#MuzykaMiesiąca: wrzesień 2017

Za nami kolejny miesiąc i tym razem całkiem świeżych albumów jest nawet więcej, niż dwa! Wprawdzie jeden pochodzi za to z 1965 roku, ale… Muzyka to muzyka, tak? Zwłaszcza, kiedy jest dobra. A ta jest dobra. Jakżeby inaczej.

Przyjacielskie przypomnienie — całą resztę postów z serii #MuzykaMiesiąca znajdziecie pod tym linkiem, czyli w zakładce „projekty”. Nie jest może tego jakoś wybitnie dużo, ale wiecie, czas leci w swoim tempie, lista z każdym miesiącem wydłuża się o jedną pozycję, a ja dzielnie wybieram albumy, co jest dla mnie cholernie trudne, no bo jak wybrać ich tylko dziesięć? Serio, myślałam, że będzie łatwiej. Ale nie mam na co narzekać, jest w czym wybierać, a w tym miesiącu trafiły się naprawdę świetne perełki.

facebook-512

#10 Lescop Echo

lescop echoTo dla mnie zupełnie nowe, dość zresztą niespodziewane odkrycie. W tym momencie cieszę się, że jednak coś tam z tego francuskiego umiem, bo ten pan jest tylko we francuskiej Wikipedii. Urodził się we Francji (nie spodziewaliście się, wiem) i niegdyś występował w grupie Asyl jako główny wokalista.

Wydał dwa albumy studyjne, z czego Echo podoba mi się bardziej, dlatego tutaj jest, duh. Muzyka jest trochę jakby postpunkowa, dużo całkiem niezłych bębnów, no i ten jego głos, powielony z dodatkiem echa — wszystko razem brzmi naprawdę ciekawie. Mnie urzekło, co tu więcej mówić.

#09 Superfruit Future Friends

superfruit future friendsByć może niektórzy z Was zmrużyli w tym momencie oczy i pomyśleli sobie: EJ TO CI Z PENTATONIX. To prawda. To ci z Pentatonix, którzy tworzą również duet i powiem szczerze, że uwielbiam ich całym swoim sercem w takim składzie. Future Friends to ich pierwszy oficjalny album studyjny, na który świat czekał naprawdę długo.

Podzielony na dwie części, w całości ukazał się dopiero 15 września tego roku, więc jest całkiem świeży. I zajebisty, cholera. Mitch jak zwykle rozwala system swoim głosem. Scott też, ale tego pierwszego darzę szczególną sympatią. Tak jakoś wyszło.

#08 Nekfeu Cyborg

nekfeu cyborg

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę słuchać francuskiego rapu i mi się spodoba, roześmiałabym się temu komuś w twarz. Poważnie.

Tyle że to się właśnie stało — zaczęłam słuchać francuskiego rapu i naprawdę  mi się spodobało. Przepadłam.

Nekfeu nie ma może najoryginalniejszego głosu pod słońcem, ale na pewno coś w tym jego rapowaniu musi być, skoro płytę przesłuchałam w całości, w dodatku więcej, niż jeden raz. Normalnie jakieś cuda na kiju, przecież ja podobno rapu nie słucham!

#07 Rae Sremmurd SremmLife 2

rae sremmurd sremmlife 2Ja rapu nie słucham? Serio tak powiedziałam? Bo wiesz, ten album to też jest rap. Taka niespodzianka. Rae Sremmurd wszyscy znają (no, przynajmniej większość kojarzy chociaż z nazwy), nie wszyscy kochają, bo niektórzy pewnie nienawidzą, ale…

Mnie tych dwóch młodych jednak zaciekawiło. Najpierw swoją pierwszą płytą (i pieprzonym Come Get Her, które wleciało mi tak bardzo, że leciało przez parę godzin. Zapętlone.), a potem drugą, jak już się do niej dobrałam. No i polecam. Start Like A Party wymiata. Nie pytajcie, dlaczego. Może przez bit, a może przez te dzikie darcie ryja? Nie wiem, ale wymiata, amen.

#06 Feu! Chatterton Ici le Jour (a tout enseveli)

feu chatteronNo i znowu ten francuski. Można powiedzieć, że wrzesień to w moim przypadku jakiś miesiąc zmian, bo nagle francuski, a potem jeszcze rap. Chociaż temu panu do rapera raczej daleko. Rockowy band, który szanowany jest przede wszystkim za jakość tekstów piosenek. I chociaż nie wszystko rozumiem, to muszę przyznać, że z tego, co zdołałam rozszyfrować, jest naprawdę nieźle.

