Kiedy najlepiej popełnić samobójstwo?

Ten tekst nie jest dla każdego. Pewne informacje na temat samobójstw, na które przypadkiem trafiłam ostatnio w internecie, spowodowały, iż postanowiłam napisać, co o tym myślę. A myślę całkiem sporo — moja empatia nie pozwoliła mi przejść obok tego tematu całkowicie obojętnie. Chciałabym powiedzieć, że to nie jest historia oparta na faktach, ale jestem nawet bardziej, niż pewna, że na świecie bez problemu znalazłby się ktoś (ba, nawet paręset ktosiów), kto utożsamiłby się z głównym bohaterem w dwustu procentach. Czytaj powoli i spokojnie.
Celem tego tekstu jest otworzenie oczu tym, którzy uparcie je zamykają.

facebook-512

facebook-512Jego wyobraźnia jak zwykle płatała mu radośnie figle. Czuł się bardzo dziwnie i widział zbyt wiele rzeczy naraz.

Zrobił krok w przód.

Widział swoją siostrę, która beztrosko bawiła się w ogródku, brudząc swoje ubranie w piaskownicy. Uśmiechała się od ucha do ucha, ani trochę nie przejmując tym, jak bardzo niechlujnie wyglądała. Lubił patrzeć na nią i przypominać sobie własne dzieciństwo. To był jedyny okres, kiedy nawet największe problemy były tak bardzo odległe, że nie musiał się nimi w ogóle przejmować.

Widział ojca, budującego z lekkim grymasem zmęczenia na twarzy wspomnianą piaskownicę. Twarz, choć pokryta licznymi zmarszczkami, nadal potrafiła rozjaśnić się na widok mamy. Ją też widział. Właśnie wychylała głowę zza balustrady na balkonie, wołając swojego męża. Twierdziła, że potrzebuje pomocy w kuchni. Mężczyzna porzucił szybko narzędzia i zniknął z ogródka, przekraczając próg wejścia na tarasie.

Tak naprawdę nigdy nie chodziło o pomoc w kuchni.

Teraz widział ich mieszkanie. Wprawdzie nie było ani bogato wystrojone, ani nawet schludne, ale nadal idealnie odzwierciedlało zamieszkującą je rodzinę — było w nim jakieś ukryte piękno. Cała czwórka, składająca się z roztrzepanej matki, łagodnego ojca, beztroskiej siostry oraz spokojnego chłopca, który czuł się bardzo dziwnie i widział zbyt wiele rzeczy naraz.

Był jeszcze pies.

Nijaki, najzwyklejszy mieszaniec, który nie do końca miał równo pod sufitem, a którego i tak wszyscy kochali do granic wszelkich możliwości. Chłopiec doskonale pamiętał tamten wieczór, podczas którego razem z resztą rodziny urządzili sobie idiotyczną debatę, by wybrać imię dla nowego członka. A z racji tego, że i tak nie mogli się na żadne jednogłośnie zdecydować, podjęli decyzję, że zostanie po prostu Psem.

Potem pies zniknął z zasięgu chłopięcego wzroku. Zniknął również ojciec budujący piaskownicę, zniknęła matka wychylająca się zza balkonowej balustrady, zniknęła nawet beztrosko bawiąca się siostra. Nadal miał jednak wrażenie, że widział zbyt wiele rzeczy naraz, podczas gdy nie widział przecież niczego.

Został sam.

W ich domu nie rozmawiało się o rzeczach, które uchodziły powszechnie za tematy tabu. Jakoś tak nikt nigdy nie znalazł wystarczająco dużo odwagi, by przekroczyć tę granicę. Która zresztą została ustanowiona całkowicie przypadkowo, przez pomyłkę. Bo to nie miało tak wyglądać.

Widział swoje upadki. Na samym początku wydawały mu się niewielkie, nieznaczące, niemające żadnego wpływu na to, jak będzie później. Bo co mogło się stać od zwykłego niezdania przedmiotu? Powtórka roku. Nic więcej. No, może jeszcze częste reprymendy od rodziców, którym wydawało się, że to był koniec świata.

Nie był. Nie dla niego.

