Widziałam tego gościa z kosą

Musiało minąć trochę czasu. Musiałam się oswoić z tym, co przeżyłam, z tym, co pojawiło się wówczas w mojej głowie, z przemyśleniami oraz wnioskami, do jakich wtedy doszłam. Potrzebowałam tego — zarówno samego zdarzenia (jakkolwiek idiotycznie by to nie zabrzmiało, naprawdę go potrzebowałam), jak i wszystkiego, co się pojawiło w mojej głowie przez to zdarzenie. Mam też nadzieję, że wiesz, o jakiego gościa z kosą mi chodzi. Podpowiem: jego nazwa zaczyna się na „ś”.


Wszystko trwało mniej, niż pięć sekund.

To był pierwszy dzień września. Razem z kolegą wracaliśmy z pracy samochodem. Siedziałam na miejscu pasażera (ciężko, żeby było inaczej z moim nieposiadaniem prawa jazdy) i patrzyłam się przed siebie, zastanawiając się, dlaczego natura działa tak, że im zimniej, tym krótsze dni. Nie było jeszcze 21:00, a ja już niewiele widziałam przed nami. Do tego wszystkiego rozpętała się ulewa, choć deszcz padał już od dobrych paru godzin — zaczęło padać jeszcze zanim wyszliśmy z pracy.

Droga ekspresowa. Wiesz, taka, gdzie jedzie się trochę szybciej, niż w mieście, bo w tym przypadku jest to nawet wskazane. Dookoła ciemno, pod kołami dość ślisko. Zaraz mieliśmy skręcać w zjazd. Więc skręciliśmy, tyle że samochód sekundę po zakręceniu kierownicą, odmówił posłuszeństwa. Paręnaście metrów przed nami była bariera w kształcie całkiem ostrego trójkąta, ponieważ łączyła główną drogę ze wspomnianym zjazdem. Wpadliśmy w poślizg. Jechaliśmy prosto na nią.

Wszystko trwało mniej, niż pięć sekund. A wydawało się być wiecznością.

Pamiętam, jak bariera zbliżała się do nas nieubłaganie. Pamiętam, jak bardzo chciałam coś zrobić, a mimo tego nie mogłam zrobić absolutnie niczego. Mogłam tylko siedzieć na swoim miejscu i patrzeć, jak jedziemy prosto na przeszkodę. I choć byłam zapięta, a nasza prędkość nie przekraczała norm, nie byłam pewna, czy to czasem nie był koniec. Czy to naprawdę ma tak wyglądać? Czy moje życie serio ma się skończyć na drodze, której nie znam, w okolicy, której nie poznaję, w samochodzie, którym jechałam po raz pierwszy? Z myślą, że z nikim nie zdążę się pożegnać? Że nie przytulę już nigdy swoich psów? Nie zagram na konsoli? Nie napiszę tekstu? Nie porozmawiam z przyjacielem? Czy to naprawdę jest właśnie to? Czy to jest ten słynny koniec?

Bariera była już tylko parę metrów przed nami. Pamiętam, że w mojej głowie już wtedy był jeden wielki chaos, którego za nic nie szło zrozumieć. Pomyślałam sobie, jak to już nigdy nie posłucham muzyki. A nawet nie znałam tego, co akurat leciało w radio. Choć zabrzmi to dość brutalnie, kiedyś stwierdziłam, że jakbym już miała umierać za te parędziesiąt lat (na pewno nie teraz, cholera), to przy jakimś ładnym utworze, który wiele dla mnie znaczy. Nie przy mainstreamowym latynoskim hicie. Potem przypomniałam sobie o rodzicach. O tym, jak bardzo chciałam im wówczas podziękować za wszystko, co dla mnie zrobili. Zanim jeszcze uderzymy w tę barierę. Miałam telefon w rękach. Pamiętam. Przeglądałam Instagrama, akurat na feedzie pojawił mi się jakiś mem. Dopadła mnie myśl, że lepiej umierać z memem na ekranie telefonu, niż smutnym obrazkiem. Mam ogromną nadzieję, że moja mama tego nie czyta, bo wiem, jak to wszystko brzmi — brzmi okropnie.

Ale tak właśnie było.

