Miejsce, o którym nikt nie pamięta

Z jakiegoś powodu kompletnie nie bałam się tam jechać — choć na początku myślałam, że będę wręcz przerażona.

Nie byłam przerażona. Byłam ciekawa.

Po części tego, jakie emocje wywołuje sama obecność w takim miejscu. Tego, czy rozglądanie się dookoła bardzo zaboli. Po części jednak chciałam po prostu wiedzieć, jak to wygląda. Ale, przede wszystkim, chciałam dać stałym bywalcom tego miejsca to, czego najprawdopodobniej nikt nigdy im nie dał. A jeżeli już dał, to później brutalnie to odebrał. Byłam ciekawa, czy jest tam naprawdę tak smutno, jak się wydaje. Czy jest tak ponuro, jak na zdjęciach.

Byłam ciekawa, czy jest aż tak źle.

Jako dziecko, wykreowałam sobie na temat tego miejsca pewną wizję. Bardzo ponurą i negatywną. Byłam przekonana, że to miejsce nie ma w sobie niczego pozytywnego — zupełnie tak, jakby chodziło o medal, którego dwie strony były identyczne i jednocześnie nie oznaczały niczego dobrego. Ba, równie mocno byłam pewna tego, że nic tej wizji w żaden sposób nie odmieni. A gdy któregoś dnia wreszcie odwiedzę to miejsce, tylko się przekonam, że miałam rację.

Więc odwiedziłam to miejsce.

I przekonałam się, że nie mam o nim nawet najmniejszego pojęcia.

Kiedy wyszłam z samochodu, od razu przywitały mnie cztery pary oczu — były radosne, niezwykle podekscytowane i pełne pozytywnej energii, ale widziałam w nich ukryty, być może nie do końca świadomy smutek. Otworzyłam furtkę, przekroczyłam próg ogrodzenia, czując na sobie spojrzenie kolejnych par oczu. Jedna z nich zatrzymała moją uwagę na dłużej, bo nie było w niej ani radości, ani podekscytowania, ani pozytywnej energii. Tam był już tylko smutek. I to nie był taki zwykły smutek. Przypominał bardziej gorycz pomieszaną z rozczarowaniem. Nie sądziłam, że oczy potrafią wyrażać tak złożoną emocję, ale widziałam i rozumiałam ją zbyt dobrze, żeby spłycić to do zwykłego smutku. Zwykły smutek byłby w tym przypadku czymś dobrym, bo ten przypadek był… Wyjątkowo beznadziejny. Jak wiele innych. Praktycznie wszystkie. Poczułam się przygnębiona i przez bardzo krótki moment naprawdę chciałam wrócić do domu. Przez bardzo krótki moment myślałam, że nie dam rady.

A potem odbyłam najdłuższą wędrówkę swojego życia.

Najkrótszym korytarzem, jakim kiedykolwiek szłam.

Pierwszym skojarzeniem, jakie przyszło mi do głowy, był najzwyklejszy w świecie chaos. Chaos dźwięków, z których każdy był zupełnie inny, przekazywał coś innego i błagał w inny sposób o zupełnie inne rzeczy. Chaos, który był niesamowicie przytłaczający — miałam wrażenie, że moje kolana zaraz ugną się pod jego ciężarem. Jakaś część mnie chciała, żeby tak się stało, bo nie musiałabym wtedy iść dalej. Nie chciałam iść dalej. Z każdym krokiem spotykałam nową parę oczu.

Każda patrzyła na mnie bardzo uważnie. Od każdej dzieliły mnie żelazne kraty.

Przy jednym z boksów wisiał znak z wyraźnym napisem: „AGRESYWNY. NIE PODCHODZIĆ.”, a ja w tamtym momencie jeszcze niczego w życiu nie pragnęłam tak bardzo, jak podejść. Do oczu napłynęły mi łzy. Głównie dlatego, że nie rozumiałam — nie rozumiałam, dlaczego patrzyło na mnie tak wiele par oczu, dlaczego nie było w nich niczego pozytywnego i dlaczego jednocześnie każda z nich miała ogromną nadzieję, że zabiorę ją ze sobą. Byłam zła. Może nawet wściekła. Byłam też bezsilna. I czułam się okropnie z myślą, że, podobnie jak większość osób, będę musiała odwrócić się na pięcie i odejść.

Dźwięki nie cichły. Wręcz przeciwnie, nasilały się.

Parę razy podeszłam do krat. Zupełnie nie myśląc o jakimkolwiek zagrożeniu, wyciągałam rękę i pozwalałam poznać jej zapach. Pozwalałam zimnym nosom jej dotykać. Pozwalałam oprzeć się o nią futrzastym bokiem, bym mogła zaraz ten bok swobodnie pogłaskać. Z czymś, czego w tym miejscu brakowało najbardziej — z miłością.

I jeżeli mogę Cię teraz poprosić o jedną rzecz — nie kupuj, tylko adoptuj.

Nie uratujesz całego świata, ale możesz pewnej istocie ten świat pokazać od zupełnie innej strony. Lepszej.

M.

Jedna myśl na temat “Miejsce, o którym nikt nie pamięta

  1. Przejmujący opis pobytu w schronisku dla zwierząt. Nieraz myślałam, że gdybym miała wystarczająco dużo pieniędzy na utrzymanie, to chciałabym adoptować przynajmniej pięć psów i drugie tyle kotów. Kocham zwierzęta i bardzo cierpię, gdy czytam artykuły o ludziach-bestiach, którzy pastwią się nad zwierzętami.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s