Widział nawet tamtą dziewczynę, którą pewnego dnia odważył się zaprosić na randkę. Wtedy po raz pierwszy w życiu poznał smak zawodu. Po raz pierwszy w życiu druga osoba parsknęła mu prosto w twarz pogardliwym śmiechem, co było jak mocny, orzeźwiający policzek, którzy przywołał go na ziemię.

No tak. Nikt przecież nie mówił, że będzie łatwo.

Widział również swoje wzloty, które były znacznie rzadsze. Miały krótkotrwały efekt, ale przynajmniej potrafił je dostrzec. Zapominał jednak jakkolwiek je doceniać, więc ostatecznie niewiele było z tego wszystkiego pożytku. Jego wzloty równie dobrze mogłyby po prostu nie istnieć.

Znów zobaczył siostrę — w tej samej piaskownicy, z tymi samymi zabawkami rozrzuconymi niedbale dookoła, w tej samej brudnej sukience. Zobaczył też siebie — wolnym krokiem zbliżał się do dziewczynki, by na koniec spytać, czy może się dołączyć i z nią pobawić. Chciał być dobrym bratem. Mała uniosła główkę, zmarszczyła brwi, po czym otworzyła usta, by wypowiedzieć tylko jedno słowo.

Nie.

Zrezygnowany, wycofał się z powrotem do mieszkania. W salonie natomiast zastał rodziców, przytulonych do siebie na kanapie. Byli uśmiechnięci, wpatrywali się z ogromną uwagą w ekran telewizora, który wydawał z siebie bliżej nieokreślone dźwięki, bo jakiś pan akurat spadł z drzewa, ścinając je w bardzo idiotyczny sposób. Pamiętał ten program. Wyjątkowo go nie lubił.

Mimo to zapytał, czy może usiąść obok rodziców i obejrzeć go razem z nimi.

Nie.

Później znów wyrosła przed nim spod ziemi tamta dziewczyna. Dokładnie pamiętał, jak nerwowym głosem zapytał, czy pójdzie z nim na randkę.

Nie.

Pamiętał też swojego nauczyciela od matematyki, który wezwał go do siebie po lekcji. Chłopiec ledwie zdołał wykrztusić z siebie jakiekolwiek powitanie, kiedy mężczyzna od razu przeszedł do rzeczy.

Nie uczysz się, nie uważasz na moich lekcjach, niczego nie notujesz, nie przychodzisz na sprawdziany. Jesteś najgorszym uczniem z całej klasy.

Kiedy wychodził z klasy, miał wrażenie, że za plecami usłyszał coś jeszcze.

Jesteś beznadziejny.

Pamiętał, że w domu czekała na niego wówczas rozwścieczona matka z ojcem. Dowiedzieli się mniej więcej w tym samym momencie, wchodząc na elektroniczny dziennik, by rutynowo skontrolować wyniki swojego syna. Przywitali go głośnym trzaśnięciem w stół, na którym leżał wydruk ocen z matematyki. Pamiętał tylko jedno słowo z ich dwugodzinnego wykładu.

Żałosne.

 

Zamknął oczy. Gwałtownie wciągnął do płuc świeże powietrze. Otworzył je z powrotem, w oddali znów ujrzał rodziców. Tym razem jednak nic nie mówili. Byli tak niewyraźni, że miał wrażenie, jakby zaraz mieli rozpłynąć się w powietrzu. Po policzku mamy spływała łza. Chłopiec uśmiechnął się delikatnie, po czym pomachał do niej. Bardzo chciał podejść bliżej. Tak, jak wtedy w salonie, chciał usiąść obok nich na kanapie.

Gdzieś pod koniec drogi pożałował, że wybrał takie rozwiązanie.

W końcu z piątego piętra spada się wystarczająco długo, by powspominać.

2560x1440-white-solid-color-background

4 myśli na temat “Kiedy najlepiej popełnić samobójstwo?

