#MuzykaMiesiąca: marzec 2018

Jeżeli mam być szczera, w marcu za dużo się pod względem muzycznym nie zadziało. Przynajmniej dla mnie. Oznacza to mniej więcej tyle, że nowości tutaj raczej nie ma. Co nie zmienia faktu, że mam do dyspozycji całe Spotify, więc i tak finalnie było mi ciężko wybrać tylko 10 albumów, które zapętlałam przez ten miesiąc… Ale w końcu wybrałam!
facebook-512

#10 Tune-Yards I can feel you creep into my private life

59ee03a6070a7Dobra, jednak jest jakaś nowość, bo ze stycznia tego roku. Tune—Yards to tak naprawdę amerykański projekt muzyczny Merrill Garbus, która —uwaga!— sama nagrywa swoje płyty. Ba, ciekawostka jest też taka, że pierwszy krążek został nagrany w jej domowym studio za pomocą zwykłego dyktafonu. Tak trzeba żyć, cholera. Tytułowy album jest jej czwartym albumem studyjnym i muszę przyznać, że kiedy słuchałam go po raz pierwszy, byłam święcie przekonana, że śpiewa facet. Klimaty są dość oryginalne, a jej twórczość chyba najlepiej definiuje eklektyzm — bo to rzeczywiście jest twórczość, która łączy ze sobą wiele gatunków oraz różnych stylów. I can feel you creep into my private life to jednak przede wszystkim elektronika, indie pop i głównie alternatywne brzmienia. Merrill porusza w utworach tematy takie, jak feminizm, tolerancja rasowa czy wolność.

#09 Grizzly Bear Painted Ruins

paintedruins-1503070663-640x640Painted Ruins to piąty album studyjny amerykańskiego zespołu rockowego Grizzly Bear, który przypomina bardziej indie rocka. Głównie dlatego, że zaczyna się bardzo spokojnym utworem Wasted Acres, sprawiając, że chce się słuchać dalej. I jak już się posłucha, to jest tylko lepiej. Następne utwory są już bardziej rockowe. Dla mnie najlepszą piosenką jest ostatnia pozycja na liście. I najdłuższa. Sky Took Hold ma momenty zarówno bardzo spokojne, jak i nerwowe. Chyba nie muszę zaznaczać, że świetnie komponuje się z całą resztą płyty. Painted Ruins to prawie pięćdziesiąt minut naprawdę dobrej muzyki. Serio, nie bierz pod uwagę faktu, że to przedostatnie miejsce na mojej liście, bo moja lista jest tak naprawdę znacznie dłuższa. Wystarczy rzucić okiem na mój profil na Spotify czy Last.fm — słucham absolutnie wszystkiego i jest tam na pewno więcej, niż dziesięć albumów. Zresztą, nigdy nie byłam dobra w klasyfikowaniu.

#08 Bearcubs Ultraviolet

screen20shot202018-03-0220at2009-46-17

Pana, który tworzy pod nazwą Bearcubs, odkryłam stanowczo zbyt późno. Jak większość artystów, których odkrywam. Bo, podobnie jak wszyscy inni, ma ogromny potencjał i dobry gust muzyczny. Ultraviolet to album, który dostarcza sporej dawki dobrych basów i przyjemnych rytmów. Są to w dużej mierze rytmy całkiem spokojne, do których nie da się choć trochę nie podrygiwać nogą czy głową czy czymkolwiek, czym jeszcze można podrygiwać. Całość dopełniona jest męskim wokalem, który z jednej strony wydaje się najzwyczajniejszym wokalem na świecie, ale z drugiej… Niesamowicie przyjemnie się tego słucha. Po prostu. Chyba o to chodzi, nie?

#07 Nipsey Hussle Victory Lap

171130-nipsey-hussle-victory-lap-album-cover-630x630Wprawdzie w utworze Rap Niggas co drugim słowem naprawdę jest “nigga”, ale wiadomo, że nie należy oceniać książki po okładce. Bo Victory Lap to tak naprawdę bardzo dobry album, pełen pozytywnej i dającej porządnego kopa energii, która sprawia, że człowiek faktycznie ma ochotę się wziąć za siebie. Ja na przykład zdążyłam przesłuchać piosenki Hussle & Motivate już dokładnie dwadzieścia sześć razy (moje Last.fm nie kłamie!) i wielokrotnie już wstawałam przy niej z krzesła, po czym zaczynałam chodzić po pokoju z podekscytowaniem — tak dużym, że parę razy zawędrowałam aż na siłownię. To samo tyczy się utworu Grinding All My Life. Nipsey Hussle to po prostu raper, który doskonale wie, co powiedzieć, żeby zmotywować człowieka. I wie, co to dobre rytmy. I dobry rap. Właśnie tak.

