A czy ty latasz nago na wieprzu?

Nienawidziłam lektur szkolnych.

Zwłaszcza tych najbardziej klasycznych pokroju Dziadów albo niezwykle irytującej mnie Lalki. Tak, należę do tej grupy ludzi, którzy otwarcie głoszą wszem i wobec, że Wokulski był zwykłym frajerem. Ale nie o nim dzisiaj (i nigdy, bo prędzej wyrzuciłabym laptopa przez okno, gdybym miała napisać artykuł o powieści Prusa, niż w ogóle przedarła się przez wstęp), bo dzisiaj chcę Ci opowiedzieć o jedynej lekturze, która bezczelnie skradła moje serce i nie oddała go do dnia dzisiejszego.

W przypadku tych, którzy mają tę lekturę za sobą, tytuł powinien wywołać chociaż cień uśmiechu. Dla tych, którzy jeszcze po nią nie sięgnęli, będzie abstrakcyjnym zlepkiem słów, które nie mają większego sensu. No bo kto, do cholery, lata nago na wieprzu? Pomijając fakt, że wieprze nie latają, niby nikt. Poza jedną osobą.

Ale latające wieprze to nie wszystko. Jest maszynistka, która tramwajem ucina bogu ducha winnemu człowiekowi głowę, jest Poncjusz Piłat i diabeł ze swoją świtą, a w niej gadający kot. I zanim powiem cokolwiek więcej, pozwól, że przytoczę mój ulubiony cytat z tej książki.

– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata. (…)
Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

Imię użyte w cytacie jest już pewnie wystarczająco jasną podpowiedzią — na pewno jaśniejszą od tytułu tego tekstu.

Panie i Panowie, najlepsza książka, jaką spis lektur kiedykolwiek zawierał: Mistrz i Małgorzata.

 

facebook-512

frantzou-fleurine-16978.jpg

Niedoceniany za życia. Urodził się w Kijowie jako najstarsze dziecko w rodzinie. Skończył medycynę i został wysłany do wojska. Jego pierwsze literackie dzieło powstało, gdy miał zaledwie siedem lat i chodził do gimnazjum.

Miał specjalny album do którego zbierał wycinki prasowe z krytyką jego utworów. Podobno album liczył aż 301 takich wycinków i zaledwie trzy z nich były pozytywne.

Napisał sztukę poświęconą Puszkinowi — Puszkin w niej nie występuje. Kot Behemot jest natomiast najbardziej uwielbianą postacią z Mistrza i Małgorzaty, a jego pierwowzorem był czarny pies Bułhakowa. O takim samym imieniu. Tak — ten facet nazwał swojego psa Behemot.

Również ten sam facet napisał potem książkę, której świat za cholerę nie potrafił przez długi czas przetrawić. Niektórzy nie mogą do dzisiaj.

Sama akcja powieści rozgrywa się w trzech światach: współczesnej Moskwie, dawnym Jeruszalaim oraz w piekle (ładnie określonym jako wieczne zaświaty piekielne).

 

facebook-512

jan-mellstrom-242087.jpg

Wyobraź sobie, że przechodzisz obok mężczyzny — na pierwszy rzut Twojego bystrego oka około czterdziestoletniego, z ciemnymi włosami i starannie ogoloną, wyraźnie zmęczoną twarzą, która odzwierciedla bagaż doświadczeń, jaki ze sobą niesie. Człowiek z jakiegoś powodu tworzy wokół siebie tak magnetyzującą aurę, że prędzej odetniesz sobie rękę, niż przejdziesz obok niego obojętnie. Więc postanawiasz go zaczepić.

Pytasz, jak ma na imię, bo przecież jakoś musisz się do niego zwracać.

Jestem mistrzem.

To chyba będzie ciężka artyleria. Pytasz więc o nazwisko.

Nie mam już nazwiska. Wyrzekłem się go, jak zresztą wszystkiego w tym życiu.