  1. Mocne i na swój sposób piękne. Temat o tyle ciężki, że nie siedzimy w głowach innych ludzi i często coś, co nam by momentalnie spłynęło po kręgosłupie, okazuje się być dla nich wyrwaniem serca. Czy to nasza wina? Wątpię. Rodzice może i powrzeszczeli na Twojego wymyślonego gościa, ale stawiam że nie robili tego z myślą, żeby go zgnoić. Jasne, że mogli to rozwiązać inaczej, ale pewnie nie potrafili, nie pomyśleli. Wielu facetów (w tym ja) zostało kiedyś w ten sposób olanych, i większość (w tym ja), doszło ostatecznie do wniosku, że opinia czy reakcja tej osoby nie jest zbyt wartościowa, a na pewno jest zbyt zależna od jej aktualnego widzimisię albo samopoczucia – bo w końcu stwarzają nas nasze myśli i działania, niczyje inne, czy nie? Sam w pewnym momencie życia byłem w naprawdę gównianym miejscu, z którego teoretycznie nie ma lepszego wyjścia, niż umieranie. Było. Dźwignąłem się. Miałem trochę farta – ale nie więcej niż tyle ile ma każdy człowiek – pozwoliłem, żeby inni mi pomogli i przede wszystkim zapracowałem na to, żeby się podnieść. Często też jest tak, że w ogóle nie spodziewamy się, że ktoś mógłby się targnąć na swoje życie, bo może ma kiepsko, ale aż tak żeby się zabić? Albo jeszcze gorzej – wcale tego nie okazuje i po prostu wracając nocą do domu, z najwyższą możliwą prędkością skręca i wjeżdża w drzewo. I już go nie ma. Tym samym, nie traktowałbym samobójstwa jako winy otoczenia, nie stawiałbym nikomu zarzutów związanych ani z działaniami, ani z nieuważnością – ale raczej jako tragedię, będącą ostatnim ogniwem w ciągu przyczynowo-skutkowym serii niefortunnych zdarzeń. No, się rozpisałem. Ale tekst wartościowy i problem godny uwagi. Dzięki za niego, au revoir !

    Polubione przez 1 osoba

    1. Gdzieś z tyłu głowy zawsze mam zasłyszane niegdyś zupełnie przypadkowo twierdzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dlatego niektórych ludzi, którzy postanawiają się po prostu poddać, zupełnie nie rozumiem, ale nie krytykuję. Bo nigdy nie wiemy, co siedzi w ich głowach. Tak, jak powiedziałeś — tworzą nas nasze myśli i działania. Cieszy mnie niezmiernie, że dźwignąłeś się z dna, bardzo miło mi to słyszeć. ❤️ Rozumiem też Twój sposób myślenia, bo jest w tym sporo prawdy. Teraz widzę, że trochę przedstawiłam samobójstwo jako właśnie winę głównie otoczenia, a nie do końca o to mi chodziło.. Cóż, zdarza się. Dzięki za komentarz, doceniam! 😘

      Polubienie

  2. Poruszający tekst, pięknie napisany. Kiedyś, jako dziecko, znałam takiego chłopca. Zakończenie było podobne do tego w Twoim opowiadaniu. Chłopiec żył jeszcze chwilę po tym, gdy uderzył o bruk. W trakcie lotu zmienił zdanie, lecz było już za późno. Przed śmiercią powiedział swojej matce, że nie chce umierać. W obliczu tego co ostateczne blakną wszelkie problemy i niedogodności. Często młodzi ludzie decydują się na taki krok … bo nie widzą wyjścia ze swojej sytuacji. Świadomość, że żadne wyjście nie jest potrzebne i że życie może toczyć się dalej, przychodzi czasem … za późno. Oby jak najmniej takich sytuacji i jak najwięcej świadomych dorosłych, którzy potrafią dostrzec co dzieje się z ich dzieckiem. Choć wiadomo nie nie wszystko da się przewidzieć, nie zawsze można zapobiec tragedii, nawet przy najlepszych chęciach.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To właśnie chciałam przekazać tym tekstem. Cieszy mnie, że tak to odebrałaś. I przykro mi z powodu tego chłopca. Takich przypadków jest dużo — za dużo. Też mam nadzieję, że kiedyś będzie ich znacznie mniej. Dziękuję, że poświęciłaś swój czas na napisanie komentarza. ❤️

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s