#06 Ben Howard I Forget Where We Were

a56474eb27bb86af96c5bca825939978-628x628x1I Forget Where We Were to drugi album studyjny Bena i na razie nie zapowiada się na to, by artysta w najbliższej (tej trochę dalszej pewnie też) przyszłości wypuścił cokolwiek nowego. Po 2014 roku słuch o nim praktycznie zaginął, przynajmniej jeśli mówić o karierze solowej, bo w 2017 roku muzyk dołączył do grupy muzycznej A Blaze of Feather, która ostatnimi czasy też nie jest szczególnie aktywna. Co nie zmienia faktu, że Ben Howard niewątpliwie ma talent i potrafi wzruszyć muzyką, bo właśnie to robi albumem I Forget Where We Were. Poprzednim zresztą też. Mamy do czynienia z długimi, spokojnymi, bardzo melancholijnymi utworami, które wprowadzają słuchacza w pewnego rodzaju trans, kiedy wydaje się, że problemy chwilowo zniknęły i można skupić się na piciu ciepłej herbaty, po uprzednim owinięciu się ulubionym kocem rzecz jasna. Właśnie taka atmosfera tam panuje. Ben przenosi nas do zupełnie innego świata. Ładnego świata.

#05 Bitamina Plac Zabaw

bitamina_plac_zabaw_okladka_front-580x600

Bitamina to zespół, o którym internet nie wie zbyt wiele. Ale to przede wszystkim bardzo alternatywne brzmienia. To ta znacznie lepsza część polskiej muzyki, dzięki której odzyskuję nadzieję na to, że jeszcze są muzycy, którzy wiedzą, że śpiewanie w kółko o tym samym nigdzie ich nie zaprowadzi. To na pewno nie jest mainstream. Bitamina to definitywnie muzyczna nisza, to dziwne i dziwniejsze kawałki. Plac Zabaw jest szczególnie specyficzny. Utwory są w dużej mierze krótkie. Pewnie dlatego jest ich aż dziewiętnaście, choć to i tak daje jedyne trzydzieści siedem minut słuchania. Z tym, że to słuchanie wywołuje wiele emocji. Główny wokalista potrafi zarówno rapować całkiem mądre rzeczy, jak i śpiewnie opowiadać ciekawe historie. Wszystko jest wzbogacone o krótkie wypowiedzi i dziwne efekty dźwiękowe. A ja naprawdę nie wiem, co o tym wszystkim do końca sądzić.

#04 Logic Bobby Tarantino II

logic-bobby-tarantino-ii-stream-1

Logic to cholernie utalentowany facet. To również świetny raper z równie świetnym głosem. Robi to, co kocha i najzwyczajniej w świecie robi to dobrze. Czego chcieć więcej? Bobby Tarantino II to sequel poprzedniej części, czyli Bobby Tarantino. Album spotkał się z bardzo pozytywnym odzewem, podobnie jak wszystkie poprzednie. Logic, a właściwie Sir Robert Bryson Hall II, pojawił się na rynku muzycznym w 2009 roku i wypuścił swoją pierwszą składankę, jeszcze pod pseudonimem Psychological. Później działał jako Young Sinatra, by finalnie zostać jednak znanym dziś szeroko gościem, który tworzy jako Logic. Bobby Tarantino to album składający się z czternastu utworów, z czego wypromowały go trzy single: 44 More, Overnight oraz Everyday. 44 More zdecydowanie zasługuje na miejsce pierwsze. I nie, nie będę zdradzać, dlaczego. Po prostu posłuchaj.