To było tylko pięć sekund, a ja zdążyłam pomyśleć o większej ilości rzeczy niż podczas jednego wykładu. Może dlatego, że przed sobą miałam perspektywę bardzo nieoryginalnej, zwyczajniej śmierci w samochodzie? Może dlatego, że przypomniałam sobie, iż mam tylko dziewiętnaście lat. To stanowczo za wcześnie, by umierać. Co myślą sobie dzieciaki, które umierają jeszcze zanim skończą dziesięć lat? Co myślą sobie rodzice, którzy chowają noworodki? Co myśli o śmierci natura, która potrafi jednym trzęsieniem ziemi pozbawić życia setki ludzi? Mam tylko dziewiętnaście lat. Był pierwszy dzień września. Wszyscy uczniowie dostali szkolnej depresji, bo od poniedziałku będą się męczyć od nowa. Jeszcze nigdy tak bardzo nie chciałam wrócić do szkoły, jak w tamtym momencie, kiedy siedziałam w samochodzie. Dlaczego samochody są tak kruche? Pamiętam te dziesiątki tysięcy ujęć z telewizji, gdzie pokazywano pojazdy po wypadkach. Czy raczej to, co po nich zostawało. Jasne, jechały znacznie szybciej, a przede wszystkim niebezpiecznie, ale.. Dlaczego to tak wygląda? Przecież świat ruszył do przodu, ludzie wylatują w kosmos i wysyłają tam swoje własne samochody. Dlaczego nie można stworzyć auta, które zapewni pasażerom gwarancję przeżycia jakiekolwiek drogowego incydentu? Dlaczego nikt nie opracował systemu, który pozwala pociągom zahamować, kiedy na torach kładzie się obcy człowiek? Dlaczego dzieci w Afryce głodują, a Kim Kardashian na zamówienie robi sobie suknię z dolarów? Dlaczego w Ugandzie ludzie żyją w klitkach zrobionych ze słomy, a statystyczny bilioner w Stanach Zjednoczonych posiada dziewięć domów i dziewiętnaście aut? Moja głowa była w tamtym momencie jak takie dziecko, z którym nikt nie chce rozmawiać, bo każdego zbombarduje pytaniami.

Dlaczego jest tak, że czasem hamulce w samochodzie odmawiają posłuszeństwa, a ty jedziesz prosto na barierę? Jedziesz i nic nie możesz zrobić? Dosłownie. Nic. Dlaczego jedynym, nad czym się wówczas zastanawiasz, jest to, czy faktycznie zaraz umrzesz

Moje myśli wciąż żyły własnym życiem, a do zderzenia zostały pewnie jakieś mikrosekundy. Ta bariera wcale nie wyglądała tak groźnie. Czy pasy złamią mi żebra? A może pęknie przednia szyba? Czy uderzę o coś głową? Czy ta kawa, którą wtedy piłam, rozleje się w całym samochodzie? Umrę, czując zapach kawy? Czy samochód się zapali? Nie chcę umierać w bólu. Nie chcę umierać powoli, w płomieniach. Co, jeżeli drzwi się zablokują? W jaki sposób umrę?

Bariera była tuż przed samochodem. To już.

To już?

Był huk. Boleśnie głośny, wszechogarniający, przerażający huk. Był wszędzie. Podobnie, jak dym, który pojawił się w momencie. Chwila. Żyję. Nie. Żyję? Nie wiem. Gdzie mój telefon? Boże, to idiotyczne. Dlaczego pierwsze, o czym pomyślałam, to był telefon? Czuję na sobie coś mokrego. Kawa faktycznie się rozlała. Skoro po śmierci podobno człowiek nie czuje bólu, to dlaczego w tamtym momencie bolała mnie szyja i podbrzusze? Czy to znaczy, że nie umarłam?

Wyjdź. Szybko, wyjdź.

Naciskam uchwyt do drzwi, które otwierają się bez problemu. Dym unosi się w całym aucie, by chwilę później jakby z ulgą wydostać się z niego przez otwarte drzwi. Tak, jak ja. Przez parę minut stoimy z kierowcą przed zniszczonym autem, gapiąc się w nie z czymś na kształt przerażenia pomieszanego z radością. Nie umarliśmy. Osiągnięcie zdobyte.

To jeszcze nie był ten dzień. Jeszcze mam sporo do zrobienia.

I myślę sobie, że dobrze. Dobrze, że żyję.

M.

2 myśli na temat “Widziałam tego gościa z kosą

  1. Czasem dopiero takie sytuacje uświadmiają nam, co jest tak naprawdę w życiu ważne. Zwłaszcza w tym „nieInstagramowym”, a jednak myśłałaś ” Gdzie mój telefon?”, dostrzegając, że to idiotyczne . Ostani rok często, jeżdzę jako pasażer, któregoś z moich, nieco starszych od ciebie, dzieci. Widzą bardzo wiele i czuję się z nimi bezpiecznie ,a mimo to zdarza mi się im coś powiedzieś. Siedząc obok , mam po prostu nieco inną perspektywe i skupiam się na zupełnie innych rzeczach , ale nie zjamuja sie nigdy telefonem. Słucham jedynie muzyki, która leci z tego z przystawki na przedniej szybie.
    Pozdrawiam.
    Widać, ktoś nad tobą cały czas czuwa 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s