The Airplane Project

W poniedziałek pojawiło się w internecie coś, co z niezrozumiałych dla mnie powodów wstrząsnęło mną do granic wszelkich możliwości. Być może jest to kwestia tego, że miałam wówczas trochę gorszy humor, podcięte skrzydła i szukałam czegokolwiek, co pomogłoby mi znaleźć się w lepszej sytuacji. Być może jest to kwestia wydźwięku, który jest zupełnie inny, niż zazwyczaj. A być może to po prostu kwestia przekazu.

Przekaz jest mocny, jak podwójne espresso i ostry, jak porządna brzytwa. Chociaż te porównania i tak nie oddają tego, jak jest w rzeczywistości.

Poznajcie The Airplane Project.

Wiem, że o Gary’m mówiłam już naprawdę sporo. Wiem, że na pewno się powtarzam, że być może nawet przesadzam, ale co można lepszego powiedzieć w momencie, w którym ten sam człowiek od długiego czasu niezmiennie zaskakuje i obdarowuje świat mądrościami, które naprawdę mają jakiś sens? Wprawdzie nie uważam Gary’ego za żadnego guru, ale jestem zdania, że to niezwykle inteligentny człowiek, od którego można się sporo dobrych rzeczy nauczyć.

Zresztą, dowiódł tego po raz kolejny. A ja już dawno przestałam liczyć.

Twitter eksplodował, kiedy #TheAirplaneProject pojawił się w internetowym eterze. Ludzie bardzo szybko zaczęli na niego odpowiadać, zachwycać się kolejnymi częściami, a Gary starał się jakkolwiek nad tym chaosem nadążyć, od czasu do czasu retweetując to i owo. W którymś momencie dostałam powiadomienie, że zrobił to z moim tweetem.

Screen Shot 2017-12-13 at 17.05.10Screen Shot 2017-12-11 at 16.33.28

Swoją drogą, wpadnij na mojego Twittera. Fajnie jest. O tutaj.

Tweet rozbawił wielu ludzi, generalnie zrobiło się bardzo miło, ale to, co w nim napisałam, nie do końca ma bawić. Ci wszyscy ludzie, którzy lecieli wówczas z Vaynerchukiem samolotem, uznali go pewnie za wariata. No, chyba że spali. I w tym też jest haczyk. Samolot, lecący ze Szwecji do Nowego Yorku (chyba, nie pamiętam, czy nie było odwrotnie), dryfował się w powietrzu całe dziewięć godzin. Gary te godziny wykorzystał, wykonał projekt. Zrobił coś zupełnie nowego, innowacyjnego, coś, co wzbudziło emocje i zmotywowało setki tysięcy ludzi na świecie do działania. A inni pasażerowie (bo jacyś na pewno) po prostu wtedy spali. Rozumiesz aluzję, prawda?

Projekt składa się z dwunastu części. Niektóre nie trwają nawet minuty, inne trochę ponad pięć. Każda ma motyw przewodni, mocną puentę i ogrom emocji, nad którymi Gary wyjątkowo nie mógł chyba zapanować.

Ja jestem tu tylko po to, żeby przekazać Ci to, co mówi Gary w ojczystym języku, być może pomóc zrozumieć albo po prostu uświadomić, że coś takiego w ogóle istnieje i możesz przez to przebrnąć sam. Bez mojej ingerencji. Ale możesz też czytać dalej.

facebook-512

Everybody’s got something. Everybody.

Wydaje się oczywiste. Każdy z nas — każdy, kto czyta te słowa i każdy, kto ogląda lub już obejrzał powyższy film, dosłownie każdy — ma jakiś problem. To może być cokolwiek. To może być rozlana kawa czy stłuczona szklanka, albo choroba czy śmierć bliskiej osoby. Cokolwiek, niezależenie od tego, jak duże lub małe. I to coś zawsze będzie ciągnąć w dół, powstrzymywać od dalszego działania. Będzie zasmucać. Ale przedewszyskim będzie boleć. Naszym zadaniem jest o tym fakcie pamiętać — o tym, że każdy ma jakiś problem. Włącznie z nami samymi. Taka świadomość nie tylko ułatwi życie pod tym względem, że przestaniemy się przejmować innymi, ale być może zaczniemy też bardziej dbać o siebie. Jasne, że do wielkich rzeczy trzeba samodyscypliny. Tylko po co się tak katować, no nie? Pamiętaj, że jesteś jedyną osobą, z którą będziesz mieć do czynienia do samego końca. Stąd też bierze się pogląd Gary’ego na kwestię oceniania innych. Okej, ta pani w sklepie była dla Ciebie niemiła. Niefajnie. A co, jeżeli rano dowiedziała się, że jej mama wylądowała w szpitalu? Nigdy tego nie wiesz i nigdy nie będziesz wiedział, jak wygląda rzeczywistość tego, z którym rozmawiasz. Nie warto marnować energii na żarliwe ocenianie wszystkich dookoła — znacznie lepiej spożytkować ją na ocenę samego siebie. Brzmi logicznie.