No i ten głos. Głos, jakich mało, bo tak bardzo oryginalny. Głęboki, lekko zachrypnięty. A do tego wszystkiego umiejący bardzo dobrze krzyczeć. Miód dla uszu.

#05 Nina Simone I Put A Spell On You

nina simone i put a spell on youTeraz już wiecie, o jaki album z 1965 roku mi chodziło. Dlatego mogłabym tutaj właściwie niczego nie pisać, tylko rzucić prostym „idźcie i słuchajcie tego wszyscy” czy coś w tym stylu, ale głupio mi zostawić puste miejsce. No i nie byłabym sobą, gdybym nie pozachwycała się Niną chociaż troszkę.

Legenda jazzu mocno mieszanego z subtelnym bluesem, a to wszystko ładnie komponowało się z soulem. Przepiękny, silny, barwny, perfekcyjny głos. Umiejętności powyżej przeciętnej to byłoby niedopowiedzenie. Mistrzostwo na najwyższym z możliwych poziomów mistrzostwa. Idźcie i słuchajcie tego wszyscy.

#04 Radiohead OK Computer

radiohead ok computerJa wiem, że Radiohead już było, że przynudzam, ale… To naprawdę jest piękna muzyka, okay? Paranoid Android za każdym razem sprawia, że mam ciary, a moje serce dosłownie samo się kraja. Falset Thoma Yorke z jakiegoś powodu kojarzy mi się równocześnie ze zbitym psem i człowiekiem, który ma ochotę wszystkich pozabijać. A do tego wszystkiego jest ta ikoniczna gitara i elektroniczne smaczki udziwniające całe przedstawienie.

Tego się nie da włożyć do jednej szuflady. Zwłaszcza po odsłuchaniu Fitter Happier (temu utworowi i tak poświęcę osobny tekst). Lepiej nie rób tego w nocy. Poważnie mówię.

#03 Ian Chang Spiritual Leader

ian chang spiritual leaderJeżeli słuchacie Son Lux to powinniście kojarzyć tego pana, ponieważ zawsze siedzi przy bębnach.

A teraz wreszcie wydał swój album!

Wprawdzie nie jest to muzyka śpiewana, bo elektroniczna i dziwna tak bardzo, że aż za bardzo, ale… Warto dać mu szansę. Facet ma ogromny potencjał, jest genialnym perkusistą. Wiem, co mówię, wystarczy popatrzeć na występy Son Lux. W przypadku Spiritual Leader natomiast wyraźnie słuchać, że wie, co robi, zna się na tym oraz, co chyba najważniejsze — że kocha to, co robi.

#02 Benjamin Clementine I Tell A Fly

benjamin clementine i tell a flyTeż świeżynka, która wyszła 15 września i która, jak się tego spodziewałam, w ogóle mnie nie zawiodła. Benjamin Clementine sprawił, że zakochałam się w jego muzyce bez pamięci już po pierwszym odsłuchaniu At Least For Now. Teraz tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to aspirujący i piekielnie utalentowany muzyk.

Oryginalność w przypadku tego albumu przekracza wszelkie granice przyzwoitości, ale przyznam szczerze, że w bardzo dobrym tego słowa znaczeniu. Awangarda jak się patrzy. A specyficzny wokal w God Save The Jungle? Mam wrażenie, że moje uszy czekały na to całe swoje życie.

#01 Macklemore GEMINI

macklemore geminiWszystko fajnie, ale chyba każdy się ze mną zgodzi, że Macklemore definitywnie rozwalił ten miesiąc. 22 września wszyscy zostaliśmy pobłogosławieni genialną płytą GEMINI, a ja zdążyłam już parę razy wkurzyć rodziców podkręcaniem głośności przy Ain’t Gonna Die Tonight i darciem ryja na refrenie.

16 utworów. Ja nadal twierdzę, że mogłoby być więcej, bo to chyba była naprawdę dobra passa. Każdy świetny. No i te duety!

Z całego serca polecam zatrzymać się na Marmalade i posłuchać co najmniej trzy razy. Ja wyglądam wtedy mniej więcej tak.

facebook-512

No i proszę, już koniec! Przyznam szczerze, że jestem zadowolona z tego miesiąca pod względem nowej muzyki. Standardowo, udostępniam playlistę ze wszystkimi albumami na Spotify: klikaj śmiało. Miłego słuchania!

Do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s