Był sobie kiedyś człowiek

Był sobie kiedyś człowiek, który słynął z tego, że bardzo poświęcał się wszystkiemu, co robił.

Krążą nawet legendy, że wiedział sporo o życiu i zdawał sobie sprawę z wielu rzeczy, o których inni notorycznie zapominali. Był świadomy tego, że każdego dnia może umrzeć. Ba, regularnie sobie o tym przypominał — w rezultacie codziennie próbował w ciągu danych dwudziestu czterech godzin zrobić możliwie jak najwięcej.

Zdarzały się jednak dni, podczas których człowieka dopadał bardzo uciążliwy rodzaj smutku, spowodowany tym, że nie czuł spełnienia. Bo gdy z jednej strony robił rzeczy, które dawały mu wiele radości, tak z drugiej niewiele z nich właściwie miał. Zero korzyści. Zero zarobków. A przecież z czegoś musiał żyć. Praca, która stanowiła źródło jego oszczędności, denerwowała go. Miał wrażenie, że podcinała mu skrzydła, że tylko się w niej marnował.

Zaraz potem walnął się z otwartej dłoni prosto w czoło. To przecież nie o to chodziło. W pasji nigdy nie chodziło o zarobki.

Dla tego człowieka świat już dawno stracił swoje wyraziste barwy — teraz zastąpiła je szarość, dołując na niemalże każdym kroku. Zwykłe wstanie z łóżka robiło się coraz trudniejsze, nie mówiąc już o wszystkim, co należałoby zrobić w następnej kolejności. Czasem człowiek po prostu zapominał zjeść śniadania, a zdarzało się nawet, że do tego wszystkiego nie wypijał kawy.

Kiedyś zwykła kawa potrafiła dać mu naprawdę wiele radości.

Później stała się jedynie kolejnym punktem do odhaczenia z listy porannych nawyków.

Większość rzeczy robił mechanicznie. Wstawał tylko dlatego, że zwyczajnie nie mógł gnić w swoim łóżku do późnej godziny, bo musiał coś zjeść i wyjść z psem.

Pies nie był niczemu winny. Winny był wyłącznie człowiek.

Problem polegał na tym, że on nie widział nigdzie błędu. Szukał go, momentami doprowadzał się w ten sposób do białej gorączki, lecz wszelkie poszukiwania kończyły się zawsze zrezygnowanym skokiem prosto do łóżka, pod kołdrę. Tam problemy zdawały się dziwnie oddalać, a człowiek miał wrażenie, że naprawdę może na jakiś czas o nich zapomnieć. Cóż, oczywiście, że mógł.

Ale co mu po tym, jak i tak pojawiały się znów na horyzoncie każdego kolejnego ranka?

Człowiek doszedł do momentu, w którym leżenie w łóżku wydawało mu się znacznie bardziej milszym scenariuszem reszty dnia, niż robienie czegokolwiek innego. Czasami resztkami sił otwierał laptopa, ostrożnie kładł dłonie na klawiaturze, dla podkreślenia powagi sytuacji przymykał lekko oczy i czekał na to słynne oświecenie, na kopnięcie prądem czy piorun, który magicznym cudem go trafi, wybudzając umysł z letargu. Czekał…

I nic. Kompletnie nic. Jedno wielkie nic.

W głowie było prawie tak pusto, jak w jego mieszkaniu. Nawet pies gdzieś się schował. Może też miał dość tego rozleniwionego człowieka, który przestawał powoli przypominać prawdziwego siebie? Człowiek miał ogromną ochotę zamknąć z trzaskiem laptopa i wyrzucić go przez okno — serio, odnosił wrażenie, jakby to miało mu w jakiś sposób pomóc.

Może o to chodziło? Może musiał się na czymś wyżyć?

Z drugiej strony, skąd miałby to niby wiedzieć, skoro jedyne, co miał w głowie, to była pustka?

Jeszcze raz położył dłonie na klawiaturze. Prychnął pod nosem, odłożył laptopa na bok i szybko chwycił kartkę. Gdzie jest ten głupi długopis? Jak dawno go nie używał? Chrupnęły kostki palców, a ich opuszki przespacerowały się powoli po zapomnianej fakturze papieru.

A może pustka to właśnie to, o czym powinien napisać?

To pytanie, które sam sobie zadał, wywołało na zmęczonej twarzy delikatny uśmiech. Długopis zaczął żyć własnym życiem, słowo po słowie. Powstały zdania. Powstały akapity. Ręka się zmęczyła, człowiek uśmiechnął się odrobinę szerzej i kartkę również odłożył na bok.

Zrezygnowany skok prosto do łóżka tym razem był zupełnie inny — jakby bardziej energiczny, z poczuciem, że rano człowiek obudzi się i dokończy pisać o tym, czego tak bardzo się bał.

jeremy-bishop-290091.jpg

Był sobie kiedyś człowiek, który słynął z tego, że bardzo poświęcał się wszystkiemu, co robił.

Zwano go pisarzem.


No, to dokończyłam.

A tak na poważnie — to się chyba nazywa manifestem. Nie znam się, ale wiem, że tekstu nie kieruję wyłącznie do pisarzy, bo tak naprawdę chodziło mi o ludzi z pasją, ludzi, którzy wiedzą, że są stworzeni do wielkich rzeczy. Pisarz mi się wpasował w całą tę historię, więc stwierdziłam, że będę się tego trzymać.

Blokada twórcza to pojęcie względne. Nasz „człowiek” to każdy, kto jest święcie przekonany, że jemu to tak po prostu od czasu do czasu zdarza się zablokować. Świat obraca się wówczas o osiemdziesiąt stopni i nie da się nic z tym zrobić.

Bzdura.

Wiem, że napisałam o blokadzie twórczej tekst. Jednak podkreśliłam w nim milion razy, że tu chodzi o zwykły odpoczynek. Twoja kreatywność też musi odpocząć, ale nikt nie powiedział, że tym odpoczynkiem ma być bezczynne leżenie na łóżku, no nie?

Pamiętaj o tym i zamiast się zamartwiać, poodychaj głęboko, posłuchaj dobrej muzyki albo poczytaj książkę. Wypij kawę. Możesz też wziąć przykład z głównego bohatera i opisać to, czego tak bardzo się boisz. Nie będzie już takie straszne, serio.

A potem daj z siebie wszystko, żebyś też słynął z tego, że bardzo poświęcasz się wszystkiemu, co robisz.

Do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s