facebook-512

Stop judging.

Też proste, no nie? Nie oceniaj. Oto cała tajemnica. Tyle się o tym mówi, a mimo to wszyscy wciąż notorycznie o tym zapominamy. Fundamentalnym elementem jakiegokolwiek sukcesu jest praca nad sobą. Nie nad innymi. Oceniając innych, człowiek stoi w miejscu, bo traci czas na coś, co w żaden sposób mu się w życiu nie przyda. Bo serio, zastanów się teraz na spokojnie — co Ci da ocenianie innych? Jasne, możesz sobie poprawić tym humor. Albo zwiększyć poczucie własnej wartości. A z drugiej strony, kim wówczas będziesz? Pamiętasz tego gościa, który znęcał się nad Tobą w podstawówce, bo byłeś od niego niższy? To będziesz właśnie takim gościem. Dobrze wiem, że nie chcesz nim być. Ty też to wiesz, może nawet lepiej. Dlatego proszę, z całego serca proszę, abyśmy wspólnie postarali się od dzisiaj znacznie rzadziej (bo nie zamierzam pieprzyć farmazonów, że wcale tego nie robimy) oceniać innych. Trochę częściej za to patrzeć na siebie i wyciągać wnioski. To może nam wyjść tylko na dobre.

facebook-512

Understand the balance of confidence and humility.

Tu nie chodzi tylko o to, żeby być pewnym siebie i pełnym pokory jednocześnie. Jasne, że to postawi nas w znacznie lepszym świetle, ale… W którymś momencie Gary wspomniał o świecie biznesu. O tym, że najchętniej zrównałby wszystkich swoich przeciwników w branży z ziemią, ale równocześnie życzy im wszystkiego, co najlepsze. Tu chodzi o różnicę pomiędzy tym, jaki jest na scenie, a jaki jest wtedy, kiedy z tej sceny schodzi. To jest trochę tak, jak z przyznawaniem się do błędów — to ogromna zaleta, ale z drugiej strony wypadałoby jednak wierzyć w siebie. Albo jak ze sportowcami, którzy na zawodach są zupełnie inni, niż paręnaście godzin później, kiedy wchodzą do swojego domu albo umawiają się z kumplami na piwo. Albo jak z psychologią, która, chcąc czy nie, istnieje w tym samym świecie, co fizyka czy logika. Człowiek nie przekreśla ani jednego, ani drugiego, tylko godzi je ze sobą i próbuje zrozumieć świat z obu perspektyw.

facebook-512

You have to give.

Dla Gary’ego to jest oczywiste. Dla mnie nie zawsze było. Dawać i nie oczekiwać niczego w zamian. Brzmi łatwo, a wydaje się, że jest trudne, jak cholera. W rzeczywistości nie do końca. Zastanów się chwilę. Gary nie jest jedynym przykładem, ale teraz będzie najbardziej adekwatnym — spójrz na jego kanał na YouTubie, przeskroluj trochę w dół. Wątpię, czy chciałoby Ci się liczyć, ile filmów już opublikował. I wiesz co? To wszystko masz w zasięgu ręki, prosto od niego. Nie musisz mu nic dawać w zamian, czyż nie?

