagę odbić się od dna. Płacz jest dla wszystkich.

Pamiętaj, że nawet po najgorszej, najbrutalniejszej i najbardziej bezlitosnej burzy zawsze wychodzi słońce. Czasem wcale nie tak od razu. Czasem dopiero po tygodniu. A czasem po latach. Ale kiedyś wyjdzie na pewno, bo przecież od tego właśnie jest.

2560x1440-white-solid-color-background

Jedna myśl na temat “Mój blues mnie boli

  1. A ja polecam w takich chwilach włączyć ulubiony serial komediowy, lub po prostu radosną muzykę. 😉 O ile jest jakakolwiek szansa na poprawę humoru, to z naukowego punktu jest to dużo lepsze niż „dobijanie się”.
    Plus spacer. Spacer daje czas na przemyślenia i złapanie oddechu.
    pozdrawiam serdecznie i życzę jak najmniej powodów do oczyszczenia :).

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s