Poradnik wypluwania płuc

Otwieram oczy i modlę się w duchu, żeby nie było za późno. Nie mogę zaspać. Nie dzisiaj. Dzisiejszy dzień musi pójść zgodnie z planem. Dzisiejszy dzień jest ważny.

Dzisiejszy dzień jest dniem, w którym zaczynam biegać.

Wstaję niechętnie z łóżka i już myślę o tym, jak za pół godziny będę oddychać w tempie co najmniej stu oddechów na minutę. Jak będę mieć dość. Jak jedyne, o czym będę marzyć, to szybki powrót do domu i ponowne położenie się na łóżku. Jak bardzo nienawidzę biegać. I jak bardzo nienawidzę siebie za to, że się do tego zmuszam.

Przebieram się w sportowe ciuchy (no, powiedzmy, że sportowe), zakładam świeżo kupione buty do biegania, na które musiałam najpierw ubłagać rodziców, bo przecież nie zapłacę ze swojej biednej pensji, a potem zakładam tę dziwną opaskę na przedramię, której nazwy nie znam. Wkładam do niej telefon, do którego wcześniej podłączam słuchawki. Włączam Spotify i wybieram playlistę. Też do biegania.

W międzyczasie nadal walczę z niesamowicie silną pokusą rzucenia tego wszystkiego w cholerę i wyjechania w Bieszczady.

A potem wychodzę.

jenny-hill-202898.jpg

Taka prawda.

Początki zawsze w ogóle są najgorsze. To samo tyczy się pisania książki, nagrywania podcastu albo chociażby zwykłego uczenia się — najtrudniej jest zacząć.

W przypadku biegania najtrudniej jest wyjść. Po prostu.

Ale ja jednak wyszłam. Mało tego, nie przekręciłam się na pięcie i nie weszłam z powrotem do bloku. Ja się nawet ruszyłam z miejsca.

Pierwsze metry przechodzę szybkim krokiem, bo gdzieś kiedyś usłyszałam, żeby nie zaczynać biegania od biegu. Zwłaszcza, że mam za sobą chorobę kolan.

Może powinnam wrócić do domu?

Klikam wielki przycisk startu w aplikacji Nike’a i z ciężkim westchnieniem pod nosem zaczynam biec. Bardzo ciężkim westchnieniem. Zrezygnowanym wręcz.

andy-beales-53407.jpg

Ale biegnę. Nakręcam się. Denzel Curry w słuchawkach. Świat może mi skoczyć i zjechać.

Tylko po jaką cholerę biegnę tak szybko?

Przecież nikt mnie nie goni i nie wymachuje za mną groźnie kijem. Dostaję zadyszki. Boli tak bardzo, że muszę się zatrzymać. Zginam się wpół niczym osiemdziesięciolatek, który właśnie biegł po nic na autobus, bo ten i tak uciekł mu przed nosem. Szczerze mówiąc, trochę tak się czuję.

Chcę do domu. Nie chcę biec dalej. Nie dam rady.

Z drugiej strony, jak już wyszłam, to szkoda byłoby to tak brzydko zmarnować. Ale ja naprawdę nie chcę. Gość z aplikacji odzywa się i mówi, że przecież właśnie — wyszłam z domu. Najtrudniejsza część jest już za mną. Teraz już tylko z górki.

Prostuję się, krzywię z niezadowoleniem i biegnę dalej.

Obok mnie przebiega inny biegacz, który nic sobie z tego swojego biegu nie robi. Ba, uśmiecha się, wręcz skacząc z nogi na nogę i wydaje się w ogóle nie męczyć. Ja tymczasem gdzieś po drodze gubię płuca. Czy raczej je wypluwam. Jestem tak zmęczona, że nawet nie pamiętam. Chcę do domu.

austris-augusts-140145.jpg

Niedługo potem znów słyszę męski głos z aplikacji.

Oto przebiegłam swój pierwszy kilometr.

Gdybym miała płuca, to pewnie duma rozerwałaby mi je razem z klatką piersiową. Ja —od osiemnastu lat siedząca całymi dniami przy biurku, przebiegłam całe tysiąc metrów. Ja — człowiek, który z naturalnego lenistwa unikał wszelkiej aktywności fizycznej niczym ognia. Ja!

Przebiegłam, nie przeszłam. Przebiegłam.

I powiem Ci, że to uczucie jest nie do opisania.

Chciałam przebiec jeszcze trochę, ale przypomniałam sobie, że nie powinnam przesadzać. Małymi kroczkami do celu. Mierz siły na zamiary.

Ten tekst jest dla wszystkich, którzy, podobnie jak ja, marzą o wyjściu z domu w profesjonalnych butach do biegania i przebiegnięciu tego swojego pierwszego kilometra. Rada jest jedna i bardzo, naprawdę bardzo prosta.

Wyjdź z domu. Potem już pójdzie z górki.

Nie pożałujesz.

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s