facebook-512

Ała. Ała. Moje serce. Ała. Płaczący Gary to widok, który świat ujrzał chyba tylko raz przez całe swoje istnienie. No, teraz już drugi. Tak czy siak, to się dzieje rzadziej, niż cokolwiek innego. I choć niewiele mam do powiedzenia na temat tej części z racji tego, że jest skierowana do rodziców, to powiem tylko tyle — jeśli Ty, który to teraz czytasz, jesteś rodzicem, to proszę (bo mogę tylko prosić, nie mam najmniejszego prawa czegokolwiek wymagać albo jakkolwiek kogokolwiek pouczać), postaraj się zrozumieć plany swojego dziecka. W swoim życiu spotkałam się z wieloma rówieśnikami, którzy wylądowali tu, gdzie ja tylko dlatego, że tak chcieli ich rodzice. A to jest coś okropnego. To, jak bardzo są nieszczęśliwi, bo nie mogą chociażby uczyć się na pierdolonego fryzjera czy piekarza, czy robić cokolwiek innego. Chociaż mają do tego pełne prawo.

facebook-512

Reframe your mindset and your heart.

To, że ludzkość sama prowadzi siebie do zagłady, jest oczywiste. O tym codziennie krzyczą wiadomości, to codziennie wytykają palcami nagłówki najróżniejszych gazet. To widzi się na ulicy, w domu, w szkole, w pracy. Wszędzie. Wszędzie — nieważne, czy gdzieś w kącie, żeby nikt nie zauważył, czy na samym środku sceny — kryje się chociaż odrobina nienawiści. Każdy ma inny powód. Każdy ma swoje życie i swoje przekonania, ale po jaką cholerę ciągniemy się wzajemnie w dół? Załóżmy, że idziesz ulicą. Słyszysz, jak ktoś mówi, że źle wyglądasz. Zastanawiałeś się kiedyś, co by było, gdybyś się do tej osoby zwyczajnie uśmiechnął? Inny przykład — parada równości, na której byłam i co nie jest chyba żadną tajemnicą. Tłumy ludzi, szczerzących się do siebie nawzajem, idzie ramię w ramię, śpiewa stare hity pokroju We Are Family. W oknie bloku obok dwóch mężczyzn trzymających wielki transparent „stop pedalstwu” czy innemu lewactwu, a my… Ano, my uśmiechamy się i machamy im z radością, niektórzy nawet życzą wszystkiego najlepszego. Bo po jaką cholerę mamy w nich rzucać mięsem? To nie ma po prostu sensu. Nienawiść nie ma sensu.

facebook-512

Build the biggest thing you can build. But do not tear down other people’s projects.

Jest taki termin w angielskim, jak legacy. Po polsku znaczy spadek lub pozostałości. Czyli coś, co zostanie po każdym sukcesie, każdej porażce, każdej próbie i każdym pomachaniu białą flagą. Wszyscy mamy spore ambicje, bo to logiczne, że chcemy robić niesamowite rzeczy. Wszyscy chcemy być jak najlepsi, jak najszybsi, najmądrzejsi, najsprytniejsi. Pewnie wielu z nas ma ochotę zburzyć wszystkie budynki dookoła, by w ich miejsce postawić swój własny, ale wiesz co? Ten film trochę wyżej mówi o tym, żeby zamiast burzyć to, co budują inni, zbudować gdzieś pomiędzy własną konstrukcję i starać się, by była najwyższa. W ten sposób nikomu nie zniszczysz ani kariery, ani marzeń, ani nie zrujnujesz relacji, a równocześnie możesz przecież spokojnie pracować nad swoim życiem i projektem. Ale przede wszystkim — w ten sposób zachowasz się jak człowiek.

facebook-512

When you understand that nobody owes you anything, you can get really quiet. And then you can start really achieving something.

W twórczości i ogółem wszystkim, co tworzy Gary, jest kilka najważniejszych elementów, które przytacza przy każdej możliwej okazji, starając się wbić ludziom te rzeczy do głowy. Bo owszem, mają sens i są mądre. Jedną z tych rzeczy jest świadomość. Inną jest empatia. Jeszcze inną jest determinacja. A w filmie powyżej mowa o braku oczekiwań. To już było nadmieniane wiele razy — przez pierwsze półtora roku Vaynerchuka nie oglądał nikt. Nikt. Dosłownie nikt. A on i tak codziennie robił to, co chciał. Nie oczekiwał od nikogo uwagi, nie czekał, aż ktoś poświęci czas, żeby obejrzeć jego film o winie. Nie. On po prostu siedział sobie w tym malutkim pomieszczeniu, które sam sobie stworzył i czekał. Czekał, nawet pomimo braku jakichkolwiek rezultatów. Wiesz dlaczego? Bo wiedział, że robi coś dobrego. Czuł to. Bo to się po prostu czuje. Jestem tego żywym przykładem — myślisz, że dlaczego czytasz teraz ten tekst? Bo ja wiem, że to jest dobra rzecz. Że może Ci coś uzmysłowi. Ale nie oczekuję, że dotrwasz do końca, ba, że w ogóle zaczniesz go czytać. A jednak tu jesteś. To jest magia tego, kiedy nie ma się oczekiwań — to piękne uczucie, kiedy ktoś polubi Twój artykuł i okaże się, że zrobiłeś dla niego coś wartościowego. To jest przepiękne uczucie.