#03 Russ There’s Really A Wolf

russ_theres_really_a_wolfSłuchanie tego albumu jest jak wchodzenie w dobry rytm pracy. Na początku idzie trochę opornie i w sumie nie wiadomo, czy warto kontynuować, czy nie lepiej po prostu dać sobie spokój, ale po chwili orientujesz się, że zapierdalasz niczym podekscytowany chomik w kuli do biegania i nie ma szans, żebyś teraz przestał. Natomiast w przypadku There’s Really A Wolf jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że skończyć z maksymalnym poziomem głośności w słuchawkach i rytmicznym podrygiwaniem w towarzystwie świetnych basów. Bo Russ to w dużej mierze świetne basy. To też bardzo dobry męski wokal, który potrafi zarówno rapować, jak i ładnie operować falsetem, by na koniec pozamiatać jakimś śpiewnym kawałkiem. Jeżeli chodzi o mój ulubiony utwór z There’s Really A Wolf, to definitywnie Pull The Trigger. Tak. Po prostu tak.

#02 The National Sleep Well Beast

8150868Bardzo mnie ten album boli, bo już na samym początku dostałam utwór o tytule Nobody Else Will Be There i pozostawało mi tylko utwierdzić się w przekonaniu, że to niezwykle smutne, aczkolwiek wzruszające doświadczenie. The National to stosunkowo doświadczona grupa muzyczna, ponieważ istnieje na rynku od 1999 roku. Sleep Well Beast to ich siódmy album studyjny. Dwanaście mocno przygnębiających utworów, z których każdy kolejny wzbudza coraz to nowsze emocje. W moim przypadku najgorzej (i jednocześnie najlepiej) jest podczas Born To Beg. To bardzo spokojny utwór. Wręcz kojący. Ale zarazem jest po prostu boleśnie smutny. Jak cały album. Co nie zmienia faktu, że to niezwykle piękna opowieść, jak sam główny wokalista przyznał, o małżeństwie. O tym, że małżeństwa często się rozpadają, bo są piekielnie trudne. I o tym, że jednocześnie są czymś wspaniałym. Dla mnie równie dobrze może to być zwyczajnie album o życiu, które jest trochę jak małżeństwo. Bywają lepsze i gorsze momenty. Czasem się rozpadnie, innym razem poskłada się do kupy, ale, przede wszystkim, jest trudne. Choć piękne. Ładnie to ujęłam, nie?

#01 XXXTENTATION ?

xxxtentacion-sad-changes-cover

Ten album boli mnie chyba jeszcze bardziej. Na pewno boli mnie równie mocno, co poprzedni. Tylko jeszcze nie wiem, czy w pozytywnym czy negatywnym sensie. Czy może w obu. O XXXTENTATION wiem tyle, że istnieje, jego nazwę pisze się caps lockiem i coś chyba ma za uszami. Niewiele ma to jednak znaczenia, bo interesuje mnie wyłącznie muzyka. A ta jest… Delikatnie mówiąc, dziwna. ? jest jego trzecim albumem studyjnym i, jeżeli mam być szczera, znak zapytania idealnie opisuje tę płytę. Bo zaczyna się od krótkiej przemowy na temat tego, jak album powstawał, co czuje sam autor i co chce swoim dziełem przekazać. Zaznacza, że należy otworzyć swój umysł, zanim zacznie się słuchać tego albumu. Że to zupełnie inne, niż reszta jego twórczości. Potem jest totalna depresja w postaci bardzo spokojnej gitary i monotonicznego głosu mężczyzny. XXXTENTATION umiejętnie wprowadza słuchacza w melancholijny klimat, który utrzymuje się aż do utworu Floor 555. Utrzymany trochę w konwencji singla Look At Me!, wywołuje przede wszystkim zdezorientowanie. Przed chwilą słychać było gościa, który wyraźnie był na skraju załamania nerwowego, a teraz ten sam gość drze się agresywnie do mikrofonu. A potem znowu jest na skraju załamania nerwowego. To naprawdę bardzo dziwny album, który przechodzi ze skrajności w skrajność. Nic jednak nie zmienia faktu, że jest genialny. Słuchając go po raz pierwszy, nie zauważyłam nawet, że się zapętlił. Przy kolejnych razach sama go zapętlałam.
facebook-512

Wow, rozpisałam się. A ty dotrwałeś do końca. Podziwiam!

Oczywiście, w nagrodę (i w podziękowaniu właśnie za fakt, że dotrwałeś) na Spotify czeka już na Ciebie playlista ze wszystkimi albumami, o których mówiłam wyżej. Odsyłam Cię również do mojego wcześniej wspomnianego Last.fm, gdzie możesz dokładnie przejrzeć to, czego słucham i zobaczyć, co akurat leci w moich słuchawkach! A, i przy okazji — dzięki, że tu jesteś.

Trzymaj się i do następnego,

M.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s