 

Czytając Mistrza i Małgorzatę, na samym początku właściwie nie wiadomo, co powinno się sądzić o tym mężczyźnie. Dopiero po jakimś czasie dowiadujemy się, że z wykształcenia był historykiem, a poza tym człowiekiem bardzo mądrym i oczytanym, znał również wiele języków: prócz rosyjskiego znam pięć języków: angielski, francuski, niemiecki, łacinę i grekę. Czytam także trochę po włosku”, mówił, jakby nie było to nic nadzwyczajnego.

Mistrz to typowo artystyczna duszą. Zbyt wrażliwa, by znieść brzydotę otaczającego ją, skrzywionego świata — stąd załamanie nerwowe mistrza, przez które trafił na koniec do szpitala psychiatrycznego.

Okazuje się także, że w przeszłości był żonaty — to jednak nie była miłość. To właściwie nie było absolutnie nic, bo nawet nie pamiętał imienia kobiety, którą poślubił. Pamięta za to Małgorzatę, którą spotkał na jednej z moskiewskich ulic: „popatrzyła na mnie zdziwiona, a ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem tę właśnie kobietę!”

 

facebook-512

veronica-benavides-331238.jpg

Jej życie wspaniałe było jedynie na pozór — była piękną i inteligentną kobietą. Nawet sam narrator zastanawia się, co było nie tak: „o, bogowie, o, bogowie moi! czegóż jeszcze brakowało tej kobiecie, w której oczach jarzyły się nieustannie jakieś niepojęte ogniki?”, a odpowiedź była dziecinnie prosta — miłości. Właśnie tego brakowało Małgorzacie.

Zanim spotkała mistrza, jej życie charakteryzowało się wyłącznie jedną rzeczą — samotnością. Spotkanie mężczyzny diametralnie je odmieniło, a ich miłość nie gasła ani razu, nawet na sekundę.

Mistrz był dla Małgorzaty na tyle ważny, że nie wahała się podjęcia paktu z samym diabłem, byle tylko odnaleźć swojego ukochanego, ponieważ w szpitalu psychiatrycznym znalazł się bez jej wiedzy. Jej miłość niewątpliwie była czysta i niesamowicie silna. Taka z gatunku nieśmiertelnych.

 

facebook-512

Mistrz i Małgorzata to opowieść nie z tego świata. Właściwie w ogóle nie wiadomo, z jakiego. Jest fascynująca, rozbudowana, niepokojąco odmienna i dziwaczna, ale jednocześnie piękna. To nie tylko historia bezwarunkowej miłości, ale również odważne rozbicie tamtejszego moskiewskiego układu na części pierwsze, jak chociażby szpiegomanię, donosicielstwo czy demagogię, które nie przestają być sobą nawet, jeżeli obracane są w żart. Obok wątków tragicznych, politycznych, miłosnych czy filozoficznych mamy ogromne ilości najczystszej postaci groteski i specyficznego humoru. Szatan jest dobry, gadający kot oburza się, gdy dowiaduje się, że dama woli wódkę od spirytusu, a z płonącego budynku wylatuje na wieprzu naga kobieta. Tak w skrócie.

Odkąd przeczytałam tę książkę od deski do deski, uważam ją za najlepszą lekturę, z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia, polecam i uparcie krzyczę światu do ucha, że to arcydzieło. Bo warto. Naprawdę, cholera, warto.

Do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

Jedna myśl na temat “A czy ty latasz nago na wieprzu?

  1. „Mistrz i Małgorzata” to, zaiste, świetna książka (polecam musical wrocławskiego teatru Capitol!). Szkoda tylko, że Bułhakow pozostawił po sobie tak małą spuściznę i znany jest tylko z tego utworu.
    Co do tematu lektur – mam inne zdanie na ten temat. Wiele książek było dobrych albo bardzo dobrych, choćby wspominana przez Ciebie „Lalka”, nie mówiąc już o takich utworach jak „Zbrodnia i kara” Dostojewskiego czy „Ferdydurke” Gombrowicza. Jednak co innego czytać coś z musu, a co innego z własnych chęci. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s