facebook-512

At the end of the day it doesn’t matter.

Uciekł Ci autobus. Spóźnisz się na zajęcia. Twój przyjaciel kupił sobie nowy komputer, o którym Ty marzysz od paru lat. Tamta dziewczyna ma chudsze nogi. Ten facet ma lepszy samochód. A tamten kumpel kupił bilet na koncert, na który Ty nie możesz pojechać. Albo rówieśnicy z klasy, którzy zdali, a Ty bardzo mistrzowsko oblałeś. Tamten motorniczy, który nie otworzył Ci drzwi od tramwaju, chociaż stał jeszcze na przystanku. Tamten kierowca, który specjalnie przyśpieszył i wjechał w ogromną kałużę, by wysłać Cię z powrotem do domu po nowe ciuchy. Szef, który mówi, że źle się spisałeś. Chłopak, który Cię rzucił dla innej. Te wszystkie rzeczy — i każda kolejna, która, uwierz mi, czyha na każdym kolejnym kroku, jaki zamierzasz wykonać — na samym końcu i tak nie mają znaczenia. Na samym końcu i tak jesteś tylko Ty, ze swoimi decyzjami, ze swoimi błędami. Ze wszystkim, co zrobiłeś po tym, kiedy każda z takich rzeczy postanowiła stanąć Ci na drodze. Na samym końcu dnia to i tak nie ma żadnego znaczenia, bo rano wszystko zacznie się od nowa, prawda? Owszem. A Ty będziesz mógł to inaczej rozegrać.

facebook-512

Brak szacunku to jedna z najgorszych rzeczy, którymi możesz się popisać. I to popisać tak, że pozostanie po Tobie jedynie niesmak. Brak szacunku to dowód na to, że nie tylko jesteś ograniczony i zamknięty w swojej własnej bańce mydlanej, ale to również fundamentalny czynnik, który tworzy Twój obraz — obraz Ciebie w świecie. Brak szacunku to zwykłe świństwo. Kiedy ktoś mówi mi, że nie lubi mojego stylu pisania, to jasne, że nie padnę mu do stóp i nie zacznę mu dziękować, że mnie oświecił i teraz przestanę pisać. Nie o to chodzi. Ja nadal będę pisać, choćby miałoby mnie skrytykować kolejne sto osób. Ale będę wdzięczna tamtej osobie za to, że potrafiła mi to powiedzieć prosto w oczy. Albo że nie podpisała się jako anonim. Albo że w ogóle wytłumaczyła, o co jej chodzi, zanim wystawiła mi negatywną opinię. Wtedy, chociaż z jej perspektywy mój styl pisania będzie tak samo beznadziejny, mój obraz pozostanie taki sam. I nie będzie żadnego niesmaku.

facebook-512

Ostatnia mądrość dotyczy relacji wdzięczności z poczuciem winy. Wdzięczności głównie za porażki, bo to one w dużej mierze nas budują. Wdzięczności za każdego, który podłożył Ci nogę, żebyś upadł prosto na twarz. A wiesz, co jest w tym najlepsze? Że potem wstałeś, otrzepałeś się, poczułeś wstyd, pozwoliłeś sobie na moment oddechu, po czym ruszyłeś dalej. Bo o to w tym wszystkim chodzi. Jak Kapitan Ameryka może dostawać po mordzie całymi dniami i z radością wstawać tylko po to, żeby znów dostać po mordzie, Ty możesz tym bardziej. Po to, żeby pokazać tym, którzy Cię poniżali, że dzięki temu samodzielnie stworzyli kogoś, kto może przenosić góry.

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s