#MuzykaMiesiąca: sierpień 2017

No dobrze. Przed nami kolejne muzyczne podsumowanie miesiąca i tym razem przyznam się bez bicia, że albumy, które znalazły się w tej szczęśliwej dziesiątce, niekoniecznie są z sierpnia. Przynajmniej niektóre. To znaczy ich większość. Sama wisienka na torcie powstała jeszcze przed moim urodzeniem, ale… Czy to naprawdę ważne? Właśnie. Dlatego zaczynajmy.

 

#10 — Taco Hemingway Szprycer

taco szprycerNigdy nie byłam fanem Taco i mówię to całkowicie szczerze, z ręką na sercu. Wszyscy dobrze wiedzą, że z jakiegoś powodu (cholera wie, co nim jest, być może zwykły gust) bardzo nie przepadam za polską muzyką i raczej jej unikam; niektóre utwory nawet całkiem szerokim łukiem — zwłaszcza te, które do upadłego lecą w radio. Z tym, że Szprycer, ku mojemu zdziwieniu, całkiem mi się spodobał. Wiadomo, że Taco nie zawsze rzuca najmądrzejszymi tekstami na świecie, ale źle też nie jest. A może to po prostu ja się nie znam. Tak czy inaczej, pójście w trap było dobrą decyzją. Zwłaszcza, jeśli chodzi o utwór Tlen, który chyba nawet jest moim faworytem.

 

#09 — Perfume Genius No Shape

perfume genius no shapePerfume Genius to w dużym skrócie mieszanka najróżniejszych rodzajów popu, zwłaszcza tych bardziej niekonwencjonalnych. No Shape jest natomiast czwartym albumem studyjnym artysty i zdecydowanie podkreśla, jak bardzo specyficzna jest jego twórczość. Delikatny głos nie jest ani typowo męski, ani nawet żeński — nie wiadomo właściwie, po której stronie go umieścić. Wszystkie trzynaście utworów, z czego każdy opowiada inną historię i tylko pogłębia muzyczny trans, stanowi naprawdę niezłe tło do pisania. Sprawdziłam. Działa. Polecam.

 

 

#08 — Arcade Fire Everything Now

Everything-NowKanadyjski zespół indierockowy został założony w 2003 roku w Montrealu przez małżeństwo, które do dziś znajduje się w jego składzie — wraz z pięcioma innymi muzykami. Przebili się na rynku muzycznym po wydaniu swojego pierwszego albumu Funeral z 2004. Everything Now jest dokładnie piątym albumem studyjnym, równie specyficznym, co poprzednie. W tym przypadku mam również więcej niż tylko jednego faworyta, bo poza utworem, który został zatytułowany tak samo, jak album, moje serce zaskarbiła sobie również piosenka Chemistry. Głównie dlatego, że z jakiegoś powodu wywołuje uśmiech na mojej twarzy, ale… Chyba o to chodzi, no nie?

 

#07 — Beirut No No No

no no noBeirut okazał się być jednym z tych zespołów, o którym dotychczas nie miałam najmniejszego pojęcia, a w których przypadkach bez bicia i z ręką na sercu przyznaję się, że żałuję, iż odkryłam je tak późno. Zespół, założony w 2006 roku, gra głównie muzykę folkową oraz indierockową. Obecnie tworzy go sześciu członków, zaś No No No jest czwartym z kolei albumem studyjnym. Ciekawostka — wszystkie dziewięć utworów samodzielnie napisał twórca Beirut, Zach Condon. Moim faworytem natomiast bez dwóch zdań jest Gibraltar, pewnie głównie z powodu afrykańsko brzmiących bębnów i ogólnego pozytywnego brzmienia. Bardzo osobliwy album. Polecam za pierwszym razem słuchać w miarę możliwości w skupieniu.

 

#06 — Pham Movements

movementsByłam dość zdziwiona, kiedy dowiedziałam się, że Pham, a właściwie Dawid Pham Ngoc to tak naprawdę polski producent muzyczny, zaś samo jego pochodzenie jest wietnamsko—polskie. Swoją karierę rozpoczął trzy lata temu, dziś jest znanym na całym świecie artystą, który rzeczywiście posiada ogromny potencjał. I choć Movements oficjalnie wcale nie jest żadnym albumem (bo klasyczną EP—ką), tak zwyczajnie nie mogłam się powstrzymać, by Tobie tego nie podrzucić. Bardzo interesujące połączenie trapu, hip—hopu i muzyki elektronicznej. Trompki to genialny utwór. Definitywnie mój ulubiony.

