Kochać albo nienawidzić

Jest jedno albo drugie i nie ma niczego pomiędzy. Wszyscy dobrze o tym wiemy.

Piątek — dzień, na który czeka praktycznie każdy, bo nie oznacza przecież nic innego, jak tylko zbliżający się wielkimi krokami weekend. Czas, który możemy zagospodarować w dowolny sposób. Przeznaczyć go wyłącznie dla siebie. Dwie doby, dla większości wolne od pracy, kojarzą się z przyjemnym, długo wyczekiwanym odpoczynkiem. Coś, czym nie pogardzi absolutnie nikt. No, chyba że mowa o prawdziwych pracoholikach.

Z drugiej strony piątek to zarazem dzień, kiedy młodzi (nie tylko, ma się rozumieć!) ludzie wychodzą na miasto, spotykają się i wspólnie spędzają czas w klubach czy pubach.

No więc jest piątek. Załóżmy, że jesteś tym młodym człowiekiem, który parę godzin temu spontanicznie umówił się na spotkanie ze znajomymi. Załóżmy, że mieszkasz w Poznaniu i celem Twojej podróży jest Stary Rynek. Tam coś wymyślicie, gdzieś pójdziecie, a potem już z górki. Będzie świetnie.

Najpierw trzeba jednak jeszcze dojechać na miejsce. Tramwajem, autobusem, samochodem, taksówką — wybór należy do Ciebie. Ja skłaniałabym się jedynie ku pierwszym dwóm opcjom. I dzisiaj chcę Ci wytłumaczyć, dlaczego.

No, zakładajmy dalej i załóżmy, że wybrałeś autobus. W Poznaniu, jak w każdym innym mieście, są linie, które słyną ze swoich niewyobrażalnie ogromnych spóźnień. Albo z przyjeżdżania na przystanek dziesięć minut wcześniej. Albo z tego, że czasami nie przyjadą w ogóle. A ludzie czekają. Grzecznie stoją na chodniku, pod zielonym daszkiem (u nas przystanki są zielone, jak cała komunikacja miejska, co średnio mi się podoba), co chwilę spoglądając nerwowo na zegarek.

Nikt nie lubi czekać. Zwłaszcza na komunikację miejską.

Ale dobra. Autobus przyjechał. Z małym opóźnieniem, ale hej, przyjechał! Wsiadasz więc do niego z grymasem niezadowolenia na twarzy, zajmujesz pierwsze lepsze miejsce, które jakimś cudem jeszcze było wolne i wyciągasz z kieszeni telefon, by rozdać porządną porcję serduszek na Instagramie czy retweetów na Twitterze. Potem bezmyślnie scrollujesz Facebooka w poszukiwaniu czegoś wartościowego.

W międzyczasie nie zauważasz (bo zwyczajnie nie możesz, przecież wpatrujesz się z pasją w ekran swojego smartfona), że autobus zatrzymuje się już na kolejnym przystanku i do środka wchodzi kobieta z wózkiem. Chociaż „wchodzi” to niedopowiedzenie — raczej próbuje wejść. Nikt jej nie pomaga, aż w końcu radzi sobie sama, szybko kierując się na miejsce przeznaczone na wózek. Dziecko rozgląda się dookoła z zaciekawieniem, uśmiechając niepewnie do każdego, kto zaszczycił je swoim spojrzeniem. Ale nie do Ciebie.

Potem w autobusie zjawia się dwóch obcokrajowców, którzy bardzo energicznie gestykulują, prowadząc żywą dyskusję na jakiś niezwykle ważny temat. Może mówią o Twoim ulubionym serialu, może gadają o kosmitach, a może o globalnym ociepleniu. Ewentualnie narzekają, że wszyscy dookoła patrzą się w telefony, zamiast brać z nich przykład. Chociaż i tak się nie dowiesz, o czym mówią.

Pragniesz jedynie jak najszybciej dojechać na miejsce. Co jakiś czas odwracasz wzrok, by skontrolować to, gdzie jesteś. Nie zauważasz starszej pani, która rozpaczliwie szuka wolnego miejsca. Wreszcie je znajduje, ale tylko dlatego, że ktoś akurat wysiadał. Usadawia się ostrożnie obok obcego człowieka i zagaduje. Chwilę później uśmiecha się, bo nieznajomy wykazał zainteresowanie. Rozmawiają.

Ale tej rozmowy także nie słyszysz.

Podczas następnych paru przystanków dzwoni czyiś telefon, ludzie uśmiechają się dziwnie, słysząc doskonale wszystkim znane Despacito. Człowiek w garniturze gorączkowo szuka urządzenia po kieszeniach, chcąc jak najszybciej odebrać i przestać czuć na sobie spojrzenia gapiów. Ciebie to jakoś ominęło.

Starsza pani nadal rozmawia ze swoim nowym autobusowym znajomym, uśmiechając się pięknie niczym dziecko, które wcale nie ma ponad siedmiu dekad na karku. Obcokrajowcy nadal żywo gestykulują. Dziecko w wózku nadal się rozgląda, zauważając wszystko to, czego sam nie zauważasz. Despacito znów rozbrzmiało w całym autobusie, który nie powstrzymał się od uśmiechu.

A ty? Nadal patrzysz w telefon.

Następnym razem, kiedy będziesz gdzieś jechać komunikacją miejską, postaraj się tego nie zrobić. Przestań traktować te autobusy jak coś, w czym musisz siedzieć za karę. I doceń te maleńkie, z pozoru nieznaczące, a tak urocze szczegóły.

Trzymaj się ciepło,

2560x1440-white-solid-color-background

2 myśli na temat “Kochać albo nienawidzić

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s