 

#05 — MISSIO Loner

lonerAmerykańskie duo tworzące głównie muzykę elektroniczną z elementami synth popu. Przeze mnie odkryte dopiero niedawno, czego również żałuję, ale… Z drugiej strony lepiej późno niż później, prawda? Powstał w 2014 roku, w Teksasie, obecnie składa się z dwójki artystów, którzy zdecydowanie należą do grupy bardziej specyficznych twórców. Moje serce skradł utwór Everybody Gets High, bo choć ma oczywiście pazur, to wystarczy się tylko przysłuchać, żeby zrozumieć, jak smutne jest przesłanie. A ja lubię takie niekonwencjonalne rozwiązania. Dlatego Tobie polecam.

 

 

#04 — Son Lux Bones

bonesJeden z moich ulubionych zespołów, jeśli chodzi o współczesną muzykę. Ubóstwiam całym serduszkiem. Ich oryginalność wykracza poza wszelkie granice, teksty utworów są głębokie i niejednokrotnie potrafią mnie zachwycić. Bones to najmłodszy album studyjny, wydany dwa lata temu — składa się z jedenastu utworów, które opowiadają poruszające historie dotykające spraw dość trudnych i emocjonalnych. Kompozycja zamknięta to też bardzo sprytny zabieg ze strony twórców — Bones rozpoczyna się utworem Breathe In, kończy zaś Breathe Out, przez co cała reszta utworów pomiędzy sprawia wrażenie, jakby była opowiadana na jednym tchu. Arcydzieło.

 

#03 — Jacob Banks The Paradox

paradoxJestem w stanie stwierdzić, że to odkrycie tego roku. Jeśli nie dziesięciolecia. Moje odkrycie, ma się rozumieć. Tego pana wprawdzie nie znałam wcześniej, ale kiedy usłyszałam go po raz pierwszy, to o mały włos nie spadłam z krzesła. Poważnie; za mocno się odchyliłam z tego całego szoku, jaki mnie wówczas ogarnął. Bo tak się składa, że to piekielnie dobry głos. I równie genialne utwory. W tym przypadku mój faworyt to bez dwóch zdań Monster.

 

 

 

#02 — Jacob Banks The Monologue

monologueJa z tym piekielnie dobrym głosem i genialnymi utworami to tak totalnie na poważnie, żeby nie było. Wprawdzie oba albumy nie są tak naprawdę albumami, tylko EP—kami, ale… Pal licho. To jest po prostu za dobre, żeby tego nie polecić. Zdążyłam to już chyba rozesłać wszystkim znajomym, a wisienkę na torcie, czyli Was, zostawiłam na koniec. Z The Monologue szczególnie polecam Dear Simone. Przepiękny, spokojny, bardzo melodyjny utwór. Coś wspaniałego. Ugh. To jest temat na osobny artykuł.

 

 

 

#01 — Radiohead OK Computer

ok computerRadiohead to chyba moje najmniej spodziewane i jednocześnie największe katharsis, z jakim przyszło mi się mierzyć w ciągu ostatnich kilku lat. Ich twórczość to nie tylko uczta dla uszu, ale również dla ducha, jak i umysłu. Niektóre piosenki ranią, inne zaś w dziwaczny sposób podnoszą na duchu, większość uspokaja, nieliczne doprowadzają do emocjonalnego szaleństwa… OK Computer (a już szczególnie fenomenalne Paranoid Android) z jakiegoś powodu przypomina mi ucieczkę w bardzo uciążliwym piasku przed tym, czego najbardziej się boję. Wiem, brzmi poetycko, ale muszę przyznać, że coś w tym jednak jest. Jak nie wierzysz, możesz się przekonać na własne uszy. Nawet Ci powiem, że nalegam.

 


 

To już! Przedarliśmy się przez dziesiątkę świetnych, interesujących albumów i mam szczerą nadzieję, że przynajmniej trzy przypadną Ci do gustu. Co nie zmienia faktu, że być może przypadną wszystkie. Tak czy inaczej, dzięki, że poświęciłeś czas na przeczytanie tego tekstu. Doceniam to, moje serduszko się raduje, a ja lecę pisać kolejny artykuł z szerokim uśmiechem na twarzy. Najpewniej w towarzystwie którejś z tych dziesięciu perełek powyżej.

No i standardowo podsyłam Ci playlistę ze wszystkimi albumami, miłego słuchania!

Do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

Jedna myśl na temat “#MuzykaMiesiąca: sierpień 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s